Finanse

JAK WYGLĄDA PRACA W BANKU OD ŚRODKA, CZYLI DLACZEGO NIEDŁUGO BĘDĘ ZMIENIAŁ PRACĘ ;)

 

Chciałbym w tym blogu podzielić się moimi doświadczeniami i odczuciami związanymi z pracą w bankowości. Otóż w tym blogu poruszę wiele rzeczy, których nie powinienem poruszać więc będę starał się tak manewrować „opowieścią”, aby nikt nie zdemaskował banku w jakim pracuję.  Także ogólnie to co napiszę to jest fikcja literacka i ja to zmyśliłem na potrzeby bloga…zresztą jak wszystko inne na tym blogu ;).


Jakiś czas temu przyjąłem się do pracy w Banku. W sumie nawet całkiem nie dawno. Czemu akurat bank?. Lubie wyzwania i chciałem spróbować swoich sił w bankowości. Ogólnie miałem taki plan aby popracować w Ubezpieczeniach, Bankowości, Salonie luksusowych samochodów oraz Nieruchomościach i sam zdecydować, gdzie się najlepiej czuję w sprzedaży. Te branże baaardzo różnią się od siebie :”sprzedażowo” o czym przekonałem się już na „Dzień dobry”…Niestety przyznam się teraz bez bicia, że zamieniłem siekierkę na kijek. Cóż czasem tak bywa w życiu, że zmienisz coś na lepsze jak i na gorsze. Ja w tym wypadku zmieniłem pracę na dużo, dużo gorszą…i wcale tu nie chodzi o zarobki.

CV złożyłem do kilku banków i ze wszystkich się odezwali. Toczyłem negocjacje bo jak wiadomo chciałem jak najwięcej dla siebie ugrać, więc siłą rzeczy tylko jeden bank zaproponował mi warunki zbliżone do tych co mi odpowiadały. Zarobki, teoretycznie są jak na warunki Polskie bardzo dobre, jednak już wiem, że te zarobki biorą bardzo dużo w zamian.  Oprócz podstawy mam też prowizję od sprzedaży swojej i moich podopiecznych i głównie na to „poleciałem” jeśli chodzi o tę pracę. Do dodatkowo standardowo, prywatne ubezpieczenie, opieka medyczna w jednej z najlepszych podobno prywatnych klinik w WWA oraz oczywiście karta Multisporta ;). Umowa o pracę i imprezy firmowe 4 razy w roku też są częścią tej pracy. Niby fajnie…no właśnie niby…

Pierwszy dzień w pracy to szkolenia typu BHP. Przyszła bardzo seksowna suczka, która opowiadała m.in o miejscu zbiórki jakby firma się paliła. Pogadała trochę o pierwszej pomocy, apteczce, gaśnicach i dała  stos papierków do podpisania…Nie ukrywam panna bardzo seksowna, że ledwo mogłem się skupić. Ogólnie w robocie mam więcej kobiet niż facetów, więc w sumie to dla mnie taki mały „raj” na ziemi…i chociaż to mnie „jeszcze tam trzyma”, ale nie wiem na jak długo…

Kolejne dni to szkolenia z produktów finansowych. O kurwa, tyle nauki to ja nie miałem tak dawno, a wszystko w tempie ekspresowym. Miałem 3 dni na nauczenie się: kredytu hipotecznego, gotówkowego na dowolny cel, samochodowego, karty kredytowej, debetu, tych wszystkich pierdolonych kont, których nie mogę wam zdradzić, złotych kart i płatności terminalowych…i innych głupot, których nie pamiętam…tych promocji, które co tydzień się zmieniają praktycznie…Czyli standardowo same nudne rzeczy z którymi praktycznie teraz się spotkałem. Tempo jak pisałem wcześniej, bardzo ekspresowe, że przychodząc po pracy do domu, łeb  mi pękał. Zamiast tworzyć swój własny produkt i go sprzedawać, to ja wkuwałem oprocentowanie, prowizje i inne głupoty, które są mi potrzebne w pracy. No cóż,  chciałeś to miałeś, więc nie ma narzekania…

To wszystko miałem do nauczenia w ciągu 3 dni. Potem miałem z tego egzamin, który zdałem i potem przyszedł jakiś fagas tzw. menagier od spraw sprzedaży, który miał być moim szefem i do którego miałem przez pierwszy tydzień podklepywać na bajerkę…To właśnie od niego podczas podklepywania na bajerkę dowiedziałem się, że:

-„Tego nie możesz mówić klientowi…”

-„Tak też nie możesz z klientem rozmawiać…”

-„Zakaz jest spoufalania się z klientami…”

-„Nie możesz takich pytań zadawać klientowi…”

-„Nie możesz takich tematów poruszać z klientem…”

Ogólnie kurwa to nic nie mogę. Moja kreatywność jest ograniczona, a wręcz zdeptana. Jakiś czas temu sprzedałem kredyt na ponad 150.000 złotych i nikogo to nie interesowało na ile sprzedałem, ale to że rozmawiałem „luźno z klientem”. Stanowczo za bardzo luźno. Zgodzę się z tym, ale z tego względu, że i on rozmawiał ze mną tak samo i widać, że świetnie się dogadywaliśmy…

Na początku nakręciłem go przez telefon, a potem pojechałem do niego osobiście, ale gdybym nie nakręcił przez telefon to by wziął kredyt gdzie indziej albo na pewno nie tyle. Jednak rozmowy są nagrywane i moja rozmowa została oceniona na „0”. Tak na zero, tylko dlatego, że powiedziałem coś takiego: -„ No dobra, to zróbmy tak proszę Pana…”. Poszło wszystko o te zdanie pogrubione. Ocenione było jako „słownictwo nieprofesjonalne”. Zresztą wiele mam takich rozmów podobnych ocenionych w ten sposób, ale akurat przyjebanie się do mnie o to zdanie tak sformułowane i to mnie rozjebało…

Ogólnie na samym początku to miałem być od samej sprzedaży, a właściwie ją nadzorować w tzw. Call-Center banku, jednak oprócz nadzorowania sprzedaży, sam mam za zadanie obsługę klienta i sprzedaż bezpośrednią oraz telefoniczną. W chuj mam obowiązków na głowie o których tak naprawdę dowiedziałem się niedawno. Praktycznie codziennie dowiaduję się czegoś nowego, co muszę  robić. Nie ukrywam, jest to  strasznie męczące, ponieważ zabieram pracę do domu, a od czego do tej pory się broniłem. Przez to nie mam czasu, ani chęci  prowadzić bloga, odpisywać wam na maile, udzielać rad i głównie przez to zaniedbałem mojego bloga. Kurs, który wam przygotowywałem i który miał wyjść w maju poszedł w pizdu. Jednak jestem nieszczęśliwy z takim stanem rzeczy, więc już podjąłem decyzję, że będzie”wóz, albo przewóz”…

Sprzedaż produktów bankowych jest naprawdę bardzo trudna. Jest trudna z tego względu, że bank napierdala ludziom non stop mailami, sms-ami, oraz telefonami.  Dodatkowo rośnie świadomość finansowa Polaków co cieszy oraz rośnie nieufność do banków. Wiele osób na samą wieść o tym, że ktoś dzwoni z banku to rzucają słuchawkami. Proporcjonalnie do wzrostu nie ufnoności społeczeństwa do banków oraz ich świadomość finansowa, rosną nierealne wymagania banków oraz cięcia kosztów pod postacią zwolnień lub redukcji etatów. Niestety cele finansowe i sprzedażowe jakie mam narzucone w pracy, są nierealne. Tak nierealne, bo z pustego to i Salomon nie naleje. Z resztą procedury bankowe są tak zjebane i poplątane, że oni sobie sami nimi ograniczają sprzedaż. Niestety z moich przełożonych to nie interesuje i liczy się tylko „WYNIK” i odbija się to na atmosferze w pracy. Masz być sztywnym pajacem, który mówi według szablonu narzuconego z góry. Zresztą każdy jest jak taki robocik, który zapierdala.

Zatrudniając się, na dzień dobry musiałem założyć konto w tym banku, jak każdy inny. Beka bo ostatnio pisze do  mnie na fb kolega, czy nie założyłbym sobie konta w „banku” bo go cisną o konta i każdy pracownik musi miesięcznie nagonić kilku „klientów” banku…Tak się składa, że pracuje w tym samym banku co ja, tylko innym mieście, więc doskonale go rozumiem i poinformowałem go, że nie mogę jednak mu pomóc. Ja musiałem założyć konto, ale nie tylko ja, bo i moi rodzice,a  także ciśnienie było na moich znajomych, ale jeszcze mnie nie pojebało, żeby wydzwaniać po znajomych i błagać ich o założenie konta w tym banku. Co niektórzy niestety muszą przynajmniej raz w miesiącu udać się na żebry i na Facebooku błagać ziomków o założenie konta w banku, aby wyrobić normę…

W  banku, w którym pracuje panuje bardzo spięta atmosfera. WYNIKI, WYNIKI, WYNIKI i jeszcze raz WYNIKI, które są nierealne do zrealizowania i taka jest prawda. Nierealne jak pisałem przez to, że świadomość obywateli i ich nastawienie do banków mają na to wpływ. Jest mega ciśnienie na te wyniki, ale jak pisałem z pustego to i Salomon nie naleje. Większość osób nawet nie odbiera telefonów bo wiedzą, że dzwonią z któregoś banku, a jak odbierają to wydzierają się, żeby do nich nie dzwonić. Jak nie umówisz rozmowy to i nie spotkasz się z klientem. Tak mniej więcej wyglądają kontakty z klientami banku, a nawet jak coś sprzedaż to chuj i tak masz „0” w raporcie, bo przecież nie zachowałeś „standardów rozmowy” i musisz dalej się tłumaczyć. Aczkolwiek lepiej tłumaczyć się ze standardów niż z braku sprzedaży…

Codziennie mamy odprawę. Gdzie Buc, który z tego co wiem, nigdy nie wykonał ani jednego telefonu oraz nic nigdy nie sprzedawał, ale najwięcej ma do powiedzenia odnośnie wyników, które zawsze są „MAŁE”. Wyniki nie są małe jak pisałem, ale nierealne cele sprzedażowe narzucone. Tak jest jak Banki chcą dalej utrzymać „swoją pozycję”, kosztem klienta. Już niedługo nie wystarczą reklamy z Karolakiem czy Adamczykiem. Banki się przyzwyczaiły do dużych obrotów i golenia klientów, a tu suprise. Klienci staja się coraz bardziej oporni. Już dziś 3/4 jak słyszy „BANK” to pytają się w pierwszej kolejności czy coś nie tak z ich kontem, a w drugiej rzucają słuchawką jak okazuje się, że jednak dzwonisz  z czymś innym.W placówkach banków też coraz mniej klientów się pojawia i właśnie ludzi, którzy kiedyś tylko obsługiwali klientów, dziś mam za podopiecznych, bo mają za zadanie nie tylko obsługę, ale i sprzedaż produktów bankowych…Cięcia kosztów i nowe obowiązki…Witaj w świecie pracy.

Podczas odprawy panuje wielki stres, bo wszyscy są publicznie rozliczani z wyników. Jest to dosyć nieprzyjemne, ale mój „szef” uważa, że takie coś motywuje bardziej i wzmaga rywalizację. Niestety podnosi tylko ciśnienie, które i tak sięga zenitu. Wczoraj coś sprzedałeś, albo dobiłeś targu a dziś nic Ci się nie udało?. Cóż zapominamy o wczoraj a dostajesz zjebkę za dziś. Ogólnie zawsze jest „Brakuje nam tyle i tyle i musicie to nadgonić…”, ” za mało sprzedajecie i osoby, które mało sprzedają to…sami sobie dokończcie”. Nie ukrywam, że pierwszy raz spotkałem się z takim bólem dupy i parciem na sprzedaż. Hajs z prowizji powinien być dobry, ale jest taki mały szkopuł, że płaca od zaakceptowanego wniosku i podpisanej umowy, a niestety większość ludzi wypełnia z Tobą wniosek, a nie akceptuje albo w ostatniej chwili się rozmyśla. Dodatkowo jak mówiłem chore ramy sprzedaży według wytycznych instrukcji. Jakiś czas temu rozmawiałem z facetem, który się chciał zastanowić nad kredytem i zasłaniał się żoną, która coś mu podpowiadała do telefonu, ale jak chciałem z nią porozmawiać i umówić spotkanie to zostałem wezwany na dywanik, że ” pani nie jest osobą docelową z którą mam rozmawiać…”. Tego typu tekst padł…Pierwszy raz się z takim czymś spotkałem. To jest osoba trzecia, a z osobą trzecią nie rozmawiamy bo takie są procedury, tylko z właścicielem „konta”. Pochwały też są owszem, ale ograniczają się do „suchej informacji, ile sprzedałeś” oraz wywieszenia Twojego zdjęcia w gablotce firmowej, coś na zasadzie „pracownik miesiąca”.

Jest coś takiego jak „pokój lamentu”, czyli idą tam sobie osoby, które nie wytrzymują ciśnienia i idą sobie popłakać. Tak płakać, bo bardzo dużo osób płacze w tej pracy-szczególnie kobiety. Stres i napiętą atmosferę czuć wszędzie. To tak jakbyś codziennie czekał na swój pierwszy egzamin na prawo-jazdy. Ja to przynajmniej tak odczuwam. Jak teraz pomyślę, że jutro mam być na tej odprawie, to aż zaraz pójdę się chyba wysrać ze szczęścia ;). Najbardziej przeżywają presję kobiety i nie tylko chodzi o sprzedaż, ale i inne rzeczy. Po prostu masz być robotem i wiele osób nie wytrzymuje psychicznie nawału pracy oraz tempa. Dodatkowo wszędobylskie wyniki i „oceny pracownika”. Z tego co wiem jedna osoba jest w szpitalu teraz ze względu na załamanie nerwowe, a wszystko spowodowane tymi WYNIKAMI oraz Celami do wyrobienia. Wczoraj ledwo wlazłem do windy i już w niej zostałem zaatakowany pytaniami odnośnie „sprzedaży”. Gdy powiedziałem jaka była mniej więcej, gość się skrzywił tylko. ;).

Jedna rada. Trzymaj się dla dobra swojego z daleka od kredytów. A jak już bierzesz to nie patrz na prowizję i oprocentowanie tylko na RRSO, które jest bardzo ukrywane przez banki. Mój podopieczny dostał ostatnio zjebę za to, że klientowi niepytany podał RRSO. Nawet jak masz bankowe  ulotki to RRSO jest napisane małym drugiem, a na reklamach telewizyjnych może widnieje ono z pół sekundy. RRSO jest to rzeczywista, roczna stopa oprocentowania, w skład której wchodzą wszystkie koszty kredytu.Im wyższe RRSO tym kredyt będzie droższy.

Jak rozmawiam z klientami to tylko jedna osoba mnie się spytała o to, a reszta tylko zadowalało się informacjami dotyczącymi raty miesięcznej, oprocentowania oraz prowizji i tylko to im przedstawiam. Jednak nie ukrywam bardzo rzadko ludzie decydują się na kredyt gotówkowy. Częściej na kartę kredytową, kredyt odnawialny, złotą kartę, ale na kredyt gotówkowy to nie. A najlepsze jest to, że na kredyt jest największe ciśnienie i to głównie obchodzi moich pracodawców jak i mnie. Banki głównie zarabiają nie na samym kredycie, ale i na różnych opłatach „w pakiecie”, które towarzyszą temu kredytowi, więc czytaj tabele opłat bardzo dokładnie zanim Piotr Adamczyk powie Ci, że raty są praktycznie „niezauważalne”.  Być może utrudniam sobie sprzedaż pisząc te słowa, ale ja tam też długo miejsca nie zagrzeje, bo szkoda zdrowia oraz czasu.


W banku panuje wyścig szczurów. Cóż jest to korpo. Jak w grę wchodzą finanse i wyniki to jest wyścig szczurów. Szczury biegną do sera, ale w tym wyścigu każdy jest przegrany, gdyż ser bardzo trudno jest złapać cały, a najczęściej dopada go kilka szczurków, które złapią po gryzie i tyle go widzieli. Ser to swoisty status społeczny, tzw. hi-life. Kiedyś na osoby pracujące w banku patrzyłem z wielkim szacunkiem. Powiem więcej wiele razy czułem się gorszy od nich z tego względu, że przyjęło się coś takiego, że praca  w banku to jest jakaś praca prestiżowa. Coś w rodzaju studiowania prawa, że jak ktoś studiuje prawo to jest tym „kimś” w życiu lub tym „kimś” będzie. Rzeczywistość bywa bardo brutalna, a dziś mi ludzi pracujących w banku trochę szkoda, czemu?…

Bardzo dużo osób ma kredyty w bankach w których pracują. Bardzo dużo osób co pracuje w bankach żyją ponad stan i aby utrzymać ten  stan rzeczy maja baardzo duże ciśnienie na wszystko, co wiąże się ze stresem itd. Wiem, że co niektórzy biorą regularnie kokaine i amfetaminę, aby mieć „lepsze” wyniki. Bardzo dużo osób po pracy, aby odreagować kupuje alkohol. Np:ja sam przez piewien czas kupowałem sobie browarka, ale są też osoby, które walą czteropak dzień w dzień lub ćwiarę wódki, bo nie wytrzymują ciśnienia.

Standardowo pracę człowiek przynosi do domu, bo trzeba się czegoś poduczyć, coś napisać, dokończyć raporty, porobić jakieś pierdolone tabelki, nawet teraz powinienem przygotowywać się na jutro, ale ja piszę bloga. Niestety najbardziej co mnie tu wkurwia to zabieranie pracy do domu, ale chciałem co miałem nie?. To było do przewidzenia…

Koledzy i koleżanki w pracy są różni. Jednak ta „presja na wyniki” i parcie na te nierealne cele jak dla mnie, sprawiają, że ludzie nie są ze sobą zżyci. Bank sprawił, że nie jesteśmy kolegami z pracy, ale rywalami, którzy rywalizują na każdym etapie o wyniki. Jak czegoś nie wiesz, często możesz usłyszeć- „Powinieneś wiedzieć…”. Czyli tekst, który mnie najbardziej wkurwia w każdej pracy. Oczywiście są też i w porządku osoby, jednak najbardziej przejebane są takie, które oddały tej pracy duszę, a właściwie swoją przyszłość mając kredyt na garbie na 40 lat wzięty w banku w którym się pracuje. Takie osoby są baaardzo nieznośnie.

Kobiet jest sporo. Umawiałeś się kiedyś z bankierką, tzw. panią co pracuje w banku?. Kiedyś spotykałem się z panią, która robiła się a 8 cud świata tylko dlatego, bo pracowała w banku w jakimś podrzędnym dziale obsługi klienta. Robiła się na mocną żyletę, niezależną kobietę. Dziś codziennie widzę jak takie typowe żylety wychodzą z „pokoju łez” ponieważ nie mogą sobie poradzić z presją oraz ciśnieniem na wyniki. Wtedy w takich sytuacjach ich cała maska spada. One nie są takie straszne, tylko baardzo zestresoane:).

Bank ma dużo minusów, ale ma też plusy. Głównym plusem jest to, że poraz pierwszy mam do czynienia z osobami, którzy są bardzo bogaci, a ich miesięczne wpływy przekraczają ponad 100.000 złotych. Codziennie rozmawiam z takimi ludźmi przez telefon, albo „fejs” to „fejs” i jest to jeden bardzo duży plus tej pracy. Ta praca ma też wiele innych plusów, aczkolwiek źle się w niej czuje nie ukrywam. Za bardzo sztywno, za bardzo drętwo i nie chodzi o ciśnienie na sprzedaż, bo takie ciśnienie jest w każdej firmie, tylko o całą otoczkę.  Na dłuższą metę jak mówiłem nie jest to praca dla mnie, bo się w niej męczę i już niedługo myślę, że będę chciał się przerzucić albo na salon samochodowy, albo na nieruchomości, jeszcze nie wiem.

Dobra trochę się rozpisałem, sporo rzeczy też usunąłem z tego bloga, bo wolałem żeby to jednak nigdzie nie wychodziło dla mojego „bezpieczeństwa”.

Czy Tobie polecam pracę w banku?. Jak najbardziej tak. Kolekcjonuj i takie doświadczenia, one też czegoś uczą. Jeśli chodzi o sprzedaż to bank nie jest najlepszym miejscem do „sprzedawania” a już o „nauce sprzedaży nie wspomnę”. Z drugiej strony lepsze takie doświadczenia niż żadne…

Tags
Show More

23 Comments

  1. Nagrywanie rozmów i cięcie po premii za niezrealizowanie zaplanowanych podpunktów to standard w jednym z banków;) Tak drodzy klienci, kiedy rozmawiacie z doradcą w placówce to istnieje duże prawdopodobieństwo, że gość traci % z premii nie proponując Wam limitu w koncie ;P Kiedy szukałem pracy przeszedłem rekrutację w trzech bankach, w tym ww. również – kasa, jaką proponują Ci jako „doradcy klienta” jest śmieszna. Jeśli nie masz ogromnego ciśnienia na taką pracę, garnitury i „prestiż” to korzystniej wybrać robotę „na magazynie”, gdzie po prostu masz spokój 🙂

      1. Żeby Cię trochę podbudować to podrzucę jeszcze małe info o stawkach prowizyjnych ;P
        Zielony bank z polskim kapitałem
        Podane przez Ciebie 150 tys., prowizja 8,9%, ub. 6% od kwoty netto, opr. 6,7%, 96 miesięcy, rata ~2370. Pięciocyfrowa wypłata

  2. Tyab dzięki za interesujący wpis. Wypowiem się na temat promocji bankowych typu załóż konto lub lokatę a dostaniesz 100 zł lub więcej . W moim przypadku zakładam czekam na przelew i uciekam :D, polecam komuś ale na zasadzie jest sianko do brania za konto/lokatę/ transakcje i trzeba się zwijać . Poza tym te zgody marketingowe trza wypowiadać , wypowiedzenia umów wysyłam poleconym listem bo raz zamykałem w jednym banku konto to straciłem kwadrans a pytania typu , dlaczego , gdzie pan odchodzi mnie wkurwiały. Ogólnie jestem robakiem który podżera sobie i zjada te kąski promocyjne bo dobry pieniądz sypią i polecając to robi się niezły pieniądz . Taka sprzedaż jaką oni mają czyli bank -win ,-klient-lose to nie sprzedaż , bo ludzie się wkurwiają później tylko i u Eli Jaworowicz kończą . Mogli by sprzedawać idąc za potrzebą ludzi a nie za wynikami- ale cóż chciwość . A w pożyczkach społecznościowych odwrotnie ludzie sami chcą pożyczki -bo po prostu banki im nie dają albo zbyt duży procent chcą . A kto jest Wielkim Bratem skoro jest pokój łez :D:D? Najlepsi są Janusze z biur maklerskich co pieprzą ile to nie zarabiają na giełdzie a nigdy nawet rozliczenia za rok na giełdzie nie pokazali. Ryszard wybaczam ci dlaczego jesteś taki popieprzony 😀 i nowoczesny , pzdro.

  3. Ja pracowałem akurat w jednej z wiodących firm zajmujących sie długami ,typowa sprzedażówka jak sprzedajesz jesteś kimś,a jak nie masz wyników jesteś nikim. Akurat miałem dobrze ,bo mogłem luźno rozmawiać z klientami i to dawało wyniki. Bo na kampaniach bankowych i ubezpieczeniowych najczęściej pracowały zestresowane zmęczone roboty. Ale plusem jest tak jak mówisz rozmowa z ludźmi którzy zarabiają konkretnie. Pozdro 😉

  4. Ah, korporacja. Można to kochać lub nienawidzić. Na szczęście nie miałem okazji pracować w bankowości lecz w branży budowlanej, gdzie nie odczuwa się takiej presji na wyniki z dnia na dzień, gdyż projekty trwają po 4-6 miesięcy i za każdym razem kończą się mniejszym lub większym sukcesem. Niestety jest coś za coś…sprzedaż usług budowlanych lub consultingowych w tym sektorze jest zarezerwowana dla najwyższych stanowisk, przez co by spórbować negocjacji z klientem trzeba popracować dobre parę lat i nie zawsze się okaże, że wybrana do tego osoba będzie potrafiła to zrobić.

  5. Interesujący artykuł. A ja właśnie mam dylemat, czy warto podjąć pracę w banku, czy szkoda zachodu. Gdyby to była praca na miejscu, dylematu by nie było, a że w grę wchodzi przeprowadzka… Sama nie wiem… Może CV będzie lepiej wyglądało z tym bankiem hm?

Dodaj komentarz

Close