Dlaczego nie musisz iść na studia? Szkoła cz.I – mit czy rzeczywistość?

Czy warto iść na studia? Artykuł analizuje mit "bycia kimś w życiu" poprzez studia. Czy papier gwarantuje sukces? Dowiedz się więcej!

university-105709_640

” Synu, musisz się uczyć, pójść na studia, by być kimś w życiu”

 

Słowa mojej matki powtarzane w kółko.  Wszystko kręciło się wokół bycia „kimś w życiu”. Hmm…. ale co oznaczało i oznacza te „bycie kimś w życiu?”. Według mojej matki wiązało się to z pracą papierkową, umysłową, pracą na stanowisku czyli na przysłowiowym „stołku”. Tu już nie chodziło o zarobki, chodziło o dostanie ciepłej posadki, gdzie jak moja matka mówiła bym się w „dupę piętami bił”. Udało mi się dorwać taką ciepłą posadkę w pewnym urzędzie w moim mieście i się w dupę piętami biłem za 1180zł ;).

Żeby być tym „kimś w życiu” koniecznie w mniemaniu rodziców, nauczycieli  musiałem skończyć studia, bo przecież one miały mi gwarantować pracę, pieniądze, status społeczny, dziwki, złoto, kasyna….Studia koniecznie dzienne oraz państwowe, no bo przecież nie zaoczne, tam „idą debile, którzy niedostali się na dzienne” i ogólnie „Pracodawcy patrzą na to jaka uczelnie się skończyło oraz czy dziennie i zaocznie”.  Żeby dostać się na studia i to koniecznie dzienne, trzeba mieć najpierw maturę. Żeby zrobić maturę no to trzeba było pójść do liceum, albo technikum.

Jestem ostatnim rocznikiem, który zdawał starą maturę, jestem ostatnim rocznikiem, który chodził do podstawówki liczącej 8 klas. Mojemu rocznikowi rodzice, nauczyciele dosłownie wszyscy wciskali to, że drogą do sukcesu jest liceum, matura, a potem studia.  Liceum koniecznie elitarne, najlepsze w mieście ponieważ ono gwarantuje, przygotowanie i dostanie się na studia dzienne, po których jak wiadomo miałem się w dupę piętami bić na ciepłym stołeczku. Matka przecież całe życie mi powtarzała „Liczy się papier”, kurwa matka? nauczyciel ekonomii w maturalnej klasie mówił „Idźcie studiować byle gdzie, byle tylko na studia i dzienne ponieważ po tym będziecie mieć pracę. Pracodawca przyjmie tego, który ma wyższe wykształcenie”. A tu kurwa „suprise” jeśli już pracodawca wymaga wykształcenia wyższego, to nierzadko stoi przy tym wymagane „DOŚWIADCZENIE”, „UMIEJĘTNOŚCI PRAKTYCZNE”. Ale kurwa jak to „doświadczenie?” przecież całe życie pierdolili, że liczy się papier. Na innych stanowiskach typu praca w biedronce, mc donaldzie czy sklepie z ubraniami tam osoba co ma średnie może być szybciej przyjęta niż osoba co ma wyższe. Tak nam pierdolili i ryli nam beret i tak masa bydła szła byle tylko studiować na jakieś politologie, socjologie, stosunki-międzynarodowe, filozofie i inne gówna. Szli no bo koniecznie trzeba było gdzieś studiować i mieć wyższe i to jest pierwszy mit, który obalam w mojej książce.

Ale wróćmy do tego skąd to się wzięło takie pompowanie tego balonu głupoty. Otóż jak upadała komuna, która tak na prawdę nie upadła i dalej ma się dobrze chociażby w sądach, urzędach państwowych oraz uczelniach, było dużo łatwiej zrobić biznes oraz dostać pracę. Kto miał łeb to zbił w tamtym czasie fortunę i takim to sposobem sporo osób co jest dziś na liście najbogatszych Polaków zaczynało w tamtym okresie, ponieważ nie było dosłownie niczego. Do pracy można powiedzieć  brali jak leci, na przykład mój sąsiad starał się do policji i od razu z miejsca został przyjęty ponieważ faktycznie miał skończone studia, moja matka z łatwością dostała posadę w szkole. Dziś tak łatwo do policji się nie dostaniesz praktycznie z miejsca jak stoisz, tak samo do szkoły. Kiedyś liczył się ten papier, ponieważ nie było uczelni prywatnych, a uczelnie państwowe miały poziom. Kiedyś maturę było dużo trudniej zrobić niż teraz. Kiedyś nie było tylu specjalistów i kto miał maturę, rzeczywiście mógł liczyć na ciepłą posadkę, a kto miał studia to już Eldorado. I tak teraz w sądach, urzędach państwowych, uczelniach oraz szkołach siedzą ciągle Ci sami ludzie. Przecież jak miałem praktyki w Sądzie Rejonowym w moim mieście, to połowa, osób musiała iść na jakieś studia, ponieważ Ziobro bodajże wprowadzić ustawę na temat wyższych studiów pracowników w Sądach. Była jedna wielka panika, kierowniczka wydziału, która zarabiała 2500 zł na rękę, pracowała od 8 do 16 oraz miała soboty, niedziele oraz wszystkie święta wolne, wielce się burzyła, że musi iść studiować. Kurwa…tam jedna musiała szybkim tempem maturę zdawać nawet ponieważ bała się, że straci pracę. I tak cały ten tłum poszedł do Wyższej Szkoły Lansu i Bausu w moim mieście po ten pierdolony papierek.  Człowiek studiował wtedy na wydziale prawa na jednym z Uniwersytetów Państwowych i mu się smutno robiło, że ja muszę zdawać jakieś testy wielokrotnego wyboru z punktami ujemnymi by po tym móc marzyć o takiej pracy jak te osoby, a one zwyczajnie nie musiały wkuwać tych wszystkich głupot.

Wszędzie pompowano nam do głów, że trzeba iść na studia ponieważ bez tego to ani rusz w życiu. Pamiętam jak miałem 8 lat to na lekcji języka polskiego czytaliśmy taką czytankę, gdzie jasno wynikał z niej przekaz wykształcenie=sukces w życiu. Zgadzam się, że wiedza jest bardzo ważna, ale ona nie gwarantuje sukcesu, a tym bardziej ta jaką serwują nam polskie szkoły. Młody człowiek łykał te bzdury jak bocian żabę, a dla polityków było w to graj, przecież mieli i nadal mają spokoj z młodymi bezrobotnymi na 5 lat. I tak jak grzyby po deszczu zaczęto otwierać wyższe szkoły lansu i bausu, kierunki wędliniarsko-muzyczne bo masa ludzi  zaczęła studiować. I tym sposobem polska przoduje na świecie z liczby wykształconych obywateli. Ale czy te wykształcenie jest rzetelne? Nie wiem czy oglądaliście serię wywiadów „Matura to bzdura”, gdzie pyta się przechodniów o takie  absolutne podstawy? Większość nie potrafi odpowiedzieć na najprostsze pytania, więc jaki jest sens nauki w szkole?. Oczywiście nie śmieję się z tego, ponieważ każdemu w życiu potrzebna jest inna wiedza. Znam osoby, które na mapie by Ci nie pokazały Warszawy, znam osoby, które ledwo zdawały z klasy do klasy, znam osoby, które nie mają matury, studiów, a mimo to mają prężnie działające biznesy. Jeden ma firmę transportową z kilkoma tirami, a drugi kilka warsztatów samochodowych i stacji kontroli pojazdów. Goście co w podstawówce nie mieli po drodze z wiedzą, oczywiście wiedzą serwowaną przez polskie szkoły. Oni ze swoją wiedzą w swoim biznesie i swojej branży są bardzo na czasie. Ktoś może ich nazwać mało inteligentnymi, albo głupimi, ale to oni na przykład zatrudniają moją koleżankę z podstawówki, która była piątkowa i szóstkowa jako swoją księgową. W dzisiejszych czasach o sukcesie nie świadczy inteligencja, jak już to emocjonalna. W dzisiejszych czasach wiedzę, którą podają Ci w szkole możesz wpuścić sobie do ucha ,a drugim wypuścić, bo ona i tak Ci się w życiu nie przyda, no chyba, że chcesz wygrać 1 z 10. Jest takie powiedzenie ” Problemem człowieka mądrego, jest to, że jest on mądry”.  Człowiek mary kalkuluje i boi się zaryzykować, człowiek głupi idzie na całość i odnosi tym nieraz sukcesy. Wyznacznikiem tego, jak sobie radzisz w życiu, akurat nie jest to czy wiesz w którym roku wybuchła II wojna światowa. Oczywiście wstyd nie znać tego jak jesteś polakiem, ale z drugiej strony jeśli sobie radzisz dobrze w życiu,  bez tego no to Twoja broszka.

Czasy podstawówki tez ładnie ryły banię. 8 klasa podstawówki, wszyscy idą do liceum, ponieważ one miał nam zagwarantować te wymarzone studia. W grę wchodziły tylko elitarne licea, tzn. takie, które niczym się nie różniły od innych, tylko jechały na opinii wyrobionej za PRL-u czy lat 90′, gdzie tam kilka osób wygrało jakaś olimpiadę zdobywając punkty do rankingu tego liceum. I tak człowiek miał nóż na gardle pod postacią presji społecznej rodziców, nauczycieli i otoczenia, żeby dostać się do takiego liceum. Jak spytałeś się byle jakiego nauczyciela odnośnie tego, gdzie możesz składać papiery to Ci mówił jak zaczarowany „Liceum, koniecznie liceum”. Pewnego razu wychowawczyni pytała się na godzinie wychowawczej, gdzie składamy papiery i jak możesz się domyśleć 98% waliło do liceum, kilka do technikum, a tylko jedna osoba szła do zawodówki. Ku zdziwieniu pani wychowawczyni była to akurat osoba, która dobrze się uczyła i śmiało mogła dostać się do każdego liceum w moim mieście. Jednak Karolina wybrała szkołę zawodową bo po prostu chciała zostać fryzjerką. Nawet największe głąby mierzyły w jakieś podrzędne wiejskie liceum, aby tylko mieć maturę, więc wychowawczyni nawet poświęciła jedną lekcję geografii po to, by wybić Karolinie ten pomysł z głowy. Mówiła „Dziecko zmarnujesz się”, „Nic po tym nie będziesz miała”, „Idź do liceum i na studia”. Dziś Karolina ma zakład fryzjerski w moim mieście do którego, kiedy nie zadzwonisz, by się umówić na głupie strzyżenie, musisz czekać w kolejce.  Wyszło jej to na dobre, NIE PAPIER, A TO CO W GŁOWIE DECYDUJE O TWOIM ŻYCIU.  Możesz osiągnąć sukces bez tego jebanego papierka, jeśli masz głowę na karku, a możesz życie zmarnować jak mój kolega, który skończył elitarne liceum, poszedł na studia, a dziś ukrywa się gdzieś za granicą, bo jest poszukiwany listem gończym i pewnie by się utrzymać wykonuje pracę takie jak osoby, które mają zawodowe wykształcenie, albo nawet i to nie,  zresztą jak większość polaków na Emigracji, którzy mają wyższe wykształcenie. Nie ważne jak zaczynasz, ważne jak kończysz, jak  to mówi stare powiedzenie

Pamiętam jak zdawałem testy próbne do liceum i wypracowanie z języka polskiego napisałem na 1. O matko…świat się dla mnie zawalił. Czułem się jak przegraniec życiowy, a pani polonistka wręczając mi te wypracowanie powiedziała „TO TWOJE ŻYCIE”, robiąc minę srającego kota jakbym właśnie je przegrał. Ton tej wypowiedzi brzmiał tak, jakbym w wieku 14 lat zmarnował całe moje życie. Ton jej wypowiedzi brzmiał tak jakbym zaraz miał skończyć jak jakiś narkoman pod mostem.  Przecież 1 z wypracowania stawiała mnie w szeregu z największymi klasowymi i szkolnymi głąbami, którzy idą do zawodówki. Dzieci z bogatych rodzin,prymusi mieli przecież iść do liceów, a największa patologia i przyszli mieszkańcy zakładów karnych mieli kierować swoje kroki do szkoły zawodowej. I tak było rzeczywiście największe patole, łobuzy szły do zawodówki bo nigdzie indziej po prostu by się nie dostali. Szły nie dla tego, żeby wyrobić sobie zawód, tylko dlatego, że nigdzie by się nie dostali.

Zawodówka=przegrane życie

Liceum,matura,a potem studia=człowiek sukcesu

Takie było kiedyś nastawienie, a rzeczywistość jednak jest bardzo brutalna. W dzisiejszym życiu ludzie po zawodówkach jeśli oczywiście mieli głowę na karku, radzą sobie znacznie lepiej niż ludzie po studiach.  Ludzie, którzy mieli być tą patologią, mają swoje firmy, a Ci po studiach napierdalają od rana do świtu w korporacji oczywiście jak dobrze pójdzie, bo przeważnie są bezrobotni i muszą się przekwalifikować.

Wiedza serwowana w szkole jest bardzo nieaktualna i chwilowo ni jak ma się do rzeczywistości, szczególnie na rynku obecnym pracy.  Zresztą uważam, że szkoła ogłupia i zabija samodzielne myślenie i jest tylko po to, aby  człowiek kół regułki na pamięć, a nie myślał kreatywnie sam. O to właśnie chodzi……

Zobaczcie te całe śmieszne rankingi, ostatnio na forsal.pl był wielki tytuł „w tym zawodzie zarobisz najwięcej”. Była tam średnia płac jakiś zawodów. Oczywiście te płace to trzeba między bajki włożyć, ale co ten tytuł mówi? ” Idź na ten kierunek, bo po nim będziesz tyle zarabiał”. I tak ludzie wybierają takie kierunki, które ich nie interesują, a kierują się właśnie takimi rankingami. Robią coś czego nie kochają robić, coś co ich nie satysfakcjonuje. Ja poszedłem na prawo nie po to, bo mi się podobało, bardziej dlatego bo myślałem, że będę zarabiał po tym miliony  jak w amerykanskich filmach. Jednak życie sprowadziło mnie na ziemię. Dziś przeklinam każdy dzień, gdy muszę grzebać w papierkach. Chociaż  nie mam najgorzej, bo przynajmniej pracy nie biorę do domu jak inni w corpo. Chuj im z tych tysięcy co zarabiają jak nie mają nawet czasu kiedy ich wydać. Mój kolega pracuje w renomowanej warszawskiej kancelarii, robi doktorat, jest na każde zawołanie jak pies. Kiedyś do niego dzwonię jak byłem w Warszawie w weekend, czy wyłazi na jakieś piwko, to nie mógł bo pracował nad jakąś umową, a była to godzina 23.  Kobiety nie ma, nawet ich nie poznaje bo nie ma kiedy, żyje w szybkim tempie i ciągle pracuje. Kurwa co to za życie, chuj mu z tych 10.000 czy więcej ile on tam ma. Kończył tyle szkół, by prowadzić życie takie jakie prowadzi?, nawet swojej kancelarii nie ma.

Każdy mi mówił „Idź do liceum”, ale nie pytali co chcesz w życiu robić.

P.S

Jak dałem Ci do myślenia i chcesz mnie w jakiś sposób wesprzeć, to możesz mi postawić “małą czarną”, bo lubie brunetki :):)

Postaw mi – MAŁĄ CZARNĄ

Wszystko idzie na rozwój tego bloga – serwer, domena, autoresponder oraz na moją motywację do pisania. Muszę przecież mieć dużo energii, żeby pisać obszerne blogi takie jak ten, a to oznacza, że mała czarna jest wskazana :):) A tak serio, to będzie mi bardzo miło, że ktoś mnie docenił zgodnie z prawem wzajemności :):)

Share your love

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *