Atrakcyjność

Selekcjonuj odpowiednio sobie ludzi ze względu na chęci oraz możliwości jakie mają

Znaj wszystkich ludzi, jednocześnie wszystkich nie znając!

Znaj wszystkich ludzi, ale w odpowiedni sposób

Jest taka jedna zasada jeśli chodzi o relacje damsko – męskie. Jeśli chcesz być dobry w relacjach z kobietami, to musisz być dobry w relacjach z ludźmi. Powiem więcej! Ty nie poznawaj kobiet, Ty poznawaj ludzi. Najfajniejsze kobiety jakie poznałem, poznałem zawsze przez „kogoś”.

Żeby umieć rozmawiać z kobietami, musisz umieć dogadywać się z każdym i to bez wyjątków. Nie ważne kto to jest, jaki ma kolor skóry, skąd pochodzi, jakie ma poglądy polityczne oraz majątek. Żeby być dobrym z kobietami musisz umieć dogadać się z żulem Mietkiem, kominiarzem, strażakiem, lekarzem, policjantem, ekspedientką w sklepie, taksówkarzem, babcią klozetową, kaczorem Donaldem, Andrzejem Dudą, a nawet z Jozinem z bazin 🙂 🙂 🙂 🙂

Jest to moja taka mała zasada, którą otwieram dzisiejszy temat mówiący, że:

Warto znać każdego, jednocześnie każdego do końca nie znając

Warto umieć dogadać się z każdym w każdych okolicznościach poprzez zjednanie sobie takiego człowieka i zdobycie jego sympatii. Jeśli chcesz, aby żyło Ci się na tym świecie dużo lżej i lepiej niż dobrze, to powinieneś umieć odpowiednio zjednywać sobie ludzi niezależnie od ich koloru skóry, statusu społecznego, wyznania, płci, wieku, zarobków, poglądów politycznych, orientacji seksualnej czy wykonywanego zawodu.

Spójrz teraz dookoła siebie. Co widzisz? Prawdopodobnie widzisz drugiego człowieka. Nawet jeśli jesteś teraz w domu, to podchodząc do okna kogoś zobaczysz. Jeśli nie mieszkasz na Syberii czy w miejscu gdzie psy chujami wodę piją, to zawsze czy tego chcesz czy nie chcesz, będziesz otaczał się drugim człowiekiem. Każdego dnia kogoś spotkasz w sklepie, w którym robisz codziennie zakupy, w kinie, szkole, siłowni, pracy czy na ulicy. Każdego dnia spotkasz drugiego człowieka. Człowieka będącego jak książka. Książka, którą napisało życie. Każdy człowiek jest jak książka, którą musisz umieć w odpowiedni sposób czytać i rozumieć jeśli chcesz mieć lżejsze i łatwiejsze życie.

I właśnie dlatego napisałem książkę / e -booka, która/y pomoże Ci lepiej „czytać” drugiego człowieka. Właśnie dlatego napisałem instrukcję obsługi ludzi, na oficjalny preorder możesz zapisać się już pisząc na: [email protected] , a za niedługo będzie dostępny oficjalny spis treści.

Gdzie nie spojrzysz, tam zobaczysz drugiego człowieka

Jeśli chcesz załatwić jakąś ważną dla Ciebie sprawę, wyjść z jakiejś kłopotliwej sytuacji, osiągnąć cel czy spełnić swoje marzenia, to zawsze na Twojej drodze spotkasz człowieka, który mając odpowiednie możliwości i chęci może Ci w tym pomóc lub coś Ci utrudnić.

Przez to Twoje życie może być lżejsze lub cięższe. Mój ojciec do lekarzy w lokalnym szpitalu chodzi praktycznie bez kolejki. Zastanawiasz się pewnie jak on to robi? Bardzo prosto, po znajomości. Po znajomości, ponieważ zna odpowiednie osoby, które mu w tym pomagają. Zna odpowiednie panie w przychodni, które go tam wprowadzają, a inni ludzie w tym samym czasie muszą czekać na swoją kolej z numerkiem w ręku. Mój ojciec korzysta z możliwości i przywilejów jakie mają osoby pracujące w przychodni lekarskiej. 

Mój ojciec zna odpowiednie osoby, które mają możliwości ułatwiające mu życie. Dzięki temu akurat w tym aspekcie życia ma lepiej od innych. Dzięki temu w tym aspekcie życia ma lżej, ponieważ nie musi tracić czasu tkwiąc w kolejkach, a wszystko dzięki mojej dobrej koleżance, która jest pielęgniarką i o której również będziesz mógł przeczytać na łamach mojej książki, gdyż zawdzięczam jej wiele dobrego.

Wszystko rozchodzi się o możliwości jakie ma człowiek. Ludzie mogą mieć różne możliwości w życiu, z których w odpowiednim momencie swojego życia możesz skorzystać. Będzie to wartość, którą od nich weźmiesz. Ludzie mogą mieć różne możliwości, których możesz nie doceniać. Ludzie mają różne możliwości, których możesz nawet nie zauważać.

Możliwości mogą pochodzić od ich wykonywanego zawodu, wiedzy, umiejętności czy znajomości, z których możesz sobie skorzystać w odpowiednim momencie swojego życia. Innymi słowy. Pracując kiedyś w McDonaldzie mogłem, a właściwie, to nie mogłem, lecz czasem komuś dawałem nieoficjalnie zniżkę pracowniczą, która uprawniała do zakupu zestawów po naprawdę atrakcyjnych cenach, gdzie za Big Maca zamiast 7,50 zł płaciło się bodajże 3, 50 zł.

Oficjalnie taka zniżka przysługiwała tylko i wyłącznie pracownikom restauracji, lecz nierzadko zdarzało się dać taką zniżkę po znajomości jakiemuś koledze czy znajomemu, który wpadł akurat do restauracji nas odwiedzić. Pracując w McDonaldzie również mogłem zawsze dać komuś zawsze czegoś więcej zamiast mniej. Oficjalnie nie można było robić takich rzeczy, ale nieoficjalnie jak ktoś zobaczył swojego znajomego, który mu machnął z serwisu, to się pchało wszystkiego ile wlezie. Czasem ktoś dostawał zamiast zwykłego cheeseburgera z jednym kotletem, chuj wie co z trzema kotletami, 50 ogórkami, 20 plastrami sera i najebaną cebulą, że aż mu ketchup i musztarda się wylewała z mordy, a to wszystko w cenie cheeseburgera.

Pracując w restauracji ze względu na wykonywaną pracę takie właśnie miałem możliwości i ten kogo znałem i lubiłem miał ode mnie zawsze wszystkiego „od serca”. Ktoś inny ze względu na zawód, hobby czy wykonywaną pracę może mieć inne możliwości, z których możesz korzystać. Mało tego! Każdy zna kogoś, kto kogoś zna. Również możesz korzystać z możliwości osób, których nawet nie znasz, lecz macie wspólnych znajomych. Kwestia tylko tego, że jesteś na tyle szanowaną osobą, żeby ktoś się w jakiś sprawach za Tobą wstawiał i Ci coś przez kogoś załatwiał. 

Warto znać każdego, ponieważ nie wiesz kiedy ktoś może Ci być potrzebny! Warto znać każdego, ponieważ nie wiesz z jakiś możliwości dane Ci będzie w życiu w przyszłości skorzystać. Warto znać każdego i z każdym umieć dogadać się w każdej chwili.

Nie dziel ludzi na lepszych i gorszych!

Nie dziel ludzi na lepszych i gorszych tylko selekcjonuj ich pod względem wnoszonej wartości w Twoje życie. Selekcjonuj ludzi pod względem możliwości jakie posiadają oraz chęci jakie mają. Innymi słowy. Masz jakiś trapiący Cię problem i szukasz jego rozwiązania? Nierzadko Twój problem może zostać rozwiązany przez drugiego człowieka, który ma możliwości, aby go rozwiązać. I tu znajduje się źródło problemu, które stanowi to, że problem, który chcesz rozwiązać jest dla Ciebie właśnie tym problemem. 

Czasem Twój przyjaciel, kolega, znajomy będzie chciał Ci bardzo pomóc w jego rozwiązaniu, ale nie będzie mógł tego zrobić, ponieważ nie będzie miał ku temu odpowiednich możliwości. Bezdomnego kolegi nie spytasz się o porady biznesowe, które trapią Twoją firmę i dlatego Twój problem będzie dalej Twoim problemem. Co z tego, że chłopaczyna bardzo chce Ci pomóc, ale nie wie jak to zrobić. Problemem nie jest to, że masz problem tylko, że nie masz jak go rozwiązać i to stanowi właśnie jego kwintesencję.

Z drugiej strony możesz mieć jakiś trapiący Cię problem. Twoi przyjaciele, koledzy, znajomi, którymi na co dzień się otaczasz mogliby go z łatwością rozwiązać i Ty o tym doskonale wiesz, lecz nie będą mieli na to zwyczajnie chęci. Czasem ludzie lubią jak ktoś ma gorzej od nich. Nierzadko Twoi przyjaciele nie pomogą Ci tylko dlatego, ponieważ nie chcą, abyś miał lepiej w życiu od nich. Co z tego, że Twój kolega biznesmen mógłby udzielić Ci porady biznesowej, która mogłaby rozwiązać Twoje zmartwienia, ale nie ma dla Ciebie w ogóle czasu? To tylko przykłady, ale myślę, że zaczynasz łapać o co mi chodzi.

Dlatego selekcjonuj ludzi, którzy wnoszą jakąś wartość w Twoje życie poprzez chęci oraz możliwości

Życie różne scenariusze pisze i nie wiesz z czyich możliwości będzie Ci dane skorzystać jutrzejszego dnia. Każdy człowiek to inna historia i inne możliwości. Dlatego nie dziel ludzi na lepszych i gorszych, biednych czy bogatych, tylko patrz na nich przez pryzmat chęci oraz możliwości jakie posiadają ze względu na wiedzę, hobby, umiejętności, znajomości czy wykonywany zawód. Jak mówiłem możliwości mogą być różne. Dlatego mam dla Ciebie teraz małe zadanie.

Wypisz na kartce osoby, którymi na co dzień się otaczasz. Żeby sobie ułatwić zadanie, możesz zajrzeć w swój telefon czy wejść na Facebook lub inny portal społecznościowy i popatrzeć na osoby jakie tam masz. Zastanów się jakie oni mają możliwości? W jaki sposób mogą Ci pomóc? Czy dzięki nim możesz zrealizować jakiś swój cel? A może pomogą Ci dogonić Twoje marzenia? Zastanów się w jaki sposób ludzie, którymi na co dzień się otaczasz mogą ułatwić Ci życie? W jaki sposób mogą sprawić, że będzie Ci się żyło lżej na tym świecie?

Jakiś czas temu poznałem pewnego producenta muzycznego, który posiada własne studio nagrań. Chłopak hobbistycznie zajmuje się tworzeniem muzyki dlatego też władował całe oszczędności swojego życia we własne studio nagrań, gdzie tworzy sobie muzykę i puszcza na Youtub. Może to nie jest studio jakim dysponuje Sony Emi czy inny gigant muzyczny, ale w pełni wystarczy, aby tworzyć swoją własną muzykę na bardzo wysokim poziomie. Jest wszystko co potrzeba, łącznie z kabiną do nagrywania.

Jeśli chciałbym teraz spełnić swoje marzenie, aby nagrać własny kawałek rapowy czy nawet disco – polo po pijaku, to mam ku temu niepowtarzalną okazję. Znam osobę, która poprzez swoje hobby ma możliwości spełnić moje marzenie. Tylko teraz pozostaje jedno bardzo ważne pytanie

Czy ta osoba będzie miała chęci?

Możliwości są, ale czy będą chęci? No właśnie. Tu dochodzimy do kolejnego punktu. Zadaj sobie pytanie czy osoby, które mają możliwości jakie wypisałeś sobie będą mieli również chęci sprawić, aby Twoje życie było lepsze, lżejsze, bogatsze w doświadczenia i spełnione marzenia? Jeśli nie będzie chęci, to co z tego, że będą możliwości? Co z tego, że mam możliwości nagrania swojej własnej płyty, jak mogę usłyszeć z ust mojego kolegi – „nie”, „nie teraz, może później”, „nie mam czasu”, „mikrofon mi się zepsuł”, „nie ma mnie teraz w domu” ?

Od czego zależą chęci?

Możliwości zależą od każdego człowieka indywidualnie, a chęci? Chęci zależą tylko i wyłącznie od Ciebie. To w głównej mierze od Ciebie zależy czy ktoś będzie miał chęci ułatwić Ci życie czy spełnić Twoje marzenia.

Od czego zależą chęci?

  • Od Twojego szacunku jaki masz w oczach innych ludzi.
  • Od Twoich umiejętności zjednywania sobie ludzi i przekonywania ich do Twoich pomysłów, sugestii czy racji.
  • Od Twojej wartości.
  • Od długości znajomości.
  • Od trzymanego dystansu.

Te wszystkie elementy się w bardzo dużym stopniu łączą ze sobą niczym naczynia krwionośne oraz nawzajem się uzupełniają.

Chęci, a Twój szacunek

Na swój szacunek pracujesz latami i stanowi Twoją reputację, a stracić go możesz w jednej chwili. Twój szacunek zależy od wielu elementów, które dokładnie opisałem w mojej książce Prawo Wzajemności – Twoja Instrukcja Obsługi Ludzi.

Twój szacunek zależy od każdej osoby indywidualnie, a właściwie grup społecznych, których dana osoba jest częścią, a Twoim zadaniem jest tylko umiejętne dopasowanie się do danej grupy. Więzienna recydywa szanuje inne rzeczy, zachowania czy postawy, niż człowiek prawy. Dlatego też musisz umieć pokazywać odpowiednim osobom, to co chcą zobaczyć i mówić im to co chcą usłyszeć. Inną rzeczy, zachowania czy postawy będziesz pokazywał więziennemu recydywiście, a jeszcze inne osobie prawej.

Jak wspomniałem wcześniej, żeby żyło Ci się lepiej na tym świecie musisz umieć dogadywać się z każdym, bez wyjątków. Nie ważne czy to więzienny recydywista, babcia klozetowa, ksiądz, strażak, policjant czy urzędnik z poczty. Każda z tych osób należy do określonej grupy społecznej, która rządzi się swoimi prawami. Ty jedynie musisz umieć się dogadać z każdym w każdej chwili.

Jeśli nie masz szacunku w oczach drugiego człowieka, to nie będzie on tracił swojego czasu na to, aby ułatwiać Tobie życie. Ludziom, których się nie szanuje, się po prostu nie pomaga. Szacunek jest bardzo ważny, ponieważ może ktoś Cię lubić, ale niekoniecznie będzie szanował i wtedy również jak przyjdzie co do czego, to nie będzie miał żadnych chęci pomocy Twojej osobie. Wiem o tym doskonale, ponieważ doświadczyłem to wszystko na własnej skórze, a wszystko opisałem w mojej książce.

Chęci, a Twoje umiejętności zjednywania sobie ludzi

Twoje umiejętności zjednywania sobie ludzi, to nic innego jak wywoływanie w nich sympatii do Twojej osoby. Jak to zrobić? Będzie o tym szczegółowo w książce Prawo Sympatii, do której zacząłem zbierać materiały i będzie dobrym uzupełnieniem Prawa Wzajemności, ponieważ nie ma wzajemności bez sympatii i sympatii bez wzajemności.

Warto umieć sprawiać, aby ludzie Cię polubili. Jak to zrobić? Zostawiając ich za każdym razem w lepszym stanie emocjonalnym, niż się zastało. Można to robić na wiele sposobów. Jak pozostawiać osoby w lepszym stanie emocjonalnym, niż się zastało? O tym przeczytasz w książce / e – booku Prawo Wzajemności -Twoja Instrukcja Obsługi ludzi. Sympatia musi iść w parze z szacunkiem. Wtedy będą chęci.

Chęci, a Twoja wartość

Jeśli chcesz skorzystać z możliwości drugiego człowieka, to również warto zastanowić się co Ty możesz mu mieć do zaoferowania w myśl zasady prawa wzajemności pomoc za pomoc, przysługa za przysługę, usługa za usługę, wartość za wartość. 

Zastanów się jakie Ty masz możliwości jako człowiek? Zastanów się jakie Ty masz zasoby? W czym komuś możesz pomóc? Co dla kogoś możesz załatwić? Kogo znasz i kto Ciebie zna? Kogo z kim możesz zapoznać? Jakie problemy jesteś wstanie rozwiązać? Jaką radę jesteś wstanie dać? Jaką inspiracją jesteś? Zastanów się jaką masz wiedzę czy umiejętności? Co masz co ktoś inny pragnie? Co wiesz co ktoś inny chce wiedzieć? Ludzie bez żadnej wartości zazwyczaj są nielubiani i nie mają szacunku.  Zobacz co ja teraz robię. Daję Ci właśnie wartość pod postacią tego długiego bloga, którego czytasz. Moją wartością jest wiedza, która ma za zadanie dać Ci do myślenia. Tylko tyle.

W życiu nie ma nic za darmo i na łamach książki Prawo Wzajemności dobitnie na historiach z życia Ci to udowodnię. W życiu nic nie ma za darmo, tylko zawsze jest „coś” za „coś”. Jeśli chciałbym spełnić swoje marzenie i nagrać swoją piosenkę w studio mojego kolegi, to mógłbym to zrobić za darmo, ale to też nie byłoby do końca za darmo, bo jest jeszcze coś takiego jak wdzięczność drugiemu człowiekowi, która jest fundamentem budowania relacji z ludźmi. 

Raz, drug, trzeci bym nagrał piosenkę u kolegi w studio, ale jeśli nie odwdzięczyłbym się mu jakąś drobnostką za to, że umożliwił mi po znajomości spełnić swoje marzenie, to czwartego razu już mogłoby nie być, ponieważ kolega straciłby „chęci” do pomocy. Poczułby się niedoceniony, więc warto w umiejętny sposób doceniać drugiego człowieka, aby poczuł się lepiej. Jak to robić? Opisuję to wszystko w książce 🙂 🙂 🙂

Jeśli nie masz nic do zaoferowania drugiemu człowiekowi, to musisz mieć pieniądze, które dla wielu osób stanowią wartość. Pieniądze same w sobie nie są wartościowe, lecz można za ich pomocą dokonać wymiany w myśl zasady prawa wzajemności „coś” za „coś”. 90% swoich celów oraz marzeń możesz spełnić za pomocą pieniędzy. O samych pieniądzach również bardzo dużo napisałem w mojej książce. Myślę, że ten rozdział da Ci bardzo mocno do myślenia i zastanowisz się zanim wydasz 50 złotych na jakąś głupotę.

Mówi się, że pieniądze szczęścia nie dają. Owszem, ponieważ one nie są od dawania szczęścia, tylko od dawania możliwości oraz sprawienia żeby ludziom, którym się nie chce, się w końcu zechciało. Wszystko ma swoją cenę, a pieniądze są od dawania chęci oraz możliwości. Ja osobiście bardzo często wolę zapłacić pieniądze obcej mi osobie, niż prosić przyjaciół, kolegów czy znajomych o jakąś pomoc czy przysługę? Czemu? Wyjaśniam to wszystko w mojej książce.

Jeśli jesteś człowiekiem wiecznie bez grosza przy duszy, który jednocześnie ciągle coś chce od kogoś, to tym sposobem pokazujesz ludziom coś, czego nie powinieneś, a to oznacza, że właśnie w taki sposób tracisz resztki szacunku do Twojej osoby. Widzisz już jak się wszystko łączy ze sobą idealnie? Tak to lećmy dalej!

Chęci, a długość znajomości

Powszechnie się jakoś tak dziwnie przyjęło, że im kogoś dłużej znamy tym lepiej dla nas. Otóż nie. Dłużej nie znaczy lepiej. Im kogoś dłużej znasz, tym prawdopodobnie ta osoba lepiej Cię zdążyła poznać. Im ktoś Cię lepiej zna, to wcale nie jest powiedziane, że Ci w życiu pomoże. Im ktoś Cię lepiej zna, tym wcale nie jest powiedziane, że będzie miał te „chęci”, o których właśnie jest mowa na łamach tego bloga.

Im ktoś Cię lepiej pozna, tym może stracić do Ciebie szacunek. Może Cię lubić, ale niekoniecznie będzie Cię szanował. Przez 20 lat znajomości swojemu przyjacielowi, koledze, czy znajomemu mogłeś się pokazać w różnych sytuacjach życia codziennego, które pomalutku zabierały Ci szacunek w jego oczach. Mogły być to drobne rzeczy, ale przez 20 lat znajomości mogłeś pokazywać ludziom, to czego nie powinny były widzieć. Przez 20 lat znajomości mogło się uzbierać w głowie Twojego przyjaciela, kolegi czy znajomego mnóstwo drobnych sytuacji poprzez, które będzie na Ciebie patrzył i wiesz co?

Po 20 latach znajomości Ty będziesz myślał, że jest to Twój przyjaciel, kolega, znajomy, ale bez wzajemności. Ty w jego oczach będziesz tylko pociesznym pajacem, z którym może tylko wypić wódkę z nudów. Jeśli ktoś Cię nie szanuje, to oczywiste jest to, że nie będzie z jego strony żadnych „chęci”. Nawet jak poprosisz go o udostępnienie jakiejś akcji pomocowej na swoim profilu, to tego nie zrobi. Nie zrobi, ponieważ ze względu na Ciebie, nie będzie mu się chciało tego robić. Nie poświęci Ci nawet trzech sekund swojego czasu, które wymaga kliknięcie udostępnienia na Facebooku, a co tu mówić o poważniejszych rzeczach?

Ostatnio poprosiłem mojego znajomego, którego znam od dzieciństwa o udostępnienie na swoim profilu zrzutki dla jednego z moich czytelników, który walczy o życie. Myślisz kurwa, że spełnił moją prośbę? Myślisz kurwa, że udostępnił to? Oczywiście, że nie! Nie było żadnych chęci z jego strony. Zignorował moją prośbę. Nie ukrywam, że w naszej relacji popełniłem mnóstwo błędów i w takich najdrobniejszych sprawach jak prośba o udostępnienie akcji pomocowej, wiem, że mam go pomijać w innych sprawach, ponieważ również zostanę zignorowany. Tak właśnie selekcjonuje się znajomości.

Skoro jesteśmy już przy tej zrzutce, to teraz taki mały Off -Top. Jak masz chęć pomóc temu chłopakowi, to wspomóż go jakąś drobną kwotą. On także jest czytelnikiem damcidomyslenia.pl. Link do zrzutki poniżej:

https://zrzutka.pl/wypadek-uratowal-mi-zycie

Po 20 latach znajomości możesz wywoływać zazdrość w Twoim najlepszym przyjacielu. Wcale nie jest powiedziane, że znając kogoś 20 lat ta osoba nie będzie Ci dobrze życzyła. Moje przyjaźnie, które trwały 20 lat już są dawno nieaktualne. Każdy z moich byłych „przyjaciół” już dawno poszedł swoją drogą, a ja swoją. Prawda jest taka, że prędzej w życiu Ci pomogą obcy ludzie lub ludzie, których znasz dosyć krótko, niż osoby, które znasz 20 lat i myślisz, że one są Twoimi przyjaciółmi. Im dłuższa znajomość, tym chęci pomocy zmniejszają się proporcjonalnie do długości lat.

Chęci, a trzymanie dystansu, czyli bądź bliski dla bliskich, ale zawsze z dystansem

Bądź bliski dla wszystkich, ale nie za bliski, trzymając sprytnie odpowiednią odległość i dystans, o którym zaraz Ci dokładnie opowiem. Jeszcze raz powtórzę. Ludzi nie dziel na lepszych i gorszych tylko na tych mających chęci oraz możliwości sprawienia, że Twoje życie będzie lżejsze i łatwiejsze.

Egoistyczne? Może i tak, a w dodatku sprytne. W relacjach międzyludzkich musisz być sprytny i jednocześnie bardzo uważny. Twoja uwaga to jest właśnie ten dystans jaki trzymasz pomiędzy ludźmi. Bądź bliski dla swych przyjaciół, którzy rzeczywiście nimi są i dali Ci ku temu namacalne dowody, a nie dlatego, że znasz ich od piaskownicy, piłeś z nimi wódkę i klepałeś się po plecach.

Bądź bliski również dla Twoich bardzo dobrych kolegów, niektórych znajomych, a resztę osób, które pojawią się na Twojej drodze trzymaj na bezpieczną odległość. Umiejętnie się z nimi dogaduj, bądź dla nich bliski, ale nie za bliski. Chyba, że uznasz, że ktoś jest naprawdę wartościową znajomością i istnieje między wami prawo wzajemności w myśl zasady przyjaźń za przyjaźń, pomoc za pomoc, przysługa za przysługę, szacunek za szacunek, czas za czas, wartości za wartości.

Umiej dogadywać się z każdym w każdych warunkach, pozostawiając ludzi w lepszym stanie emocjonalnym, niż zastałeś, jednocześnie stanów dla nich zagadkę. Im więcej ludzi będziesz dopuszczał do siebie na bliską odległość, tym prędzej czy później możesz strzelić sobie w kolano, gdyż ucierpieć może na tym Twój szacunek, który możesz tracić w oczach jakieś osoby, tylko dlatego, że nią za blisko dopuściłeś do siebie. 

Nie wszyscy będą Twoimi lojalnymi przyjaciółmi jak Cię bliżej poznają. Niektórzy mogą wtedy wbić Ci nóż w plecy, kiedy będzie trzeba, ponieważ stwierdzą, że jesteś za dobry. Dlatego pokazu ludziom to co mają zobaczyć i mów to co mają usłyszeć. Pokazuj to co chcą wiedzieć i mów to co chcą słyszeć. Tego właśnie uczy moja książka Prawo Wzajemności – Twoja Instrukcja Obsługi Ludzi, na której preorder możesz się zapisać pisząc na: [email protected]

Jaką wartość daje mi żul Mietek oraz bandyta osiedlowy?

Podam Ci teraz dwa przykłady z życia wzięte. Pana Mietka oraz Samsona. Zacznijmy może najpierw od Mieczysława. Kim jest Pan Mietek? Jest to osoba, której  jak żyję nigdy kurwa trzeźwej nie widziałem. Chodzi ciągle w jednych ubraniach, jest brudny, zaniedbany, a jego dom to barak, z którego zrobił sobie melinę. Melinę, do której schodzą się okoliczne osiedlowe kudysie czy bezdomni.

Pana Mietka zawsze jak spotkam na swojej drodze, to podam mu rękę oraz z nim porozmawiam zostawiając go w lepszym stanie emocjonalnym, niż zastałem. A przynajmniej staram się to robić. Taką mu daje zawsze od siebie wartość, a jaką wartość daje mi Pan Mietek? Jaką wartość może dać mi niedomyty alkoholik, który mieszka w melinie? Dlaczego tak ochoczo rozmawiam z takim człowiekiem na ulicy ? 

Pan Mietek mimo, iż prowadzi życie, jakie prowadzi, to jest niewątpliwe najlepszym fachurą w mojej okolicy jeśli chodzi o samochody. Nie znam lepszego od niego. Zna się na samochodach jak mało kto. Za butelkę wódki, po znajomości, odpicuje Ci tak brykę w swoim garażu jak nikt inny. Dlatego pod tym względem Pan Mietek jest cenną znajomością, ponieważ ma duże „możliwości” motoryzacyjne. Jakbym teraz miał kupować samochód, to biorę Pana Mietka ze sobą na jakąś giełdę, daje mu litra i on wybierze dla mnie igłę i dodatkowo jeszcze ją odpowiednio odpicuje. Wtedy mam pewność, że dokonałem dobrego wyboru. Taką wartość biorę od Pana Mietka.  Biorę jego wiedzę oraz umiejętności w motoryzacji, które Mietek najczęściej, po znajomości, wymienia za litra czystej.

Nie ukrywam też, że swego czasu chciałem pomóc Panu Mietkowi zmienić jego życie na lepsze. Chciałem podać mu pomocną i wyprowadzić go na ludzi. Chciałem podać mu pomocną dłoń i pociągnąć ku gorze. Chciałem aby zacząć zawodowo naprawiać samochody i brać za to konkretne pieniądze, a nie okazjonalnie butelkę wódki. W pewnym momencie szkoda mi się chłopiny zrobiło. Zawsze jak mnie widział, to kłaniał się nisko i zdejmował czapkę. Był zawsze w stosunku do mnie, miły, grzeczny, kulturalny. 

Chcąc wyprowadzić go na prostą wielokrotnie rozmawiałem z nim o jego życiu. Starałem się go motywowałem, inspirowałem oraz dawać do myślenia, że stać go na więcej, niż zasiłek z MOPS-u i jakieś prace dorywcze. Kupowałem mu jedzenie, ubrania, robiłem paczki na święta. Kupiłem mu nawet telefon, aby miał kontakt ze światem, od czasu do czasu dzwoniąc do niego i pytając czy u niego wszystko jest w porządku i czy czegoś mu nie potrzeba. Nie ukrywam, że chciałem go wyciągnąć z tej meliny. Chciałem go popchać do przodu. Chciałem go pociągnąć do góry i taki był mój główny cel.

Przez to trochę bardziej zbliżyłem się do niego i jaki był tego skutek? Dystans jaki trzymałem pomiędzy nami znacznie się skurczył. Im skracał się dystans, tym Pan Mietek zaczął się zmieniać w stosunku do mnie. Pomału zaczął pokazywać swoją drugą twarz, której jak dotąd jeszcze nie znałem, ponieważ trzymałem go na dystans.

Zaczął inaczej się do mnie zwracać oraz ze mną rozmawiać. Zaczął również mnie okłamywać na każdym kroku. Na początku pożyczał  ode mnie jakieś drobne pieniądze na małe wydatki. Zawsze coś ściemniał, że mu potrzeba, by potem prosić o pożyczkę już prawie codziennie. Kwoty też się zwiększały. Z 2-3 zł zaczął prosić o 10-20-30, by potem wręcz żądać pieniędzy mówiąc:

Eee masz może jakieś pieniądze przy sobie? Ile masz? Pokaż!

Właśnie wtedy dostrzegłem, że trzeba to przystopować, bo Mietek mi tu kurwa pomału zaczyna gwiazdorzyć i próbuje wchodzić na głowę.

Tylko dlatego, że chciałem Mietkowi pomóc w życiu, on pomału zaczął przestawać mnie szanować. Tylko dlatego, że byłem dobry i uczynny w stosunku do niego, to on zaczął zmieniać swoje zachowanie w stosunku do mnie. 

Przez moje dobre serce zacząłem tracić swój szacunek w Mietkowych oczach, który kiedyś miałem trzymając go na odpowiednią odległość. Mietek nie traktował mnie już jako osoby, która chce mu pomóc wyjść z tego życiowego gówna, w którym tkwi od lat i za to powinien być mi wdzięczny, tylko jak frajera, którego można wydoić. Tak! Tak pomału zaczął na mnie patrzeć. Zaczął patrzeć na mnie jak na frajera. Taki oszczany menel zaczął tak na mnie patrzeć.

Chłopina z dnia na dzień stał się kurwa taki roszczeniowy, że to poezja, a myślisz, że doceniał to co dla niego robiłem? Oczywiście, że nie. Zaczął mieć to w dupie, ponieważ dostawał wszystko za darmo.

Kiedy zacząłem go dopuszczać bliżej do siebie, to Mietek wtedy zaczął pokazywać swoje drugie oblicze. Zaczął pokazywać swoją prawdziwą twarz, której jeszcze nie znałem. Mietek zaczął pokazywać twarz pierdolonego niewdzięcznika, który jakby tylko mógł wbiłby Ci nóż w plecy. Tak! Mietek to jest właśnie takim typem człowieka wrednego i dwulicowego, który jak zobaczy tylko Twoją słabość, to próbuje to na wszelkie sposoby wykorzystać. Kurwa, jaki to był pierdolony aktor, kiedy płakał, że nie ma pieniędzy na to, żeby zapłacić rachunki. Pieniądze na rachunki dostał, a rachunków i tak chuj nie zapłacił, bo wolał kupić sobie wódkę, a potem znów narzekał, że dziura w dachu, że zimno, że gazu nie ma.

Można powiedzieć, że jest to zwykła szuja. W porę to dostrzegłem i stwierdziłem, że jemu nie da się pomóc w żaden sposób. Są ludzie, którym po prostu się nie pomaga w życiu i Mietek właśnie należy do tych osób. Takim ludziom się nie pomaga, ponieważ one nawet tego nie docenią i w żaden sposób nie będą wdzięczne, a jej myśli będą krążyły wokół tego jak wycisnąć z waszej znajomości jeszcze więcej.

Szybko ukróciłem naszą znajomość, wprowadzając w naszą relację bezpieczny dystans tak jak wcześniej. Mietek mógłby wywołać we mnie litość i wejść mi na łeb, by potem zamiast butelki wódki, brałby ode mnie kasę za naprawdę samochodu jak za zboże. Zamiast po znajomości mi pomóc przy samochodzie, kombinowałby za każdym jak tu na mnie jeszcze zarobić i się przy tym nie narobić. Spadłaby również jakość jego usług w stosunku do mnie. Trzymając dystans zapierdalał jak szczur na sterydach, byle tylko byłbym zadowolony i dał mu kasę na litra.

Dalej rozmawialiśmy, dalej się witaliśmy, ale stwierdziłem, że w zasadzie na chuj mam mu pomagać na siłę? Trzymam z nim dystans, bo to jest zwykły menel, który do mnie nie pasuje. Jednak jak będę mieć jakąś potrzebę związaną z motoryzacją, to wtedy będę się do niego odzywał tak po znajomości.

Jest takie powiedzenie :

Nie żałuj bidy, bo jak bida odżyje, to Cię torbą zabije.

Przysłowiowa bida zazwyczaj nie szanuje osoby, która jej w czymś pomogła i w żaden sposób nie docenia tej pomocy. Jeśli nie masz w oczach ludzi szacunku, to chociażbyś dla nich  skradł gwiazdkę z nieba, to nie będą Tobie w żaden sposób wdzięczne. Prawa wzajemności i rewanżu również od nich nie uświadczysz.

Ludzie są różni. No swej drodze jeszcze spotkasz osoby różnego pokroju. To co widzisz wśród Twoich przyjaciół, kolegów, znajomych, to tylko jedną twarz. Nie wiesz jak Twoi przyjaciele, koledzy, znajomi, będą reagować w ekstremalnych sytuacjach. Nie wiesz jaką mogą maskę założyć, aby zniszczyć Twoje życie dla własnych korzyści. Pijąc wódkę przy ognisku i klepiąc się po plecach, widzisz tylko jedną z wielu twarzy Twoich najbliższych osób, a prawdziwą maskę zobaczysz w biedzie, którą możesz uświadczyć.

Jeśli największą społeczną kurwę dopuścisz do siebie za blisko, tracąc jednocześnie dystans, to taka osoba ze względu na swój charakter może zniszczyć ci życie, jeśli stwierdzi, że będzie to jej się w jakimś stopniu opłacało.

Jeśli jednak będziesz uważnym człowiekiem, trzymając jednocześnie odpowiedni dystans między wami oraz w umiejętny sposób będziesz umiał się dogadać z każdym w każdej chwili, to nawet nie będziesz wiedział, że największą kurwa na tym świecie jest osoba, która teraz jest przy Tobie i ładnie się do Ciebie uśmiecha. Taka osoba nie będzie wstanie zniszczyć Ci życia, gdyż przez trzymany między wami dystans, nie będzie miała ku temu najmniejszej okazji. 

Drugie oblicze pokazują ludzie zazwyczaj wtedy kiedy zauważą słabości drugiego człowieka. Najczęściej tą słabością jest dobre serduszko. W relacjach międzyludzkich masz się otaczać ludźmi, którzy wnoszą jakąś wartość do Twojego życia, jednocześnie będąc uważnym człowiekiem. Twoja uważność, to nic innego jak dystans jaki trzymasz. Gdybym był mentalnie na poziomie Mietka, to może sytuacja wyglądałaby inaczej, ale niestety, to ja się zniżałem do jego poziomu, chcąc wyprowadzić go na ludzi, więc tutaj leżał problem.

Chciałem Mietkowi pomóc, ale on tak naprawdę miał to w dupie. To, że byłem w stosunku do niego dobry, traktował jako moją słabość, która odbierała mój szacunek w jego oczach. Tak! Moje dobre serce i pomoc była dla niego moją słabością, którą chciał wykorzystać. Nie bądź dobry dla każdego. Bądź dobry dla siebie. Traktuj ludzi nie tak jakbyś sam chciał być traktowany, tylko z wzajemnością dając im kary oraz nagrody.

Dlatego nie warto na siłę pomagać ludziom i starać się ich uszczęśliwiać. Nie warto litować się nad jakimiś osobami, ponieważ niektóre z tych osób będą odbierać to nie jako Twoja pomoc, tylko jako Twoją słabość.

Słabość, którą będą chciały wykorzystać przeciwko tobie w późniejszym czasie, kiedy już lepiej Ciebie poznają i dowiedzą się różnych rzeczy na Twój temat, których nie powinny. Mógłbym o takich sytuacjach mówić kiedy przyjaciel podpierdala przyjaciela do jego żony wiedząc o tym, że on ma kochankę. 

Z Mietkiem znów zacząłem trzymać dystans i tak jest dalej do chwili obecnej. Mietek jest to osoba, która tylko może mi pomóc w sprawach motoryzacyjnych lub ewentualnie w przysługach niskich lotów typu przynieś – wynieś – pozamiataj. Takie możliwości ma Mieczysław, więc tak go widzę. Trzymam go na bezpieczny dystans, a jak potrzeba mi będzie kiedyś skorzystać jeszcze z jego umiejętności mechanika, to będzie wtedy krótka piłka z mojej strony:

Mietek zrób mi samochód za flachę, a jak wyrobisz się jeszcze z tym dzisiaj, to dostaniesz drugą.

Dzięki Mieciu, wyrobiłeś się w czasie. Masz tu wódeczkę, miłego dnia życzę, do widzenia trzymaj się chłopie i wypij za tych co dziś nie mogą.

Nie każdy będzie Twoim przyjacielem. Nie każdy będzie Twoim kolegą, nie każdy będzie Twoim znajomym, ale od każdego możesz korzystać z możliwości jakie ma, po zwykłej znajomości. Dlatego warto umieć dogadywać się że wszystkimi w odpowiedni sposób i znać ludzi i do tańca i do różańca, trzymając jednocześnie z nimi bezpieczny dystans.

Warto dawać się poznawać ludziom, ale tylko poprzez pokazywanie im tego co chcą widzieć i słyszeć i tego co Ty sam chcesz, aby o Tobie wiedzieli.

Był Mietek, to teraz pora na Samsona.

Jak poznałem szeryfa osiedla?

Pewnego razu wychodząc z bloku zobaczyłem leżący na ławce telefon komórkowy. Była to stara Nokia, którą wziąłem do ręki. W pierwszej chwili byłem przekonany, że ten telefon zgubił jakiś dziadek czy osoba w wieku mojego ojca, ponieważ w dobie smartfonów bardzo rzadko widzi się takie telefony w rękach młodych osób.

Wszedłem więc w kontakty, aby zadzwonić do bliskiej osoby właściciela telefonu z informacją, że telefon jest u mnie do odebrania. Przewijając kontakty widziałem ksywy osób, które są znane na mieście z działalności przestępczej. Już wiedziałem, że właściciel zapewne też aniołkiem nie jest. Nagle zobaczyłem kontakt ,,mama,,, więc zadzwoniłem z informacją do przekazania. Kobieta powiedziała, że telefon zgubił jej syn i poprosiła mnie o mój adres, pod którym będzie można go odebrać.

Minęło od tego czasu jakieś dwie godziny, a ja sobie tak wyjrzałem przez okno od niechcenia. Nagle w oddali widzę typa bez koszulki, który przypomina kwadrat. Było lato więc jegomość paradował przez osiedle bez koszulki. Był to Samson potocznie zwany szeryfem osiedla. Samson ma gdzieś 170 cm wzrostu i 120 kilo wagi. Jednym słowem wyglądał od sterydów jak mutant. W łapie miał również z 45-50 cm. Samson nie dość, że był tak nieproporcjonalnie szeroki w barach, że łatwiej było go przeskoczyć, niż obejść, to jeszcze w dodatku idąc chodnikiem bujał się jak Duma Pomorza, zabierając dodatkową przestrzeń wokół siebie. Ludzie, którzy go mijali obchodzili go wręcz dookoła i dobrze, bo źle to się mogłoby dla nich skończyć jakby niechcący wpadli na niego.

Kim jest Samson? Jest to 35 latek, który ma tylko podstawowe wykształcenie i mieszka dalej z matką. Dodatkowo należy do miastowej bandyterki, która terroryzowała od lat nasze miasto. Był tak charakterystyczny z wyglądu, że dosłownie każdy o nim słyszał jakąś historię. Można powiedzieć, że każdy w mieście wiedział kto to Samson. Samson zasłyną tym, że jak kiedyś wypił wódkę to zdemolował cały bar, a jak przyszedł do domu, to dostał takiego napadu agresji, że wypierdolił przez balkon lodówkę, a po niego musiała przyjeżdżać karetka z obstawą wszystkich radiowozów, które w tym czasie patrolowały moje miasto. Za ten czyn zamknęli go na jakiś czas w psychiatryku i przyklepali mu żółte papiery. 

Mimo iż Samson należał do miastowej łobuzerski, to nigdy nie był bandziorem pokroju ludzi z Pruszkowa. Na swojej działalności przestępczej nie zarobił kokosów. Klepał zazwyczaj biedę, a jedyne gdzie pracował, to na ochronie w pobliskiej dyskotece, w której pewnie zarabiał na odszkodowania dla ludzi, którym połamał nos, szczękę czy powybijał zęby. Ludzie w jego wieku skupiają się na jakiś priorytetach jak rodzina, kariera, własne cele do osiągnięcia, lecz Samson mentalnie był jeszcze 18 latkiem, który w wieku 35 lat tracił czas ścigając jeszcze jakiś ludzi po osiedlach.

Stojąc w oknie nagle patrzę a Samson kieruje się w stronę mojej klatki.

To chyba jest jego telefon – pomyślałem zdziwiony, a dosłownie za sekundę moje myśli zostały przerwane przez dźwięk domofonu.

Lekko się wystraszyłem. Wiedziałem już, że to telefon typa z żółtymi papierami. Chuj wie co tam mu mogło strzelić do łba. Oddam mu telefon, a ten powie, że mu zajebałem. Bardzo nie chciałem być jego wrogiem. Gdybym wiedział od początku czyj to jest telefon, to bym go nawet  nie ruszał, a tak człowiek chciał spełnić dobry uczynek, ponieważ był święcie przekonany, że telefon jest własnością jakiejś osoby starszej.

Byłem za to na siebie okropnie zły, ponieważ z ludźmi pokroju Samsona nie chciałem mieć żadnych kontaktów. Jednak skoro już zadzwoniłem do jego matki i podałem adres odbioru, to zmuszony byłem zejść na dół i się z nim spotkać twarzą w twarz, ponieważ już nie było odwrotu.

Mimo iż z Samsonem mieszkaliśmy na jednym osiedlu, to w ogóle się nie znaliśmy. Znaczy ja go znałem jak chyba każdy w moim mieście, ale on mnie nie znał, bo nigdy nie było okazji ku temu, aby się poznać.  Nie miał nawet nas kto zapoznać, ponieważ ja, on i nasze towarzystwo, to całkowicie dwa różne światy. 

Kiedy zszedłem na dół, to Samson przywitał się mocnym uściskiem dłoni tak jakbym wsadził rękę w imadło. Wręczyłem mu jego telefon, a ten go dokładnie obejrzał i sprawdził czy wszystko jest ok, a potem zaczął się cieszyć jak małpa i coś mówić do mnie. Niestety nie rozumiałem go nigdy i 90% naszych rozmów, to była improwizacja z mojej strony, w której udawałem, że go rozumiem.

Od tego czasu kiedy się tylko widzieliśmy to się witaliśmy na ulicy. Od tego czasu było „cześć”, „cześć” i tylko tyle. Po pewnym czasie zaczęliśmy w przelocie ze sobą rozmawiać, aż pewnego momentu już przystawaliśmy na małe rozmowy, podczas, których starałem się mówić Samsonowi to co chciał usłyszeć i pokazywać to co chciał zobaczyć.

Za każdym razem starałem się pozostawiać go w lepszym stanie emocjonalnym, niż zastałem. Samson na ogół chodził zawsze wkurwiony i agresywny, ale kiedy mnie spotykał, to stawał się chociaż na chwilę wesoły. To była wartość jaką mu dawałem od siebie i za to mnie polubił.

Skumplowaliśmy się ze sobą, ale starałem się trzymać między nami bezpieczny dystans, ponieważ na dłuższą metę takie znajomości nie są mi do niczego potrzebne, a kto wie jaki jest Samson przy bliższym poznaniu. Ja nie chciałem go bliżej poznać oraz robiłem tak, aby i on nie chciał tego robić. Stwierdziłem, że jest to na tyle niebezpieczny człowiek, że lepiej będzie jak jest tak jak jest. On wiedział o mnie tyle ile mu sam powiedziałem, a ja wiedziałem o nim dużo więcej, ponieważ trudno było o nim nie słyszeć na mieście. Taka relacja mi w pełni odpowiadała.

Jakie wartości wnosił Samson do mojego życia? Co mógł mi zaoferować?Jakie miał możliwości? W czym mógł mi pomóc? Co mógł mi załatwić? Oczywiście mógł mi zagwarantować tylko poczucie bezpieczeństwa na mieście. Tylko tyle i nic więcej. Nie jest to jakaś dla mnie priorytetowa wartość, o którą buduję moje relacje z ludźmi, ale lepsza taka wartość, niż żadna. Warto każdego znać w życiu, nawet i takie osoby. Jak wynika jakaś nieprzyjemna sytuacja w klubie czy na ulicy, to pierwsze o co się ciebie pytają, to skąd jesteś? Od kogo jesteś? Kogo znasz?  Za niedługi  czas się o tym przekonałem na własnej skórze.

Samson dwa razy w życiu ,,uratował,, mi dupę i mam nadzieję, że trzeciego razu już nigdy nie będzie. Pewnego razu grałem z kolegą w bilarda, kiedy spruł się do nas jakiś typ twierdząc, że mu w lokalu zginął telefon i za to mój kolega dostanie wpierdol. Od razu, bez ostrzeżenia zaczął go ,,liściować” po twarzy pytając się, gdzie jest jego telefon.

Widząc co się dzieje podleciałem do typa i go odepchnąłem od mojego kolegi. Teraz na mnie skupiła się jego uwaga. Koniecznie chciał się ze mną bić, a a ja mu powiedziałem, że jak chce się bić, to niech daje ze mną na solo. Nie ukrywam byłem bardzo pewny siebie. Koleś widząc moją pewność siebie mocno się zdziwił. Nie spodziewał się takiej odpowiedzi i lekko zmiękł zrzucając z tonu, ale przystał na moją propozycję.

Mój pech polegał na tym, że ja nie wiedziałem kto to do końca jest. Myślałem, że to jakiś cham przyjechał do miasta, najebał się i szuka wrażeń, więc się go nie bałem. Nie bałem się do czasu, aż jego przydupas krzyknął w oddali jego ksywkę. Mówili na niego Kapeć.

Tak się składa, że jego ksywka kilka razy obiła mi się o uszy. Ostatnim razem kilka miesięcy temu, kiedy przypadkiem usłyszałem, że Kapeć wychodzi z więzienia, w którym przesiedział 25 lat za zabójstwo człowieka ze szczególnym okrucieństwem, któremu siekierą obciął za małolata głowę. Kiedy typ podciągnął rękawy zobaczyłem na jego rękach więzienne tatuaże i różne sznyty, które dały mi do myślenia, że jest to ten sam człowiek o którym słyszałem.

Gdy tylko dowiedziałem się z kim mam do czynienia, to od razu rura mi zmiękła, ale starałem się nie dawać po sobie tego poznać, ponieważ widziałem również, że i Kapeć nie spodziewał się takiego obrotu sprawy.

Skąd jesteś? Kogo znasz? – spytał się mnie

Samsona znam i tyle – odpowiedziałem

-Ta? To dzwoń do Samsona, to zobaczymy.

Wtedy zadzwoniłem do Samsona i opowiedziałem mu całą sytuację. Kapeć słysząc to, że rozmawiam z nim jak z kolegą z kolegą, sam do niego zadzwonił po moim telefonie, aby wyjaśnić zaistniałą sytuację. Okazało się, że panowie się bardzo dobrze znają i to mnie uratowało, bo kto wie jakby ta solówka mogłaby się potoczyć.

W międzyczasie znalazł się Kapcia telefon, który przyniósł barman. Okazało się, że głupek zostawił telefon podpięty za ladą do ładowarki. W ramach przeprosin kapeć postawił wódkę i zaprosił nas do stołu i takim sposobem piłem pierwszy raz w życiu wódkę z mordercą, który w brutalny sposób zabił człowieka. To tez jest dobry temat na bloga czego się od niego dowiedziałem.

Druga sytuacja

Druga sytuacja, w której Samson uratował mi dupę, była wtedy kiedy pewnego dnia przyjechałem z Warszawy na imieniny mojej mamy. Dochodząc już do mojego bloku na przeciwko zobaczyłem dwóch 18 – 21 letnich rycerzy ortalionu przyodzianych w czapki wpierdolki, którzy idąc we dwóch zajmowali swoim bujaniem cały chodnik. Śmiesznie to wyglądało jak naćpane 60 kilogramowe skoko – bryki bujają się jakby byli kurwa kimś ważnym i coś w życiu znaczyli.

Jedynym sposobem na bezkolizyjne minięcie się z nimi, było wręcz zeskoczenie z torbą na trawnik. Niestety nie miałem najmniejszego zamiaru tego robić, ponieważ byłem w swoim mieście, na swoim osiedlu i przy swoim bloku, w którym się wychowałem. Starałem się ich ominąć, a oni jak widać robili wszystko, aby o mnie zahaczyć. No i stało się! Ja w ostatniej chwili stwierdziłem, że nie będę jak ta pała uciekał przed gówniarzami na trawnik na moim osiedlu, tylko jak ktoś koniecznie chce się stuknąć barem, to się stukniemy. I kiedy się mijaliśmy wyprostowałem bark i zderzyłem się z jednym z nich.

Typ, który zaliczył ze mną małą stłuczkę od razy wystartował do mnie z łapami uderzając od dołu w moją czapkę z daszkiem, tak że została podrzucona w górę i poleciała parę metrów za moje plecy. Tego już było za wiele. Odepchnąłem agresora mówiąc żeby wypierdalał mi spod klatki, a ten zrobił kilka kroków do tyłu i wziął rozbieg by następnie z kopem władować mi się na klatę. Pech jego był taki, że ja jestem dosyć masywny i jednocześnie taki zbity, więc nie zrobiło to na mnie żadnego wrażenia. Skoro typ już naruszył moją nietykalność cielesną, to w świetle prawa w swojej obronie mogłem mu już legalnie przypierdolić, co też i uczyniłem, aż się nakrył nogami. Jego koleżka nawet nie zareagował, tylko stał i się patrzył.

Koleś szybko wstał odbiegając kilka metrów, wyjął telefon i zaczął gdzieś dzwonić, jednocześnie mówiąc, że sobie bardzo mocno przejebałem, że nie wiem z kim zacząłem, że nie wiem kim on jest, bla,bla,bla. Ja tymczasem podniosłem swoją czapkę leżącą na chodniku i czym prędzej wszedłem do mojej klatki schodowej, ponieważ miałem świadomość, że lada moment zlecą się na pomoc swojemu waflowi osiedlowe karaluchy, chcąc honorowo ze mną walczyć 10 na 1.

Idąc po schodach na górę do mojego mieszkania zastanawiałem się nad tą dzisiejszą młodzieżą. Byłem zdziwiony, że zostałem przez nich zaczepiony i to w swoim mieście, na swoim osiedlu. Człowiek tyle lat mieszka w Warszawie w niebezpiecznej części Woli, gdzie chodząc po nocach nigdy nie zostałem przez nikogo zaczepiony, a tu proszę co za przypadek. Tym bardziej byłem zdziwiony, gdyż nie wyglądam jak jakaś ofiara losu, której w szkole zabierali na przerwach kanapki. Nigdy mi się to nie zdarzyło, abym na swoim własnym osiedlu został w bezczelny sposób zaatakowany, nawet w szalonych latach 90′ gdzie nie było kamer, a policja musiała patrolować osiedle przy pomocy psów.

Kiedy wszedłem do domu, rozpakowałem się i przywitałem z rodzicami, by po chwili usłyszeć jakieś krzyki dobiegające z podwórka. Mój ojciec podszedł do okna z ciekawości, aby sprawdzić co się dzieje:

Jakieś łebki w 15 przyszły nam pod klatkę i ryja  drą – powiedział.

Gówniarze nie wiedzieli dokładnie gdzie mieszkam tylko, który blok i klatka, więc zebrali się i postanowili wykrzyczeć się, pokazując tym samym swoją osiedlową siłę.

Powiedziałem ojcu o zaistniałej sytuacji przed kilku chwil, a ten chciał już policję wzywać, jednak ubiegła go z tym sąsiadka. Kiedyś jakby zaistniała taka sytuacja, że ktoś mi tu przychodzi pod blok i ryja drze, to już by sąsiad z parteru wybiegł i sam w pojedynkę rozgonił całe towarzystwo.

Kiedyś zapukałbym do jednego, drugiego, trzeciego sąsiada i jak byśmy wylecieli z klatki, to nie byłoby co z nich zbierać, jednak każdego czas prędzej czy później przemija.  Większość niegrzecznych osób, które znałem powyjeżdżała za granicę czy do większych miast w pogoni za lepszej jakości życiem. Niektórzy założyli rodziny i się uspokoili, inni nie żyją lub siedzą w więzieniu.  Więc osiedle przejęli młodzi, których w ogóle nie znałem nawet z widzenia.

Kiedyś za małolata w 30 osób potrafiliśmy się zebrać w 10 minut i to bez pomocy telefonów, a dziś nie zebrałbym ani jednego człowieka, ponieważ każdy jest zajęty swoim życiem. Zresztą nawet nie miałbym kogo zebrać, ponieważ moi znajomi nie są żadnymi fajterami, tylko bardzo spokojnymi ludźmi, więc oprócz braku możliwości nie byłoby też chęci z ich strony. Takim to sposobem nie miałem co się ośmieszać i szukać wrażeń, ponieważ nie miałem już takich możliwości jak kiedyś. Jedyny pomysł w takich sytuacjach to wezwanie Policji na interwencję. Sam się przecież nie rzucę na 15.

Następnego dnia już całkowicie zapomniałem o tej sytuacji, tylko skupiłem się na tym, aby pomóc mamie w przygotowaniu jej imienin. Po południu mama wysłała mnie do osiedlowego sklepu, abym kupił jeszcze jedno ciasto ponieważ w ostatniej chwili zapowiedzieli się jeszcze niezapowiedziani wcześniej goście. Wziąłem więc pieniądze i zszedłem do pobliskiego sklepu. Stojąc w kolejce z ciastem w ręku, zobaczyłem jak po browary wchodzi ten wirażka z poprzedniego dnia. Niestety on mnie również zobaczył i co najgorsze rozpoznał.

Kiedy wyszedł ze sklepu to i on wyszedł, ale nic nie mówił tylko spokojnie szedł za mną. Ja widząc to przeczuwałem, że coś się zaczyna szykować niedobrego, więc przyspieszyłem kroku. Nagle do niego z bloku obok dołączyło jeszcze dwóch wafli i było 3 na 1. Już zrobili się odważni i zaczęli krzyczeć za moimi plecami różne epitety. Stwierdziłem, że 3 na 1 to banda łysego, więc zacząłem iść coraz szybciej. Nie wiedziałem co zrobić. Zaraz będę wchodził w  tunel pomiędzy blokami i tam mnie mogą spróbować złapać.

Nagle przypomniałem sobie o Samsonie, który mieszka w bloku z tunelem. Dawno się z nim nie widziałem i nie miałem pewności czy ma jeszcze mój numer lub mnie w ogóle pamięta. Postanowiłem więc zaryzykować i do niego zadzwonić. W klapkach raczej nie spierdolę im daleko, więc musiałem działać szybko. Samson na szczęście miał ten sam telefon i mnie jeszcze pamiętał, chociaż od naszego ostatniej rozmowy minęło kilka lat. Kazał mi kierować się w stronę jego bloku, a on za kilka minut wyjdzie i wyjaśni całą sytuację.

Zacząłem więc biec, aby szybciej dobiec do mojego anioła stróża. Rycerze ortalionu również zaczęli biec za mną i złapali mnie tuż pod blokiem Samsona, którego jeszcze nie było. Zaczęli mnie kopać tylko jakoś tak nieudolnie, że jedyne obrażenia jakie miałem, to zniszczone ciasto, po które wysłała mnie matka. 

Nagle z klatki wybiegł Samson i bez słowa wypłacił gówniarzom po siarczystym liściu, aż im łby odskoczyły. Jeden liść wychowawczo – kontrolny Samsona, to jak moje trzy wykańczające, więc chłopaki musieli to mocno odczuć. Samson wypłacił po liściu i dopiero zacząć się pytać mnie o co tutaj chodzi i co się stało. Opowiedziałem mu wczorajszą sytuację, więc im jeszcze poprawił na dokładkę i kazał odkupić ciasto. Finał tej historii jest taki, że dziś jak mnie te gówniarze widzą, to już mi z daleka machają na powitanie. W niektórych grupach społecznych jak widzisz liczy się kult siły. Wszystko dobrze się dla mnie skończyło dzięki temu, że miałem do kogo odezwać się z takim problemem. Samson miał możliwości rozwiązania mojego problemu z chłopakami, ponieważ wyglądał jak wyglądał i umiał pierdolnąć oraz chęci, aby to zrobić. 

Zrobił to ponieważ darzył mnie sympatią, ja jednocześnie nie pokazałem mu się w żadnej sytuacji, w której mógł stracić do mnie szacunek. Nie miał ku temu okazji. Trzymałem go w odpowiedni i bezpieczny sposób na dystans. Wiedział tyle o mnie ile powinien. Nie za dużo, nie za mało. Można powiedzieć, że dla mnie wystarczająco. Gdybym jednak skumplował się z nim wcześniej, to sytuacja mogłaby już wyglądać zupełnie inaczej. Mógłbym po pewnym czasie stracić w jego oczach szacunek, ponieważ zwyczajnie w świecie nie pasuje do niego pod każdym względem.

Trzymając odpowiedni dystans pomiędzy nami, udało mi się ukryć te niedopasowania, ponieważ one nie ujrzały światła dziennego. Jednak kiedy zacząłbym do Samsona wpadać sobie coraz częściej na herbatkę i pogaduchy, to prędzej czy później wyszłoby szydło z worka. Ja bym mu pokazał prawdziwą twarz, a on mi również by to pokazał.

Prędzej czy później wyszłoby nasze niedopasowanie i rozbieżności praktycznie pod każdym względem. Mógłbym pokazać mu swoje zalety, które on akurat mógłby uznać za moje wady i słabości. Przez to zacząłby tracić do mnie szacunek. Więc sprawdza się tutaj powiedzenie pokazuj ludziom to co chcą zobaczyć i mów im to co chcą usłyszeć, jednocześnie trzymaj dystans. Wtedy będą przekonani, że pasujecie do siebie.

Chodzi właśnie o te dopasowanie do ludzi, które jest bardzo ważne. Jeśli nie dopasujesz się do osób, którymi się na co dzień otaczasz, to będą działały na Twoją niekorzyść. Idealnym przykładem jest sytuacja kiedy mierzysz wysoko, a otaczasz się ludźmi, którzy mierzą nisko. Oni widząc Twoje podejście do życia zaczynają Cię sprowadzać na ziemię. Jeśli im się to nie udaje, to zaczynają nagle Ciebie nienawidzić. Zazdrość również pojawia się u ludzi poprzez niedopasowanie. Jak jesteś mierny, bierny, ale wierny, to jesteś dla ludzi obojętny. Każdy ma Cię w dupie. Jednak kiedy osiągasz sukces, to każdego dupa boli.Boli, bo się różnisz już od ludzi.

To Ty dopasowujesz się do swojego rozmówcy jeśli chcesz go sobie w jakiś sposób zjednać. Dlatego Samson nigdy nie był, nie jest, ani nigdy nie będzie moim przyjacielem czy nawet zwykłym kolegą. Samson będzie dla mnie tylko zwykłym, najzwyklejszym, znajomym, jednym z wielu, których mam. Samson dla mnie będzie tylko zwykłym znajomym, którego znam ze względu na jego jedną, jedyną, wartość jaką ma w moich oczach. W podbramkowych i ekstremalnych sytuacjach jakie mogą mi się przytrafić na mieście, mogę śmiało się na niego powoływać. 

Każdego trzeba znać w życiu i  z każdym umieć się dogadać, ale trzeba być sprytny i znać w tym umiar. Jedną z osób, od których czerpię wartość jest najzwyklejszy, pospolity, bandzior do czasu, aż go zamknął czy pójdzie do piachu.  Nawet w bandycie dostrzegłem coś co może sprawić, że moje życie będzie odrobinę lżejsze. Znaj każdego, jednocześnie każdego nie znając.

Pokaż więcej

4 Komentarzy

  1. Prawdziwy z życia wzięty wpis! Niby wszystko jasne a o wszystkim zapominamy… a przypominamy sobie wtedy kiedy dostaniemy „wpierdziel” od życia…!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Back to top button
Close