Bez kategorii

Czy Opłaca Się Życie W Wielkim Mieście?



new-york-849796_640

Wielkie miasto jak sama nazwa wskazuje, daje wielkie możliwości, ale też daje wiele pokus, które mogą zgubić człowieka. Wielkie miasto jest jak wielka dżungla w której żyje wiele gatunków zwierząt i każde z nich dla własnego bytu, musi przetrwać. Przetrwać, a:

„Przetrwają najtwardsze, wyginą te słabsze…..”

Najtwardsze czyli najsprytniejsze, ogarnięte, zdyscyplinowane, zmotywowane, a przede wszystkim mądre i nie chodzi tu o inteligencję, a o rozsądek. Mądre, ponieważ wielkie miasto jest dla mądrych ludzi. Mądry człowiek w wielkim mieście może to szczęście znaleźć, a głupi, to szczęście zgubić i zazwyczaj tak się niestety dzieje.

Chcesz wyjechać do wielkiego miasta, żeby rozpocząć nowy rozdział w swoim życiu? odpowiedz sobie więc na zajebiście ważne pytanie, a mianowicie „Czy jestem mądry?” lub „Czy jestem głupcem?”Jeśli mieszkasz w małym miasteczku i w życiu masz jeden wielki burdel, którego nie możesz sprzątnąć, albo co gorsza lubi Cię często ponieść melanż no to wielkie miasto na chwilę obecną nie jest dobrym pomysłem dla Ciebie. Myślisz, że w wielkim mieście pełnym pokus uporządkujesz swoje życie?, śmiem twierdzić, że niestety jeszcze bardziej te życie skomplikujesz. To tak jak z wyjazdami za granicę na przykład do Holandii. Najwięcej ćpunów z mojego miasta jechało na sezonowy zarobek właśnie do Holandii. Wielu z nich wróciło jeszcze z większymi „problemami” niż wyjechało i bardzo często bez pieniędzy lub nawet z długami. Ci ogarnięci wychodzili na „PLUS”, a głupcy zawsze wyjdą na „MINUS”.

Nawet dosyć sporo osób, które mnie czyta rozważa wyprowadzkę do większego miasta, pytając się mnie o opinię na ten temat. Zanim przedstawię Ci opinię na temat wyprowadzki, chcę abyś najpierw zadał sobie pytanie, które wcześniej kazałem Ci zadać odnośnie Twojej aktualnej sytuacji życiowej i mądrości, oraz musisz zadać sobie jeszcze jedno ważne pytanie, po to by wiedzieć „Po co ja, chce wyjechać do wielkiego miasta?”. Musisz mieć w tym konkretny cel i go widzieć  każdego dnia. Większość ludzi wyjeżdża byle tylko wyjechać i nic poza tym. Biorą byle jaką pracę, dostają byle jakie zarobki, mieszkają w byle jakim mieszkaniu z byle jakimi najczęściej  współlokatorami i wiodą byle jakie życie. Byle tylko żyć w wielkim mieście takim jak na przykład Warszawa to się mało co opłaca. Jak jesteś mądry, ale bez pomysłu na siebie w tym wielkim mieście to będziesz pracował na to, aby się tylko utrzymać i tylko tyle. Mam koleżankę, która pracuje w przedszkolu w Warszawie, gdzie zarabia 1600 złotych. Żyje bardzo rozsądnie, jednak nie ma pomysłu za bardzo na siebie i swoje dalsze życie. Z 1600 złotych opłaci mieszkanie, rachunki, kartę miejską, jedzenie i zostaje jej tam jakieś drobne na waciki. Idzie z tego wyżyć w Warszawie (sorry, że daję przykład Warszawy, ale jest mi ona najbliższa i myślę, że podobnie jest i w Krakowie, Gdańsku, Wrocławiu, Poznaniu), ale żyć, aby tylko mieszkać w Warszawie mnie osobiście się by nie uśmiechało. Jak nic nie zmieni w swoim życiu, no to wielce prawdopodobne jest, że całe życie będzie wynajmowała jakieś byle jakie mieszkanie z byle jakimi współlokatorami, bo żaden bank nie da jej kredytu na swoje własne. No chyba, że jej rodzice pomogą, albo pozna jakiegoś Adonisa na białym koniu i z własnym m3 , który sprawi, że poczuje się jak księżniczka obudzona ze stu letniego snu. Ja swego czasu podobnie do niej miałem byle jaką pracę, byle jakie zarobki, a o moich znajomych to nie wspomnę, bo szkoda czasu. Zarabiałem podobnie do niej, jednak byłem „GŁUPCEM” z wieloma problemami i bałaganem, co kończyło się tym, że w przeciwieństwie do mojej koleżanki kończyłem zawsze miesiąc z długami, bywały dni, że na kilka dni przed wypłatą nie miałem co jeść. O dziwo mój współlokator z jakiś tajemniczych powodów, lubił robić to co ja i mieć tak samo jak ja pustą lodówkę na kilka dni przed wypłatą. Trafił swój na swego co?.

Pamiętam jak jeden z moich kolegów w moim mieście, aby zerwać ze złym towarzystwem, które miały na niego zły wpływ, przeprowadził się do Warszawy na Ursus. Zerwał ze starym towarzystwem, jednak nie zerwał z trybem życia, przyzwyczajeniami i jakoś dziwnym trafem, z jakiś tajemniczych powodów na tym Ursusie poznał jeszcze większy element od tego poprzedniego. Jednym słowem spadł z deszczu pod rynnę. Jest takie powiedzenie „Trafił swój na swego” i ja się podpisuję pod tym słowem dwiema rękami. Pamiętam, że ja na studiach prawniczych na roku z pośród ok. 200 czy 300 osób musiałem bardzo dobrze dogadać się z osobami, które jarały, ćpały, chlały. Jednym słowem były bardzo podobne do mnie pod względem poglądów, trybu życia, doświadczeń życiowych, ubioru, wymowy, celów życiowych. Nawet jakbym był w tej dżungli tygrysem, to dzięki nieodpowiednim ludziom, którym nie powie się, krótko „SPIERDALAJ” stałbym się rannym tygrysem. Ranny tygrys co może zdziałać w dżungli? NIC!!! ZERO. Ani się nie obroni, ani nie zaatakuje, ani coś upoluje. Jest na tym samym poziomie co ranny jeleń, ranny zając, ranna myszka. Nawet jakbyś  miał perspektywy na zostanie prawdziwym drapieżnikiem, tygrysem z krwi i kości w dżungli jaką jest Warszawa, no to nim nie zostaniesz. A wszystko przez nieodpowiednie towarzystwo na , które możesz natrafić.

Widzisz, jeśli teraz Twoje życie to jedno wielkie gówno, to przeprowadzając się do Warszawy wpadniesz w identyczne, a nawet jeszcze większe. W Warszawie też czy chcesz, czy nie będziesz poznawał nowe osoby i przyciągał je do siebie. Np: kiedyś ja jak w niej mieszkałem i ostro melanżowałem poznałem w monopolowym 24/h pewnego gościa u którego zaopatrywało się w towar całe osiedle. Kurwa hmm…. nigdy nie poznałem biznesmena jakiegoś tak przypadkiem, tylko swego czasu tak przypadkiem przyciągałem do swojego otoczenia takich właśnie ludzi. Ludzi, którzy destrukcyjnie wpływały na moje życie, a ja nie potrafiłem czy też nie chciałem (albo to i to), powiedzieć im „NIE”.  Nie wiem czy wiesz bardzo interesuję się filozofią wchodu, tantrą itd. W naszym ciele mamy ośrodki energetyczne, które nazywają się czakramami. Ośrodki te, tworzą pole energetyczne, które nas otacza i nazywamy to aurą. Ludzi sukcesu poznaje się po czymś hmm…nie widzialnym tzn. czuje się to od nich. To jest właśnie aura, im mocniejsza, tym dana osoba ma uporządkowane, szczęśliwe, pełne sukcesów życie. Mocną aurę można wytworzyć samemu ciężko nad sobą pracować. Czakramy są jak odbiorniki fal radiowych. Jak są zamknięte to przyciągają do Twojego życia osoby z zamkniętymi czakramami niczym magnez, podobne do Twoich. Jeśli masz problemy, to najczęściej przyciągasz do siebie inne osoby z podobny do Ciebie problemami. Dużo bym mógł pisać na ten temat, ale to mniej więcej możesz mi wierzyć lub nie, ale tak działa. Jak  nie możesz poradzić sobie w małym mieście to w wielkim się zagubisz. Najpierw pozbądź się problemów, a potem podbijaj wielkie miasto, bo Cię wciągnie tak jak i mnie kiedyś.

Wielkie miasta takie jak Wrocław, Poznań, Gdańsk, Kraków, Łódź, a przede wszystkim Warszawa są tylko i wyłącznie dla mądrych osób, które mają pomysł na siebie i widzą się w nim. W wielkim mieście czeka Cię wiele możliwości na rozwój swojego życia i pchnięcie go do przodu, jakich nie doświadczysz w małym mieście, ale też będziesz miał  pełen wachlarz możliwości na jego zrujnowanie i stoczenie się na samo dno. Droga, którą podążysz będzie zależała od Ciebie. Fakt, faktem w wielkim mieście będziesz zaczynał nowy rozdział swojego życia. Na początku nie będzie łatwo, ale to od Ciebie będzie zależeć czy swoją książkę rozpoczniesz pisanie złotymi literami, czy też zaczniesz robić wielkie kleksy.

Pochodzisz z małego miasteczka, zdajesz maturę, kończysz liceum i prawdopodobnie wyjedziesz na studia do wielkiego miasta jak i większość Twoich rówieśników. Dam sobie rękę uciąć, że niektórych (podkreślam niektórych), osób nie poznasz, jak się spotkacie po pewnym czasie. Jestem niemal pewny, że gdy zobaczysz jedną ze swoich koleżanek  lub osób Ci znanych z widzenia, które na przykład w liceum była szarą myszką, to pod wpływem wielkiego miasta ona się zmieni. Ludzie pod wpływem wielkiego miasta się zmieniają. Niektórzy na lepsze, a niektórzy na gorsze, ale zmieniają. Kiedyś w mojej klasie była taka Agniecha. Bardzo grzeczne dziewczę, same piątki i szóstki, czerwone paski i inne tego typu sprawy. Zazwyczaj się nie malowała, chodziła w jakiś golfach i porozciąganych swetrach i unikała szkolnych dyskotek. Pewnego razu w Warszawie wysiadam z tramwaju, a ktoś mi mówi „Cześć”. Tak się patrzę obłędnym wzrokiem, bo po melanżu byłem, a tu stoi przede mną ta Agniecha, miniówa, ostry makijaż, jednym słowem dupa jak z żurnala, a do tego jeszcze ten szlug w ręku, który muszę przyznać pasował jej:). Pogadałem z nią, widać bardzo dobrze jej się studiowało dziennie, jak i wieczorowo ;). Inny mój znajomy z liceum też dobry uczeń, a o mały włos nie wylądował pod mostem tak go Warszawa wchłonęła. Wyrwał się od kochających rodziców i popłynął do tego stopnia, że o mało się nie „utopił” przez swoją głupotę oraz towarzystwo w którym się obracał. Niby jego koledzy to byli też studenci, ale co drugi chlał i ćpał na potęgę. Jest to destrukcyjne towarzystwo, choć nie ukrywam wiele osób wyrasta z tego, wyszumi się i ogarnia z czasem swoje życie, jednak nie wszyscy to zrobią. Najsłabsze jednostki nawet po kilku latach od skończenia studiów żyją tak, jakby kurwa żyli dalej w jakimś akademiku na wiecznym melanżu, mieszkając w brudzie, syfie. Nie raz są to właśnie nawet i 30 latkowie, którzy po skończeniu studiów dalej pracują w byle jakiej pracy, mają byle jakich znajomych, bo Ci bardziej ogarnięci spierdolili od nich, w byle jakim mieszkaniu na wiecznym melanżu.

Pytasz się mnie czy opłaca się przeprowadzać do wielkiego miasta. Zanim przedstawię Ci moje zdanie chciałbym Ci mniej więcej przedstawić jak z mojej perspektywy wygląda różnica między wielkim miastem, a małym.

a więc:

Jaka jest różnica, pomiędzy wielkim miastem, a małym miasteczkiem lub wsią?

Będę pisał na przykładzie Warszawy, bo ją znam najlepiej, ale myślę, że podobnie jest tez i w innych wielkich miastach. Po pierwsze trzeba wsadzić między bajki te wielkie zarobki w Warszawie. Wielkie zarobki w Warszawie są dla Tygrysów, zajączki, wróbelki, robaczki w tej wielkiej dżungli kokosów nie zarabiają. Gdzieś niedawno czytałem, że średnia zarobków w Warszawie wynosi ok. 5000 złotych czyli jest to pensa wszystkich zajączków, kanarków, robaczków uzupełniona o wielkie zarobki tygrysów. Więc raczej średnią zarobków bym się nie sugerował, bo średnie krajowe, statystyki są tylko dla mydlenia oczu przez media hołocie przed telewizorami.

Między bajki trzeba wsadzić te wielkie zarobki w Warszawie, ale prawdą jest, że Warszawa daje o wiele większe możliwości na te zarobki niż małe miasteczko. Warszawa jak i inne wielkie miasto nie da Ci wysokich zarobków, tylko da Ci możliwości na te zarobki, jeśli z tych możliwości oczywiście skorzystasz. Jednak nie ma nic za darmo, te możliwości są tylko dla ogarniętych osób, które nie mają klapek na oczach. Zwykłe króliczki w tej dżungli nie dostrzegają ich, więc raczej one są zarezerwowane dla tygrysów. Króliczki będą napierdalały o tak jak ten króliczek

fot.zapiskizgreda.blox.pl

Aż im się baterie wyczerpią i które będą podładowywać w weekend leżąc przed telewizorem całe dwa dni i odpoczywać po ciężkim tygodniu pracy. A potem znów „Nienawidzę poniedziałku” i „byle do piątku”. Także zapomnij, że w Stolicy pracując  na przykład na CPN-e będziesz zarabiał średnio 5000 złotych ;). Sorry, ale muszę niektórych sprowadzić na ziemię, bo wiele osób myśli, że Warszawa to chuj wie jakie Eldorado. Owszem możliwości są i tylko tyle, ale samymi możliwościami nie opłacisz sobie rachunków, ani nic nie wrzucisz do garnka.

Jeśli zaczynasz życie w wielkim mieście, jesteś takim bezbronnym małym, kicającym zajączkiem w tej dżungli, jakich wiele, które sobie codziennie kicają do pracy za najczęściej  1200-2500 złotych ( to jest rzeczywista płaca w Warszawie, bez tych tygrysów). Będąc zajączkiem musisz jednak mieć myślenie tygrysa i te bateryjki podładowane 24/h nawet i w soboty i niedzielę. Mój zajebiście dobry kolega zaczynał jaki zwykły pionek-magazynier gdzieś na Okęciu ( nie mylić z lotniskiem). Łącznie z sobotami zarabiał 1800 złotych z tego co pamiętam. Zaczynał od zera i jeszcze miał na utrzymaniu dziewczynę/żonę, która nie pracowała. Przykład tego kolegi mojego wiele razy przewijał się w moich blogach, ale jest to gość którego trzeba naśladować. On jest tygrysem, chociaż wiem, że i tak nie wykorzystuje w pełni swojego potencjału. W ciągu pół roku od przeprowadzki zrobił magistra i znalazł pracę jako nauczyciel w szkole. Zrobił coś co praktycznie dla wielu osób było ścianą nie do przejścia. Większość jego ludzi z roku była, albo bezrobotna, albo pracowała w innym zawodzie narzekając, że po tym kierunku praca jest tylko po znajomości (i słusznie, bo tak jest), jednak on zamiast pierdolić działał. To on obszedł ponad 120 gimnazjów, podstawówek, liceów by tam wpychać się od razu do dyrektora i zostawiając CV ( to on mnie nauczył, żeby od razu walić na chama, do decyzyjnej osoby, omijając sekretarki). 119 razy usłyszał „NIE”, a za 120 usłyszał „TAK”. Kiedy jego ziomki narzekali, on działał. Kiedy jego ziomki pili, on działał. Generał Sandlers ten od KFC dostał bodajże 1200 odmów zanim ktoś mu powiedział „TAK” i właśnie Warszawa daje możliwości takim właśnie TYGRYSOM.  Małe miasto nie daje takich możliwości, gdzie jest max 10 szkół. Dziś gość jest o krok od bycia zastępcą dyrektora w jednym z Warszawskich szkół oraz ma własną firmę-po godzinach prowadzi szkółkę piłkarską. Najlepsze jest to, że mój ziomek, nie przeczytał ani jednej książki na temat rozwoju osobistego, tylko DZIAŁAŁ!!!!!. O Robbinsie dowiedział się dopiero wtedy, kiedy kupiłem mu książkę na urodziny, której wiem, że nie przeczytał :D. On nie wie kto to Grzesiak, Brian Tracy i inni czarodzieje-sprzedawcy tylko DZIAŁA!!!!!!Być może gdyby jeszcze czytał to by szybciej osiągnął by swój cel, ale dobra nic nie mówię, bo na chwilę obecną lepiej mu się powodzi niż mi:), a ja przeczytałem setki książek ;).

Warszawa, Poznań, Kraków, Wrocław, Gdańsk jest tylko i wyłącznie dla takich ludzi. Ludzi, którzy wykazują się niesłychaną dyscypliną i determinacją. Dla takich osób Warszawa się otwiera, dla innych z klapkami na oczach, leniwych zamyka. To właśnie determinacja, upartość, siła woli oddziela Tygrysów od zajączków i innych robaczków. W Warszawie jest skupisko wszelkiej maści firm, firemek, koncernów,kancelarii, korporacji, jakich nie spotkasz w małym mieście, które dają możliwości złapania cennego doświadczenia. Wielkie miasto to jest i większa konkurencja, jak i większy rynek zbytu. Małe miasto mały rynek zbytu i mniejsza konkurencja, więc myślę, że się wyrównuje.

Wielkie miasto daje wiele możliwości rozwoju. To właśnie do większego miasta musisz jechać na różnego rodzaju szkolenia, bo nikt nie organizuje ich na przykład w Tarnobrzegu (bez obrazy) na taką skalę. Wielkie miasto daje większe możliwości na rozrywkę, typu kluby itd, jednak jak jesteś małym kicającym zajączkiem za 1500 złotych to zostaje Ci picie nad Wisłą, bo za bardzo to nie zaszalejesz w nocnych klubach, które są drogie. Co do cen to w sklepach są one takie same jak i w małych miastach, a i można znaleźć nieraz lepsze promocje. Piwo też tyle samo kosztuje, no chyba że chcesz pić w Mariottcie. Jedną wielką różnicą jest cena właśnie mieszkań. Mieszkania na wynajem te nowsze są drogie ponieważ większość ludzi co je wynajęła ma zaciągniętą na nie krechę, więc chce wyjść chociaż na zero. Druga sprawa jest taka, że w Warszawie jest praca i jest to praktycznie miasto w którym nie ma bezrobocia jak się chce i naturalną rzeczą jest, że mieszkania są droższe. Jest popyt to i podaż. Jednak i tak mieszkania są za drogie, a wzięło się to z cichej umowy pomiędzy bankami a Developerami:).  Jak jesteś króliczkiem to mieszkasz jak króliczek w małej norce w bloku z PRL-U, jak jesteś tygryskiem to w strzeżonym osiedlu. Jak króliczek mieszka w strzeżonym osiedlu zarabiając 1500 zł i płacąc 1000 złotych za mieszkanie no to niech się liczy z tym, że może czasem chodzić głodny no:(. Orientacyjnie ceny w Warszawie wahają się pomiędzy 600-1000 złotych za wynajem z innymi lokatorami. Jak chcesz luksusów no to już to wydatek powyżej 1000 zł miesięcznie. Dla porównania ja w moim mieście płacę 700 złotych z rachunkami za 3 pokojowe mieszkanie, a blok o wysokim standardzie który wybudowano niedaleko mnie, który w Warszawie kosztowałby m.in 500.000 złotych kosztuje, tyle ile ciasna kawalerka w Warszawie. Problem polega na tym, że każdy z mojego miasta ucieka, albo do większego miasta-najczęściej Warszawy, albo za granicę. Więc nikt tam mieszkań praktycznie nie kupuje i nie wynajmuje i w małych miastach ceny nieruchomości będą spadać, a w większych rosnąć. Tak gdzie praca, tam przesuwa się migracja ludzi. Już dziś wiele osób dojeżdża kilkadziesiąt kilometrów do pracy, ponieważ w ich miejscu zamieszkania jej nie ma.

Wielkie miasto to i nowe znajomości. Niektóre bardzo ciekawe, a niektóre bardzo destrukcyjne, zależy od tego czego Ty szukasz i czy umiesz powiedzieć „SPIERDALAJ” niektórym osobom. W wielkim mieście np: w Warszawie spotkasz osoby praktycznie z całej Polski. Od Białegostoku po Wodzisław, Od Szczecina do Przemyśla. W małym mieście najczęściej każdy, każdego zna jak nie osobiście to przynajmniej z widzenia. Wielkie miasto daje Ci pełną anonimowość, małe niestety plotki, które bywają nieraz bardzo wkurwiające jak tam coś nabroisz z kobietami. Ja w swoim bloku wszystkich znam, a w Warszawie nawet nie widziałem twarzy sąsiadki z naprzeciwka.  W małym mieście latem ruch milknie ok 21, gdy się ściemnia, a zimą o 21 to już są pustki, natomiast w Wielkim zawsze coś się dzieje latem i zimą. Wielkie miasto to i ciekawe znajomości. Czasem się dziwie niektórym osobom na przykład z Warszawy, albo mieszkających w Warszawie, że tak płaczą po swoich EX. Warszawa to naprawdę kopalnia kobiet, ja popełniłem ten błąd, że jak rozstałem się z moją EX wyjechałem na wypizdowie do siebie i tam to dopiero cierpiałem z samotności, gdzie wszyscy znajomi byli właśnie w Warszawie.  Nowe znajomości, nieraz bardzo ciekawe, dzięki którym Twoje życie może ulec wielkiej zmianie. Nie od dziś wiadomo, że znajomi mają na nas wpływ, dlatego trzeba ich dobierać mądrze, ponieważ nie chcesz być przecież rannym tygrysem co?, a po nosie lubią dawać nie tylko patole z Pragi, ale też i karierowicze z Mordoru na Domaniewskiej. Dla mnie to są ranne Tygrysy, które żeby przetrwać w wielkim mieście muszą walić koks lub fetę po nosie. Niby zdeterminowani, pewni siebie,zarobieni ale całe życie i tak będą zwykłymi korpo-pionkami wyciśnięci jak cytryny, żyjący ponad stan z długami. Bądź co bądź w wielkim mieście poznasz wiele osób, od niektórych będziesz musiał się trzymać z dala, a dzięki innym możesz rozwinąć dopiero skrzydła. Pamiętaj zawsze ktoś, kogoś zna i przez kogoś możesz poznać jeszcze inną osobę. Taką możliwość daje wielkie miasto. Mnie na przykład dzielą dwie osoby, żeby poznać pewną celebrytkę, która jest teraz na Topie i wszystkie portale o niej piszą. Odrobina sprytu, determinacji z mojej strony i cierpliwości i ją mogę poznać i pewnie ją prędzej czy później poznam:). Tego by mi nie dało moje miasto niestety, a nawet jak szukasz pracy i masz wpływowych znajomych to pocztą pantoflową tą pracę zdobędziesz. W końcu istnieje coś takiego jak „ukryty rynek pracy”, gdzie 80% bodajże ofert pracy jest przesyłana wśród znajomych z polecenia, zanim ogłoszenie ujrzy światło dzienne w internecie. Jeżeli Twoi znajomi to jakieś kurwa beje i bumy śmietnikowe no to sorry, a  uwierz w wielkim mieście też ich pełno.

Kobiety w wielkim mieście są bardziej otwarte  na nowe znajomości, niż kobiety z mniejszych miast. Chodzi tu ogólnie o anonimowość, gdzie każdy każdego tak naprawdę ma w dupie. Kiedyś jechałem metrem i do niego wlazł gość w samych majtkach. Każdy na niego popatrzył, ale miał go ogólnie w dupie, natomiast w małym mieście  każdy by go wytykał palcami i odwracał się za nim. Wracając do kobiet to w większym mieście jest wiele kobiet i niektóre to istne diablice, które w łóżku z Tobą zrobią wszystko. W mniejszym hmm….to zależy, na pewno też są takie kobiety, ale przeważnie takimi się stają jak lizną trochę HI-LIFE-u w większym mieście. Masz dziewczynę i ona jedzie do większego miasta na studia? nie chcę zapeszać, ale nowe towarzystwo, otoczenie, odległość może sprawić, że ona Cię zdradzi, albo zerwie z Tobą, a przeważnie zdrada kończy się zerwaniem. Większość moich kumpli nie poznawała swoich dziewczyn tak po ok. 3 miesiącach życia w Warszawie. Te, które wyrwały się od rodziców zaczęły jarać szlugi, a niektóre trawę. Nie mówię, że i Ty też będziesz miał tak, ale wielkie miasto zmienia ludzi na lepsze, albo na gorsze. Z mojego miasta wszystkie najatrakcyjniejsze kobiety wyjechały właśnie do Warszawy. Ja musiałbym jakbym chciał robić DG, to podchodzić do licealistek, bo praktycznie nie ma w moim mieście kobiet już w takim moim typie, a jak są to są zajęte przez gości, których znam, więc się nie wpierdalam.

Podsumowując bo nie chce już mi się pisać, to jak jesteś mądry, masz łeb na karku, jesteś zdyscyplinowany i zdeterminowany to wielkie miasto takie jak Warszawa jest idealne dla Ciebie. Tam sobie poradzisz, rozwiniesz skrzydła i będziesz z niej czerpał wszystko co najlepsze garściami. Poznasz ciekawe osoby, z całej Polski, wiele kobiet, które w Twoim mieście były by na przykład pięknościami. Wielkie miasto jest idealne dla Ciebie i jeśli się jeszcze wahasz to zaryzykuj, a Ci się opłaci. Wielkie miasto jest dla Ciebię

tie-690084_640

Jeśli natomiast masz problemy w życiu, nasrane w głowie i gubisz się życiowo nawet w swoim małym miasteczku, to obawiam się, że wielkie miasto nie jest dla Ciebie. Raczej nie odnajdziesz szczęścia w nim, tylko jeszcze bardziej się zagubisz.

wanderer-814222_640 (1)

 I możesz skończyć jak ten pan na powyższym zdjęciu. Więc najpierw sprzątnij bałagan ze swojego życia, bo Wielkie miasto np: Warszawa zrobi Ci jeszcze większy rozpierdol.

Show More

27 Comments

  1. Przeczytałem ten artykuł bo sam swego czasu rozmyślałem nad przeprowadzką do dużego miasta, gdyż sam jestem z teoretycznie dużego – Szczecina, ale nie tak dużego żeby aspirować do pozycji Wrocławia czy Warszawy. Miasto daje mnóstwo możliwości to fakt, ale wciąż jest to miasto w polsce. Praca będzie wyglądała podobnie – człowiek się napracuje jak dziki osioł, a otrzyma za to mało co. Nawet te rekiny co pracują w szklanych wieżowcach i zarabiają po minimum 10000 miesięcznie tak naprawdę nie mają życia. Tyrają w wielkiej korporacji od 9 do 19, wracają do domu gdzie odczytują kolejne maile i znów następny dzień wedle tego samego scenariusza. Zarabiają pieniądze, kupują sobie wypaśne mieszkanie w centrum miasta oraz mnóstwo innych rzeczy z których nawet nie mają czasu korzystać. Siedzą w pracy po 12 godzin dziennie tylko po to by utrzymać swój status tygrysa warszawskiego. W międzyczasie rozpadają się ich relacje z ludźmi, a oni sobie zdają sprawę że nawet nie potrafią być z kobietą dłużej niż 2 miesiące. Cały tydzień jest wypełniony pracą a w weekend jest brutalny reset okraszony morzem alkoholu i garścią narkotyków. Jest to oczywiście obraz trochę przekolorowany, ale Warszawa mnie osobiście odstręcza jak mało które miasto. Idąc jej ulicami widzę właśnie takich nuworyszów, których tu opisałeś. Wyjechali do wielkiego miasta, pracują za marne grosze a uważają się za lepszych od całego społeczeństwa. Sam chciałem takie życie wieść swego czasu bo przecież to stolica, prestiż. Tyle, że prestiż na śmietniku to wciąż prestiż na śmietniku. Dlaczego by nie popatrzeć trochę dalej? Sam podjąłem decyzję, że chcę wyjechać zagranicę i tam zacząć nowe życie gdyż tyrając w Polsce ze swoim wykształceniem, wypruwając sobie żyły zarabiam pieniądze, które dla niektórych byłyby kokosami, a ja wiem, że mogę zagranicą uzyskać 4 razy więcej. Jeszcze to wielkomiejskie podejście traktujące innych jak wieśniaków z zapyziałej dziury. Czy to jest warte żeby się zatracać w wirze tego ścieku za marne 500 zł więcej? Oczywiście mówię o tych co pracują na różnorakich etatach. Jeżeli ktoś ma swój, prosperujący interes to sobie poradzi wszędzie. Tylko osoba, która nawet zarabia 10000 zł, a nie posiadająca jakiejkolwiek inteligencji finansowej będzie tyrać do końca życia(apetyt na zbytek rośnie w miarę jedzenia) Osobiście daję sobie spokój z dużymi miastami oraz z Polską. Za maksymalnie rok opuszczam naszą słodką ojczyznę gdyż wiem, że może być lepiej bez mega wyrzeczeń. Oczywiście nie mówię o przysłowiowym zmywaku, ale o normalnej pracy, która jest osiągalna.

    1. „Tyrają w wielkiej korporacji od 9 do 19, wracają do domu gdzie odczytują kolejne maile i znów następny dzień wedle tego samego scenariusza. Zarabiają pieniądze, kupują sobie wypaśne mieszkanie w centrum miasta oraz mnóstwo innych rzeczy z których nawet nie mają czasu korzystać.”

      Dlatego ja osobiście zawsze wolałem żyć trochę skromniej i mieć czas dla siebie, niż tak jak piszesz na powyższym przykładzie 🙂

      Od zawsze mieszkam w Tricity, więc nie znam życia w małym mieście, i sobie nie wyobrażam. Wiem tyle, ludzie z małych miejscowości, jakby tak porównać, są ZAZWYCZAJ lepszymi ludźmi, liczą się inne wartości. Miasto psuje ludzi czasami.

  2. Twoja książka na pewno będzie wartosciowym materiałem, ale będzie Ci trudno ją rozpromować.
    Zdradzisz co to za projekty? Będą działały w internecie?
    Ja sam zaczynam projektować strony bo mam kilka pomysłów żeby zarobić:)

    1. Czy trudno? jak sprężę dupę to będzie łatwo. Słowo trudno jest dla mnie obce 🙂 Wydawce mam, będzie na pewno w empiku i tyle i styka:) stron niedługo zmieni szatę graficną

      Będę działał w internecie, ale zdradzić nie mogę:)

  3. Obyśmy tym samym się nie zajeli i nie robili sobie konkurencji:)
    Ostatnie pytanie, masz w którymś artykule że bierzesz suplement Life Vitality, możesz coś o nim powiedzieć? Patrząc na skład to robi wrażenie ale ciekaw jestem jak jest na prawde.

  4. Sam niedawno zadałem Ci to pytanie ponieważ rozważam taką opcje a ty udzieliłeś tutaj bardzo wartościową odpowiedz.
    Wielkie dzięki za tego bloga jak i cała resztę wartościowych blogów którymi dzielisz się z innymi 🙂

  5. TYAB, może napiszesz o wynajmowaniu mieszkania? Bo sam chcę wynająć mieszkanie (tak jak część twoich młodszych czytelników) Na co uważać itp…

    A tak swoją, masz ciekawy nick, jak na niego wpadłeś? 😀

    Powodzenia! 🙂
    Pozdrawiam, twój fan i stały czytelnik 😀

    PS: Sorki, ale jakoś nie jestem w stanie pisać 😀 Świetny blog. Dzięki za kolejny świetny wpis.

  6. Mieszkałem trochę w Warszawie, nie ponosił mnie melanż starałem się jak mogłem, pracowałem jako pizzer i mówiąc szczerze bardzo się starałem i tak nie wychodziło, widocznie jestem za słąby (albo za głupi) nic się nie dzieje bez przyczyny, bo poszedłem do szkoły 🙂

  7. To było tak. Wróciłem z 3 miesięcznego stażu w Niemczech jaki dostałem od Urzedu Pracy, ogólnie wyżywienie i zakwaterowanie za darmo i jeszcze pozwiedzałem Niemcy (to był najlepszy okres w moim życiu) przyjechałem do LBN i nie mogłem znaleźć pracy więc postanowiłem wyjechać do WWA (czułem się jak Grzegorz z „Każdy ponad każdym :D) Jaki miałem cel? Znaleźć pracę i zyskać doświadczenie na początku jako pizzer później jako kucharz, ale przede wszystkim pracować i usamodzielnić się od rodziców, mówiłem sobie „Najpierw praca, później kobiety i cała reszta, najpierw dobrze by było zarobić na siebie”. Zacząłem pracować w Złoty Tarasach, wyjebali mnie z tamtąd „Nie musieli podawac powodu” ale wiem że wjebali mnie w jakąś krzywą akcję, za którą ktoś musiał beknąć, mianowicie jakiś debil wyjebał szamoty (takie kamienie na których Pizza się piecze) warte 400zł do śmietnika. Później zaczołem pracować na Woli. Właściciel ubrany w Hugo Boss, jeździ Harleyem ochromowanym jak skurwysyn, i pracownikom nie może wypłacic kasy, bo… Nie ma! Później zacząłem pracować na Ursusie, z jakąś patologią, i tam mnie zwolnili bo się rzekomo nie starałem, bo tam akurat prawda (z patologią ciężko pracować, ma się wtedy wyjebane raczej). Ogólnie ciężko mi się tam żyło, jak pojechałem z Ursynowa na Ursus po kasę i wróciłem po 3 godzinach do domu (korki, wszędzie tłum) to musiałem się położyc tak byłem zjebany tą podróżą, no i miałem się usamodzielnić a rodzice i tak musieli nam pomagać (mieszkałem wtedy z siostrą). Poszedłem do szkoły w wieku 20 lat teraz muszę Matmę poprawić bo nie zdałem matury (Kurwa mać), chce pójść na studia (oczywiście jakieś przyszłościowe związane z żywieniem). W Niemczech naprawdę dobrze mi szło na kuchni co prawda pracowałem jako pomocnik, ale nie wiem od czego to zależało może od atmosfery bardzo przyjacielskiej? Bo włosi naprawdę są w porządku, jak mi coś nie szło to mi tłumaczył od nowa jak robić by było dobrze, a tutaj? Zjeba i chuj, bo kucharz pracował ileś tam lat w Anglii i ma się za takiego eksperta. Z drugiej strony… Może jakbym zarabiał 5000zł netoo to bym nie mówił że Warszawa jest ciężka :p

  8. TYAB, a napiszesz coś kiedyś o „Słoikach”? Oczywiście nie mówię tego o wszystkich przyjezdnych, ale o tych którzy przyjechali Do Wawy, zaczęli dobrze zarabiać i im się nagle w głowach popierdoliło, rżną takich ważniaków i kozaków, zagadasz do takiego to spojrzy się na ciebie jakby chciał powiedzieć” I ty śmiesz do mnie zagadywać?” (przerost ego). Założe się że na pewno się spotkałeś z takimi ludźmi którzy się tak zachowują. Ciekaw jestem jaką ty masz opinię o takich ludziach i jak sobie radzić z takimi frajerami, którym się dużo wydaje.

    Pozdrawiam

    1. no a po co o nich pisać?:D jak sobie radzić? zlewać i tyle:D. Kiedyś spotykałem się z rodowitą warszawianką, która miała manię „wyższości”,bo ona z WWA, ale np: jej stara z wypizdowia , ale to margines. Znam sporo rodowitych Warszawiaków z 2 i 3 pokolenia i są bardzo wporządku

  9. No właśnie ja też miałem okazję poznać rodowitych Warszawiaków i rzeczywiście są w porządku. Pamiętam jak kiedyś chodziłem podminowany, bo kasa mi się kończyła a Pan na Harleyu był mi winien 800zł (oczywiście nie miał, hmm ciekawe dlaczego) i poszedłem do jakiegoś małego sklepu w podziemiu kupić sobie drożdżówkę. Wiedziłem że Pani po 50-tce która stała za ladą jest rodowitą Warszawianką (taką z dziada pradziada) po prostu była taka miła, serdeczna, (jeszcze sposób w jakim mówiła, jej dykcja, wymowa) przez tą chwilę gdy kupowałem drożdżówke w ogóle zapomniałem o problemach, i miałem ochotę się do niej przytulić, czułem tę naprawdę dobrą, przyjacielską energię jaka płynęła od tej kobiety 🙂 Niestety to pokolenie Warszawiaków jest już na wymarciu, teraz dominują Słoiki.

    1. prawdziwi warszawiacy wyginęli na wojnie i w powstaniu warszawskim. Słoje też są ok. Widzisz to zależy od człowieka. Są ludzie i kurwy i wszędzie sę tacy znajdą, bez względu na miasto, pochodzenie, rasę itd…tak samo jest z ludźmi pozytywnymi.

Dodaj komentarz

Close