Polityka Hydepark

Jak zniewolić ludzkość – Część I

Jak zniewolić ludzkość? Zacznij najpierw od tego!

Spraw by podstawowy produkt tzw. pierwszej potrzeby był poza zasięgiem dla 95% niewolników robiąc z niego nie produkt pierwszej potrzebny, ale NAPRAWDĘ BARDZO DUŻY BIZNES!

Jak myślisz? Co jest dla właściwie każdego człowieka żyjącego na tej ziemi, takim produktem pierwszej potrzeby? Produktem, który jednocześnie daje mu poczucie bezpieczeństwa oraz pokazuje innym ludziom jego status społeczny, dorosłość i ten życiowy sukces, za którym to goni większość ludzi dzisiejszego tzw. cywilizowanego świata?

Oczywiście, że mieszkanie, które koniecznie musi być – WŁASNE. Ciasne, ale własne! Jak to mówi polskie powiedzenie.

Prawda jest taka, że człowiek musi mieć swój kąt i dach nad głową, gdzie będzie mógł się schronić, przespać, umyć, ogrzać, zjeść, zrobić kupę, siku czy zwyczajnie w świecie wyciszyć się i odpocząć po całym dniu pracy. Nawet osoba bezdomna, która z racji swej nazwy nie ma dachu nad głową, nie ukrywa się pod gołym niebem, tylko pod czymś co go w pewien sposób ochroni przed chłodem, gorącem, deszczem. Dlatego też takie osoby najczęściej koczują pod mostami czy w pustostanach.

Dach nad głową jest to jedna z podstawowych potrzeb człowieka, która zapewnia mu poczucie bezpieczeństwa.

Aby człowiek był człowiekiem i mógł normalnie funkcjonować w życiu czy zwyczajnie założyć rodzinę, potrzebuje mieć w pierwszej kolejności nie samochód, nie najnowszego iPhona, nie designerskie ciuchy, ale właśnie ten dach nad głową.

Jest to jego jedna z głównych i podstawowych potrzeb potrzebnych do przeżycia oprócz jedzenia, picia czy oddychanie.

Tak!!!

Jedzenie, picie, oddychanie oraz dach nad głową, są to te podstawowe potrzeby, które musi zaspokoić praktycznie każdy człowiek żyjący na ziemi niezależnie od płci, wieku, wyznawanej religii, koloru skóry czy orientacji seksualnej.

Trochę głupio kazać ludziom płacić za oddychanie powietrzem, które jest im niezbędne do przeżycia, tak samo niezbędne jak dach nad głową. Jeszcze się zbuntują. Trzeba ich zniewolić w inny sposób, uderzając w tę konkretną potrzebę w taki sposób, żeby własny schowek na szczotki był finansowo poza zasięgiem dla większości niewolników. I nie ważne czy chodzi o rynek pierwotny, wtórny.

Co się dzieje jak jakiś niewolnik zapragnie mieć własne mieszkanie? Musi je sobie kupić, jeśli chce mieć je – WŁASNE! Tak kupić! Czyli najpierw zapłacić za ziemię, a potem zapłacić za to coś wybudowane na tej ziemi co da mu jego własny dach nad głową. Może być to pałac, wielki apartament, mały parterowy domek czy mieszkanko w bloku. Takim sposobem płaci się dwie ceny, które się sumuje w jedną dającą kwotę, która jest praktycznie nieosiągalna dla zwykłego człowieka.

I w taki sposób robi się wielki biznes na zaspokojeniu tej konkretnej potrzeby życiowej praktycznie każdego człowieka. Biznes, na którym korzysta wielu i wielu się bogaci, oprócz zwykłego, szarego człowieka, który tylko chce zaspokoić tą jedną swoją podstawową potrzebę jaką jest dach nad głową. On chce po prostu GODNIE ŻYĆ! Żeby godnie żyć, to musi zadłużyć się na całe życie.

Za co kupuje się mieszkanie?

Oczywiście za pieniądze. A pieniądze skąd się biorą? Z pracy! Wykonywana praca zarobkowa jest różna. Jedni zarabiają tysiące, inni dziesiątki tysięcy, a jeszcze inni setki. Są też i tacy, którzy zarabiają miliony itd. Prawda jest jednak taka, że obecne ceny zwykłych mieszkań cały czas stale rosną i są na tyle wysokie, że 95% ludzi ( mówię tu tylko o Polsce)  nie stać na własne mieszkanie.

Nie ważne ile człowiek zarabia! 3000, 4000, 5000, 6000 zł miesięcznie czy nawet i więcej. Żeby kupić mieszkanie w większości przypadków muszą posiłkować się kredytem wziętym w Banku. Nawet Ci co zarabiają setki tysięcy złotych miesięcznie mają kredyty wzięte na mieszkania kosztujące miliony. Jednak u takich ludzi kupno takiego mieszkania to nie konieczność lecz zwykły kaprys, tymczasem dla 95% ludzi jest to konieczność, ponieważ żeby normalnie funkcjonować w tym cywilizowanym świecie muszą mieć dach nad głową i gdzie się podziać.

Jeśli jakiś niewolnik zapragnie mieć swój własny schowek na szczotki, zazwyczaj z karton – gipsu, nazywany hucznie przez deweloperów: mieszkaniem, studiem, a niekiedy również i apartamentem, gdzie metr kwadratowy kosztuje 10.000 zł, to ma na niego zapierdalać całe swoje dorosłe życie z przekonaniem, że jest w końcu „na swoim” i z dumą głosić wszystkich przyjaciołom, kolegom, znajomym, rodzinie, że ma w końcu swój własny schowek na szczotki.

Ma głosić, że się w końcu „dorobił” i czuje się spełniony. To ma być jego jedyny cel w życiu! Dorobić się „własnego” mieszkania wziętego na kredyt i ewentualnie dobrego samochodu, który nie stanowi już środka transportu, lecz jest lekarstwem na kompleksy i niskie poczucie wartości danego człowieka,

Siedząc teraz w swoim wynajmowanym pokoju przerobionym z kawalerki na dwa tzw. hucznie nazwane przez Twojego wynajmującego mikro – studia i czytając ten tekst, wstań od biurka i zrób sobie jeden krok w przód i jeden w bok. A teraz sobie wyobraź, że ten krok w obecnych czasach ma swoją cenę. Aby „być na swoim” w obecnej chwili na ten ten krok musisz zapłacić nawet 10.000 zł czyli przelicz to sobie na swoje wypłaty! Ile musisz zapierdalać, aby kupić swój kawałek podłogi, w którym sobie możesz co jedynie to usiąść po turecku.

A jak chcesz sobie poleżeć, to płacisz razy dwa! Tak wychodzi na to, że musisz zapłacić 20.000 zł za to, że będziesz mógł się tylko położyć! Niezły biznes!

Do czego dzisiaj dąży świat i człowiek razem z nim?

Do czego dąży dzisiejszy świat? Do czego dąży dzisiejszy człowiek? Jaki jest sens życia człowieka z tzw. cywilizacji zachodniej lub kraju rozwiniętego?

Sensem życia takiego człowieka jest DOROBIENIE SIĘ! Dorobienie się różnych dóbr materialnych co powszechnie odbierane jest jako – bogacenie się! A biznesowo nazywa się to nic innego jak KONSUMPCJONIZMEM!

„Polacy się bogacą”, „Milionerów w Polsce przybywa lawinowo”. Tego typu nagłówki można było przeczytać na różnego rodzaju portalach internetowych takich jak TVPIS. Po czym wysuwano takie wnioski? Po rosnących pensjach w ślad, za którymi rosły ceny? Nie! Po gromadzonym majątku na podstawie, którego określa się „finansową wartość” człowieka.

Na majątek składają się dobra materialne gromadzone przez człowieka na podstawie konsumpcjonizmu, które są mu:

  • Niepotrzebne do przeżycia.
  • Potrzebne do przeżycia.

Na podstawie gromadzonych dóbr osobistych tych potrzebnych i tych zupełnie niepotrzebnych do przeżycia, na przestrzeni lat buduje się osobisty majątek danego człowieka, który ma widać „gołym okiem” i po którym dany człowiek jest oceniany w społeczeństwie, którego jest częścią.

Po tym co człowiek ma i co po nim widać klasyfikuje się go w hierarchii społecznej. Po tym co człowiek posiada i co jest po nim widać wyrabia się o nim zdanie typu:

  • Człowiek sukcesu lub człowiek porażki!
  • Szczęściarz lub pechowiec i nieudacznik życiowy.
  • Obrotny, zaradny i sprytny lub życiowa safanduła. 
  • Inteligentny lub głupi.
  • Wykształcony lub niewykształcony.
  • Ambitny lub leniwy.
  • Powodzi mu się lub ma pod górkę.
  • Ma duże możliwości lub nie ma żadnych możliwości.
  • Pasuje do naszej grupy lub do nas nie pasuje!

Robi się to automatycznie, gdyż tak nam do tej pory media, reklamy, filmy, teledyski, gazety, czasopisma tłukły w głowę, że TEN KTO MA to i to, to jest taki i taki, a ten kto nie ma tego i tamtego, a już powinien to w tym wieku mieć, to jest jakiś taki, sraki i owaki.

Ludzi więc się ocenia i kwalifikuje po tym co posiadają i czego się w życiu dorobili. Nie ocenia się ich po np: dobroci serca tylko ocenia poprzez to co ktoś MA! W taki sposób dzieli się społeczeństwo tak bardzo uogólniając na biednych, klasę średnią oraz bogatych.

Czym się różnią te klasy od siebie? Podejściem do życia, pieniędzy oraz dorabiania się. Te klasy różnią się właśnie tym dorabianiem się! Biedny nie ma, ale chciałby mieć. Klasa średnia ma, ale wszystko na kredyt, a bogaty nie ma, ale w każdej chwili jakby chciał to by miał nie za kredyt tylko za gotówkę. Coś takiego!

Tak ma być! Rodzice takiego „człowieka sukcesu” jak spotkają swoich znajomych, to mają piać z dumy mówiąc sąsiadom i znajomym dookoła, że:

-Nasz Kamil już jest na swoim! Kupił mieszkanie pod Warszawą! A wasz Radek jak tam? Dalej mieszka z wami? Czy może wynajmuje coś?

I nie ważne co odpowiedzą rodzice Radka swoim sąsiadom! Zawsze będzie źle! Nawet jak Radek również będzie „na swoim”, to wraz będzie chujowo, gdyż Kamil ma trzy pokoje, a Radek mieszka w kawalerce, a już powinien mieć trzy pokoje w tym wieku i inne tego typu rzeczy z których rodzice Kamila będą się popisywać przed rodzicami Radka.

Tak! Rodzice Kamila mają być dumni z tego, że ich synowi udało się za pomocą najczęściej kredytu bankowego zaspokoić jedną ze swoich podstawowych potrzeb związanych z życiem człowieka na ziemi, jakim jest własny dach nad głową.

Niby brzmi to bardzo poważnie, ale kurwa jakie to jest śmieszne jak człowiek się wgłębi w temat tak jak ja teraz. To tak jakby rodzice byli dumni z tego, że ich dziecko kupiło sobie ciepłą kurtkę zimową, niezbędną każdemu człowiekowi do przeżycia w niskich jesiennych czy zimowych temperaturach. To tak, jakby się podniecać, że ktoś sobie kupił jedzenie czy picie, niezbędne do przeżycia. 

Tak to powinno wyglądać! Możliwość kupna własnego mieszkania niezbędnego do przeżycia każdemu człowiekowi nie powinno być w dzisiejszych czasach jakimś fenomenem, dobrem luksusowym czy wręcz wielkim sukcesem, tylko oczywistą oczywistością dostępną dla każdego pracującego człowieka. Tym bardziej w dobie tzw. „technologicznego postępu”, w którym to niby się obecnie znajdujemy. Tak powinno być, więc dlaczego kurwa tak nie jest? Niby jest postęp technologiczny, a w budownictwie dalej jak w lesie? Cytując klasyka! W budownictwie dalej jak w chlewie!

Dlaczego jest inaczej i praktycznie z roku na rok mieszkania są coraz droższe? Czemu zaspokojenie tej konkretnej potrzeby potrzebnej każdemu człowiekowi do przeżycia w cywilizowanych warunkach, wiąże się z zadłużeniem praktycznie na całe życie lub wydawaniem blisko 80% swoich ciężko zarobionych pieniędzy? 

PONIEWAŻ TAK MA BYĆ I KTOŚ TO SPRYTNIE ZORGANIZOWAŁ

Ktoś to sprytnie zorganizował w taki sposób, że większość osób na świecie godzi się, aby zapierdalać całe swoje życie na spłatę rzeczy, która jest mu niezbędna do przeżycia tak jak tlen, pokarm czy woda!

I wiesz co jest w tym wszystkim najlepsze? Plebs nie będzie za bardzo wnikał w to dlaczego tak się dzieje, że zwykły schowek na szczotki zbudowany z karton gipsu kosztuje tyle, że trzeba na niego zapierdalać całe, swoje dorosłe życie oddając Bankom lwią część swoich zarobków. Plebs stwierdzi, że tak ma kurwa być, tak jak podatki i różne wymyślone składki, które zabierają mu ok 60% jego pensji. Tak ma być!

Tak ma być i koniec! Zero jakichkolwiek pytań dlaczego tak się dzieje, że coś co jest potrzebne każdemu człowiekowi do przeżycia, jest poza zasięgiem dla 95% ludzi. Zero pytań czy można zaspokoić tą potrzebę tańszym kosztem, aby nie zadłużać się praktycznie do końca swoich dni tylko po to, aby móc się gdzie zdrzemnąć po pracy.

Tutaj też chodzi o coś jeszcze innego! Tu chodzi również o relacje damsko – męskie, a nawet i model rodziny!

Jak jesteś młody, to zazwyczaj mieszkasz z rodzicami do czasu osiągnięcia pełnoletności. Jak masz 15 lat to nikogo nie dziwi to, że mieszkasz z rodzicami. Jednak kiedy masz +25 to już Twoi znajomi mogą sobie robić z Ciebie różne podśmiechujki z tego tytułu.

Potem presja społeczna czyli np: tzw. podśmiechujki rówieśników sprawia, że wyprowadzasz się od rodziców i wynajmujesz jakiś pokój z innymi osobami. Jeśli się nie wyprowadzisz i zostaniesz na osiedlu, to bardzo szybko Twoi znajomi o Tobie zapomną, gdyż dla nich stanąłeś w miejscu, a oni „poszli do przodu”. 

W taki sposób wchodzisz w dorosłość. Taka jest zazwyczaj kolej rzeczy! Tak wygląda samodzielność. Jeśli się zbuntujesz i kurczowo będziesz trzymał się rodziców, to zaczniesz zostawiać w tyle za swoimi przyjaciółmi, kolegami, znajomymi, którzy usamodzielniając się zaczną opuszczać rodzinne pielesze. Po pewnym czasie nie będziesz w ogóle do nich pasował i za każdym razem kiedy zobaczysz swojego rówieśnika będziesz ten brak dopasowania odczuwał w niemiły sposób na własnej skórze!

Będziesz odczuwał, że już nie pasujesz do swojego towarzystwa i rówieśników:

  • Na imprezkach, gdzie po pewnym czasie Twoi koledzy będą Ci dogryzać, że jeszcze mieszkasz z rodzicami, podczas kiedy oni się wyprowadzili z domu. 

  • Będą się Ciebie ciągle pytać – dalej mieszkasz z rodzicami?

  • Kobiety będą patrzyły się na Ciebie krzywo, szczególnie te, które się wyprowadziły od rodziców. Nie będziesz w ich oczach partią „na związek”.

Tak właśnie wygląda presja społeczna, która zostanie na Ciebie zrzucona przez rówieśników, przyjaciół, kolegów, znajomych.

Jeśli masz 20 – 24 lat to jest to jeszcze można przymknąć na to oko, ale jeśli masz +30 i mieszkasz dalej z rodzicami lub wynajmujesz pokój w mieszkaniu sześciopokojowym niczym student I roku, to możesz również poczuć się nieswojo w swoim towarzystwie, kiedy widzisz i słyszysz jak Twoi rówieśnicy czy koledzy kupują już „swoje” pierwsze mieszkania oraz robią pierwsze domowe parapetówki z tej okazji. Możesz w takiej sytuacji poczuć się gorszy, gdyż Ty dalej prowadzisz życie na poziomie studenta I roku w wieku +30 lat wynajmując mały pokój w mieszkaniu typowo studenckim.

Nawet Twoi rodzice mogą mieć Ciebie za jakiegoś nieudacznika życiowego, który w wieku +30 lat nie ma jeszcze własnego mieszkania, dobrej pracy, ani nawet rodziny. Przecież oni w wieku +30 lat:

  • Mieli własne mieszkanie, które tak naprawdę w latach 70’ i 80’ dostali na nie przydział, a potem je po prostu wykupili za grosze.

  • Tata i mama dukając dwa słowa po angielsku na krzyż i kończąc studia we wczesnych latach 90’ mieli otwarte drzwi do kierowniczych stanowisk pierwszych zagranicznych korporacji, które po zmianie „systemu” stawiały swoje pierwsze kroki na polskiej ziemi.

Mając dobrą i stałą pracę praktycznie z miejsca oraz „własne” przydzielone mieszkanie w wieku 30 lat, cóż im pozostało jak zrobić sobie dziecko i założyć rodzinę? Zresztą w latach 80’ zwykły robotnik ze swojej jednej pensji był wstanie utrzymać wielodzietną rodzinę łącznie z niepracującą żoną, która zajmowała się domem, a dziś? Dziś zwykły robotnik ( niekoniecznie budowlany) ledwo może opłacić sobie wynajętą kawalerkę, a co tu mówić o utrzymaniu żony i kilkoro dzieci? Państwo musi „dawać” 500+ bo inaczej nie da rady w technologicznym postępie tego zrobić.

Niby Polacy się bogacą, puchną im kurwa portfele, ale dalej żadnego niewolnika nie stać praktycznie na swoje własne mieszkanie, ani na utrzymanie w dzisiejszych czasach dwójki lub trójki dzieci, tylko muszą się posiłkować jałmużną 500 +. Więc skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle?

Wiesz o czym głównie rozmawiają 18 – 23 latkowie? Głównie ich temat prywatnych rozmów kręci się wokół prawa jazdy i kupna swojego pierwszego samochodu. A wiesz o czym rozmawiają +25, a na pewno 30 latkowie jak się spotkają po latach? Temat kręci się wokół mieszkania i bycia „na swoim”. Zawsze kiedy widzę jakiegoś mojego kolegę, to pyta się co u mnie słychać, aby porównać to co powiem z tym co było słychać u mnie ostatnim razem jak się widzieliśmy i wyciągnąć wnioski czy stoję w miejscu czy coś się zmieniło w moim życiu. 

Najczęściej chodzi tutaj o to czy masz dziecko, żonę, mieszkanie, dobra materialne nagromadzone np: samochód. Zazwyczaj chodzi o to czy się już odpowiednio „dorobiłeś” rzeczy materialnych, proporcjonalnie do Twojego wieku o czym wcześniej wspominałem.

Zazwyczaj chodzi o to czy masz już to, tamto i siamto, ponieważ w tym wieku, w którym właśnie jesteś, powinieneś już mieć to co ma większość Twoich rówieśników. Takim idealnym przykładem jest tutaj samochód. Jak masz 30 lat i nie masz prawa jazdy, a nie mówię już o samochodzie, to 99% kobiet będzie robiła z tego powodu „wielkie oczy” dziwiąc Ci się bardzo mocno. 

Czemu? Ponieważ w tym wieku powinieneś mieć już swój własny samochód, a o prawie jeździe nie wspomnę. Jeśli w tym wieku, w którym obecnie się znajdujesz, nie masz tego i owego, co ma większość Twoich rówieśników, to według opinii publicznej jest coś z Tobą nie tak! Jeśli ktoś stwierdzi, że coś z Tobą jest nie tak, bo np.: ocenia Cię przez pryzmat tego co posiadasz czyli tego czego się „dorobiłeś” proporcjonalnie do Twojego wieku, to w waszych relacjach może nie traktować Cię zupełnie poważnie.

I takim to sposobem wieli Twoich przyjaciół, kolegów, znajomych, może się po pewnym czasie od Ciebie odsunąć, gdyż pod względem lifestylu jaki prowadzisz i tego co posiadasz, zwyczajnie przestałeś do nich pasować. Jeśli bardzo zależy Tobie na takich znajomościach, to możesz wtedy poczuć się:

  • Odrzucony
  • Głupi
  • Jak nieudacznik życiowy.
  • Mało wartościowy.

Przekonałem się osobiście na własnej skórze jak to jest „nie pasować” do swoich rówieśników pod względem materialnym. Opisałem to wszystko w mojej książce – eBooku Prawo Wzajemności – Twoja Instrukcja Obsługi Ludzi

Jak chcesz się dowiedzieć szczegółów o książce to napisz na damcidomyslenia@protonmail.com

Teraz też potraciłem sporo znajomych, z którymi jeszcze do niedawna utrzymywałem kontakt. Potraciłem tych znajomych, którzy ożenili się i mają dzieci. Oni jak już się z kimś spotykają, to z innymi parami, a najlepiej małżeństwami, którzy również mają dzieci. Różnicę w kontaktach odczułem również po ich ślubie. Wielu z nich ostatni raz widziałem właśnie na ich weselach, ponieważ od tego czasu tak jakby kontakt się urwał, a ja nie jestem też typem człowieka, który do kogoś wypisuje wiadomości z prośbą o spotkania. Po prostu przestałem do nich „pasować”. 

Dlatego też mając +30 lat możesz mieć już problemy z wynajęciem jakiegokolwiek pokoju w mieszkaniu wieloosobowym, który na obecną jest najtańszą opcją zaspokojenia tej podstawowej potrzeby każdego człowieka.

Zazwyczaj w tego typu ogłoszeniach mieszkaniowych, pojawia się jeden warunek – wiek. Maks. 35 lat! A prawda jest taka, że studenci, którzy dają ogłoszenia mieszkaniowe w imieniu właściciela, nie bardzo chcą mieszkać ze „starym dziadem”, więc w wielu przypadkach mając nawet 28 lat, będziesz za stary, gdyż w oczach opinii publicznej powinieneś już mieć / mieszkać:

  • Sam!

  • Z własną rodziną! Czyli wszystko na pół!

  • Z dziewczyną! Czyli wszystko na pół!

Moja koleżanka ma 48 lat i córkę, która mając 20 lat postanowiła się wyprowadzić od niej z domu, który tylko wynajmowała, ponieważ nie było ją stać na wzięcie kredytu na mieszkaniu w pojedynkę i spróbować zamieszkać ze swoim chłopakiem, którego niedawno co poznała.

Takim to sposobem koleżanka została sama w wynajmowanym dwupokojowym mieszkaniu, które jakoś to się opłacało jak dochodziły:

  • alimenty na córkę,

  • jej wypłata.

  • drobne dokładanie się córki do rachunków, które zarobiła pracując sobie w Weekendy dorywczo.

Jednak wszystko co dobre zawsze się kończy i nic nie trwa wiecznie. Mieszkanie dwupokojowe wynajmowała po znajomości i płaciła za nie 1500 zł co jak na Centrum Warszawy jest czymś niewyobrażalnym. Pod to mieszkanie ustawiła sobie pracę, w której to pracuje już od blisko 10 lat. Miała tanie mieszkanie oraz bardzo blisko do pracy, gdyż pracę szukała koło swojego miejsca wynajmowania mieszkania.

Jednak przed świętami Wielkanocnymi została poinformowana, że ma dwa miesiące na wyprowadzkę z tego mieszkania.

I co ona teraz zrobi? Musi mieć gdzie mieszkać. Musi mieć, gdzie się podziać. Więc ma następujące wyjścia, aby dalej zaspokoić swoją potrzebę związaną z jej życiem na tym świecie:

  • Wynajem mieszkania.

  • Kupno mieszkania.

Żadna filozofia, ale w jej wieku i sytuacji, jedyną opcją wynajmu wchodzi całe mieszkanie, albo tzw. kawalerka, bo nikt jej raczej nie wynajmie pokoju ze studentami. Zostaje jej kawalerka i tutaj również pojawiają się kolejne schody. Każdy człowiek na poziomie chce mieszkać w cywilizowanych warunkach, a nie w jakiejś rozpadającej się ruderze z karaluchami, która jest jedną z najtańsza wśród ogłoszeń tego typu. Podobnie i koleżanka, która chce swoją potrzebę życiową zaspokoić w godny dla człowieka sposób. Ceny kawalerek w Warszawie do których można zaprosić gości zaczynają się tak mniej więcej od +1500 złotych! Dla niektórych już ta kwota może być nieosiągalna, gdyż doliczyć do tego rachunki inne opłaty może wyjść, że ich skromna warszawska wypłata nie wystarczy na to, aby się  utrzymać w tym mieście.

W Warszawie życie jest drogie i nie jest tam tak kolorowo jak mogłoby się wydawać! Bardzo wiele osób zarabia tam w granicach 2000 – 3000 złotych nawet w czasach kiedy był podobno „rynek pracownika”. Moja koleżanka, która zarabia tylko 2600 złotych będąc singielką może mieć więc finansowy problem, bo biorąc pod uwagę jej zarobki i wszystkie opłaty, które na nią czekają, okazać się może, że nic jej nie zostanie.

Jakby miała faceta, który zarabia również drugie tyle co ona, to jeszcze jakoś by się wyżyło, ale niestety nie ma! Jest sama i sama musi sobie poradzić.

Niestety tutaj pojawia się również kolejny problem.

Z szukaniem mieszkania czy nawet pokoju jest jak z szukaniem pracy! Każdy chce mieszkanie blisko centrum, mieć dobre jakościowo mieszkanie, które – najważniejsze – jest w zasięgu cenowym. Kiedy pojawi się takie mieszkanie wśród ogłoszeń, to od razu rzuca się na nie stado osób, które chce je wynająć. A co robi wtedy właściciel takiego mieszkania?

Urządza CASTING!!!

Casting, który polega na tym, że to właściciel wybiera sobie najemcę przeprowadzając z nim rozmowę „kwalifikacyjną” . Tak jest wtedy kiedy jest duże zainteresowanie mieszkaniem przystępnym cenowo. Pamiętam swego czasu sam miałem problem ze znalezieniem kawalerki, którą chciałem sobie sam wynająć. Jak pojawiło się jakieś sensowne ogłoszenie, to również pojawiła się konkurencja, która tak samo jak i ja chciała wynająć mieszkanie, a właściciel informował wtedy, że ma jeszcze do porozmawiania z 10 innymi osobami i da znać czy łaskawie wynajmie mi swoje mieszkanie czy nie.

Niestety czas mnie gonił, więc miałem do wyboru, albo kupuję kawalerkę, albo mierzę w mieszkania o podwyższonym standardzie, na które przeciętne osoby nie byłoby stać. Niestety czas mnie naglił i musiałem się wyprowadzić z pokoju, które dotychczas wynajmowałem w ciągu tygodnia, a nie oszukujmy się kupno mieszkania w tak krótkim czasie bywa bardzo nierozsądne.

Pozostał mi więc wynajem kawalerki premium o podwyższonym standardzie! Jak się ma pieniądze to z tym nie bywa problemu! Jak się ma bulić miesięcznie prawie 3000 zł za kawalerkę, to i nie ma konkurencji, ani kurwa żadnych castingów. Nie ma się konkurencji, ponieważ ktoś kto ma bulić prawie 3000 zł za kawalerkę, to już woli wziąć kredyt i płacić tyle raty za mieszkanie, które będzie „własne”.

Ja mogłem sobie pozwolić na taki wydatek w tamtym czasie jako nawet singiel, ponieważ był to okres kiedy zarabiałem naprawdę kosmiczne pieniądze (kosmiczne podług mojej poprzedniej pracy) handlując maszynami rolniczymi i częściami do tych maszyn, ale moja koleżanka jak i zapewne wiele osób nie mogłaby sobie pozwolić na taki wydatek, gdyż podstawowe opłaty przewyższały by ich wszystkie zarobki. A skoro tak to są w ciemnej dupie z takim problemem. Muszą brać udział w jakiś z dupy castingach również za wygórowaną cenę, licząc na to, że może właściciel ich wybierze na najemców. Robi się presja czasu, gdyż czas leci nieubłaganie, a trzeba w końcu gdzieś zakotwiczyć, by zaspokoić swoją potrzebę życiową związaną z dachem nad głową.

I tu pojawiają się schody, gdyż przy jej zarobkach, które są średnie, wynajęcie i utrzymanie samej zwykłej kawalerki pochłonie ją 80% jak nie więcej jej zarobków, ponieważ takie są ceny wynajmu kawalerek, które zazwyczaj polegają na tym, że się komuś spłaca kredyt plus ktoś chce jeszcze sobie zarobić parę groszy na wynajmie.

Mieszkania też nie kupi, chociażby chciała, bo jest za stara na to, nie ma wkładu własnego, oraz za niskie zarobki jako singiel aby w pojedynkę wziąć kredyt na kawalerkę. Żaden bank już jej nie da kredytu. Podsumowując, jej celem życiowym będzie jedynie praca i zarabianie pieniędzy, aby zaspokoić swoje podstawowe potrzeby jakie ma każdy człowiek ledwo wiążąc koniec z końcem.

Będzie żyła po to by zarobić na życie, a na pocieszenie kurwa będzie mogła sobie posłuchać trenera motywacyjnego, który jej powie, że jest chujowa i to jest jej wina, że jej życie tak wygląda, że nie potrafi zaspokoić swojej potrzeby życiowej. I że musi wcześniej wstawać, tak jak ludzie sukcesu, chociaż mając na 6.00 rano wstaje o 4.00 by się dostać do pracy. O to chodzi! Ma teraz chodzić zdołowana i myśleć, jak sobie poradzić, by zaspokoić swoją podstawową potrzebę. Ma myśleć o tym, to nie będzie myślała o innych rzeczach, które mogą zagrażać władzy. 

W tej chwili dla niej jedynym wyjściem na godne życie będzie, znalezienie sobie drugiej połówki, z którą wszystkie wydatki będzie dzielić na połowę. Musi więc sobie kogoś znaleźć jak najszybciej, ponieważ w dzisiejszych czasach bycie singlem przestaje być już opłacalne ze względów ekonomicznych, jeśli się zarabia poniżej 4000 złotych na rękę.

Moja sąsiadka na stare lata również wyprowadziła się z wielkim żalem ze swojego domu, w którym została sama. Dzieci jej się wyprowadziły, a ostatnio zmarł jej mąż. Została sama w czteropokojowym mieszkaniu, które było za drogie w utrzymaniu jak na jej skromną emeryturę. Żeby mieć na leki i jedzenie musiała zamieniła mieszkanie w które włożyła całe swoje życie na kawalerkę.

I patrz jakie to kurwa smutne! Kupujesz mieszkanie, które spłacasz całe życie, a na końcu i tak musisz się go pozbyć, aby godnie przeżyć starość, bo pomimo że całe życie pracowałeś i odprowadzałeś składki to dostajesz 1000 złotych emerytury na przeżycie. Niektórzy stosują na stare lata hipotekę odwróconą, która polega na tym, że na stare lata Bank płaci Ci pieniądze za mieszkanie, które zapewne dopiero kilka lat temu dopiero spłaciłeś, a kiedy umrzesz Twoje mieszkanie przechodzi na własność Banku.

Dlatego jak sam widzisz zaspokojenie tej potrzeby życiowej jaką ma każdy człowiek wiąże się bardzo mocno z relacjami między – ludzkimi, a w szczególności damsko – męskimi.

Kobiety szufladkują sobie różnie mężczyzn w zależności w jaki sposób przejdzie on ich testy oraz w jakiej roli go widzą w swoim życiu. Dlatego też te szufladki są różne! Przyjaciel, kochanek, kolega, zabawka, jedno nocna przygoda, niedoszły, były, obecny czy do odstrzału. Kobieta żeby związała się z jakimś facetem, to musi on jej dawać poczucie bezpieczeństwa oraz wpisywać się w ramy żywiciela.

Kobieta wybierając mężczyznę na związek patrzy się na niego przez pryzmat ojca jej dziecka i człowieka, z którym może wziąć w przyszłości ślub i założyć rodzinę. Założenie rodziny wiąże się ściśle z mieszkaniem, ponieważ każda, cywilizowana rodzina musi mieć gdzie mieszkać. Nazywa się to „ogniskiem domowym”. Jednym słowem kobieta wybierając mężczyznę na związek bierze pod uwagę jego: kryteria finansowe, sposób zarobkowania, stan posiadania dóbr materialnych oraz jego obrotność czy życiową zaradność co w połączeniu z jej „zasobami”, które posiada sprawi, że ich dziecko będzie miało „lepszy” start w życiu.

Wszystko zamyka się w możliwościach finansowych danego mężczyzny dzięki którym jej dziecko będzie miało dach nad głową oraz odpowiednie warunki do rozwoju oraz nauki. TO DAJE TEN START W ŻYCIU według wielu matek! 

Kobiety, a mieszkanie!

Własne mieszkanie kobiecie kojarzy się właśnie z poczuciem bezpieczeństwa. Kiedyś mój kolega wyrwał na dyskotece pewną kobietę, która jak widać było po jej zachowaniu miała ochotę tej nocy ostro zaszaleć sobie z facetem, by zaspokoić narastające w niej żądze. Kiedy zobaczyła stojący pod klubem jego samochód, to zaczęła zadawać mu prywatne pytania, których wcześniej nie zadawała. Zaczęła się pytać jego czym się zajmuje, co robi na co dzień. Wcześniej nawet nie pytała się jak się nazywa. Włączyła się jej ciekawość, a emocje seksualne trochę zaczęły jej opadać. Niestety mojemu koledze z podniecenia wyjebało termometr w spodniach, tak go nakręciła na upojną noc ta niegrzeczna niewiasta. Kiedy zajechali samochodem pod jego blok to już wjeżdżając windą, zaczęli grę wstępną, która miała zakończyć się w jego mieszkaniu. Jednak kiedy ta kobieta weszła do środka i zobaczyła jak mieszka, to spytała się tylko:

-To Twoje czy wynajmujesz?

Kiedy usłyszała odpowiedź, że to mieszkanie jest jego, to momentalnie zmieniła swoje zachowanie w stosunku do kolegi. Już ją przestała interesować jedno nocna przygoda, po której zapewne kontakt by się im urwał i więcej by się już nie zobaczyli. Kobiecie pod wpływem jego mieszkania zaświtał związek w głowie. Już nie widziała go w roli szybkiego numerku, tylko kandydata na związek. Zmieniło się też jej zachowanie. Stała się w stosunku do niego chłodna i zaczęła pokazywać mu się w roli idealnej kandydatki na związek czyli, że ona nie jest taka łatwa! Dodatkowo wzięła ścierkę i zaczęła mu przecierać kurze i chwalić się, że potrafi ugotować pyszny obiad! Koledze wyjebało korki we łbie! Stał z rozdziawioną miną oraz stojącym fiutem i nie wiedział o co tu kurwa chodzi! No właśnie! Chodzi o jego mieszkanie, które wypozycjonowało go w jej głowie jako idealnego kandydata na związek, a nie kochanka na jedną noc.

Dlatego jak się chce zniewolić ludzkość, to ceny kredytu czy wynajmu muszą być ustalone na odpowiednio wysokim poziomie, aby ludzie z przymusu łączyli się w pary, tylko po to, aby we dwoje zaspokoić swoje podstawowe potrzeby ludzkie związane z mieszkaniem.

Faceci tzw. single wcale też nie mają łatwiej. Singlem jesteś, albo również się nim nagle stajesz. Mój kolega od niedawna jest singlem. Przez 10 lat mieszkał ze swoją partnerką, z która ma dwójkę dzieci. Oprócz dzieci mają też wspólny kredyt, który wzięli na zakup mieszkania, z którego dla swojego spokoju psychicznego musiał się wyprowadzić. Po prostu nie mógł już wytrzymać tych ciągłych kłótni, wzajemnych pretensji, czepiania się o wszystko. Kobiecie po drugim dziecku totalnie odjebało i zmieniła się o 180 stopni. Zresztą! Niektórym kobietom odpierdala jak urodzą dziecko! Czują się wtedy spełnione jako kobieta, a facet może spierdalać na boczny tor. Niektórym kobietom chodzi tylko właśnie o dziecko! Jak je dostają, to faceta kopią w dupę! Mają dziecko, alimenty lub fundusz alimentacyjny, różne zapomogi oraz 500+ i jebać wszystko dookoła! Byle kłótnia i lecą do Sądu, a nierzadko każą facetowi spierdalać z jego własnego mieszkania! To temat rzeka, o którym wiele bym mógł napisać.

Wracając do mojego kolegi, to pomimo, że nie mieszka już w swoim domu, w którym ma kredyt, to ze względu na dzieci płaci swoją ratę regularnie. Dodatkowo oprócz tego został podany o alimenty, więc oprócz wspólnego kredytu musi płacić na wspólne dzieci. Ma więc chłopina duże wydatki! Wiadome jest, że inaczej dysponuje się pieniędzmi w związku na dzieci, a inaczej jak się jest podanym o alimenty. Facet inaczej odczuwa tę sumę! Nie oszukujmy się, ale jest pełno kobiet, które wręcz żyje z alimentów, które facet płaci na swoje dzieci, traktując je jako zastrzyk dodatkowej gotówki, która niekoniecznie idzie na dziecko.

Jako, że wyprowadził się z domu, to musiał również gdzieś zamieszkać. Nie może wrócić do rodziców, ponieważ mieszkają 200 kilometrów od miejsca jego pracy, która daje mu pieniądze na opłacenie tego wszystkiego. Musiał sobie coś wynająć i prawdę mówią miał z tym nie lada problem, gdyż trudno mu było znaleźć odpowiednio tani pokój dla singla, a ze starym chłopem to nikt nie chce mieszkać w mieszkaniu.

Koniec końców udało mu się wynająć podpiwniczenie przerobione na pokój w domu jednorodzinnym, gdzie za sąsiada z góry ma właściciela domu za 1200 złotych. Jeszcze do tego dorzucić rachunki, różnego rodzaju opłaty czy inne zobowiązania i wychodzi na to, że tyra tylko po to, aby przeżyć w warunkach na jakie zasługuje cywilizowany człowiek. Mimo iż na polskie warunki zarabia w miarę dobrze, to i tak wszystko idzie na jego utrzymanie i zobowiązania, które się potworzyły. Nie może z tych pieniędzy praktycznie nic odłożyć, ani kupić.

Z chwilą rozstania momentalnie jego status społeczny i morale zjechały na sam dół, a teraz w dobie wielkiego kryzysu trzęsie portkami, aby nie stracić pracy, bo jak straci swoje jedyne źródło utrzymania, to co on zrobi? Już nie wrzuca zdjęć na „story” jak siedzi na tarasie swojego mieszkania i pije sobie whisky paląc cygaro za 500 złotych. Nic już nie wrzuca, bo jak widać nie ma się czym publicznie pochwalić przed znajomymi. Do tej pory wszystko było na pokaz jak było dobrze. Teraz to jedynie co może robić to oglądać jak inni są na jego miejscu.

A co by było jakby stracił nagle pracę, albo zachorował? Gdzie on się podzieje? Czujesz już ten strach, który zaciska mu pętle na szyi? On czuje to codziennie! I wyobraź sobie, że jeszcze 13 lat tak musi wytrzymać, aż dzieci osiągną pełnoletność. Jak nie pójdą na studia, to odejdą mu chociaż alimenty!

Dlatego warto jest się uczyć uwodzenia kobiet, chociażby po to, aby łatwiej móc zaspokoić swoją podstawową potrzebę, o której właśnie Tobie piszę:):):):)

Jeśli masz rodzinę lub jesteś kobietą, która jest samotną matką również może mieć problem z wynajęciem mieszkania, ponieważ właściciele mieszkań niechętnie wynajmują mieszkania osobom z dziećmi. Czemu? Z dwóch powodów:

  • Z obawy przed zniszczeniem mieszkania, którego może dopuścić się dziecko!

  • Jak jest dziecko, to bardzo trudno jest się pozbyć takich lokatorów! Wielokrotnie się zdarzało, że z wynajętego mieszkania robili melinę i nie płacili za mieszkanie, jednocześnie je zadłużając, a wynajmujący nie mógł nic zrobić, bo jest dziecko! 

Dlatego jak się planuje założyć rodzinę, to najlepiej mieć już „własne” mieszkanie wynajęte od banku na 40 lat w dzisiejszych czasach lub kupić za gotówkę jak się ma na zbyciu 500.000 złotych.

Mając +30 lat siłą rzeczy presja społeczeństwa oraz samo życie zmusi Cię do do wybrania dwóch opcji. Albo kupujesz już „swoje” mieszkanie, albo wynajmujesz sobie kawalerkę. Kawalerkę możesz wynająć sam, ale niekiedy będziesz musiał liczyć się z miesięcznymi wydatkami sięgającymi nawet 60- 85% swoich zarobków. Nie będzie to dla Ciebie opłacalne, tym bardziej jak będziesz brał udział w castingu o wynajęcie kawalerki!

Z partnerką wychodzi taniej, bo po połowie. Jednak tutaj może pojawić się kolejny problem, a mianowicie taki, że może dojść do dużej rozbieżności w zarobkach pomiędzy partnerami. Na przykład mężczyzna zarabia 2500 zł, a jego przyszła żona z +8000 zł. Rozbieżność pojawi się w zarobkach, ale również i w wydawanych pieniądzach, a co za tym idzie kobieta przy zarobkach +8000 zł będzie chciała prowadzić życie na dużo wyższym poziomie, niż mężczyzna, ponieważ ją na to stać, a jego nie! 

On przy swoich zarobkach będzie chciał wynajmować jakieś skromne mieszkanie, a ona może będzie chciała kupić apartament, o którym zawsze marzyła. Niestety nie może tego zrobić, ponieważ pomimo że zarabia dużo, to jednak na ten wymarzony apartament jest to ciągle za mało. Gdyby jej partner zarabiał tyle ile ona, to by było wszystko git, a tak, to on zaczyna być dla niej w pewien sposób kulą u nogi, która zaczyna utrudniać życie i sprowadzać na dół.

Na tym tle mogą dochodzić do kłótni, bo kobieta może chciała na wakacje polecieć do Meksyku, a on ledwo uzbierał na polskie morze. Do tej zarobkowej rozbieżności, dorzucić jego związkowe błędy oraz niskie poczucie własnej wartości, ponieważ jest mu strasznie źle z tym, że jego kobieta zarabia kilkakrotnie więcej od niego pieniędzy i już mamy obraz tonącego związku. Kobieta może stwierdzić, że jej obecny facet nie pasuje do niej pod każdym względem i pora poszukać kogoś na swoim poziomie.

Wracając do tematu…

Ile będziesz mieszkał w tej kawalerce? Presja społeczna będzie cisnęła Cię na założenie rodziny. Kobieta będzie Cię cisnęła o dziecko i gdzie łóżko wstawisz? W kawalerce? Będziecie w troje się tak kisili? Kiedy dziecko jest małe, to nie stanowi to problemu. Problem zaczyna się pojawiać kiedy dziecko zacznie wchodzić w wiek wczesno – szkolny. Jeśli nie jesteś jakąś typową patologią, która umie tylko znosić jaja i nawet nie wie jak się jej dzieci puszczone w samopas nazywają, to będziesz musiał zapewnić dziecku własny pokój, który będzie dla niego schronieniem, miejscem do nauki, wypoczynku, relaksu. Będzie Cię do tego zmuszało TWOJE SUMIENIE ORAZ PRESJA OTOCZENIA DO KTÓREGO ASPIRUJESZ!

Jak chcesz założyć rodzinę, to potrzeba minimum dwóch pokoi, żeby dziecku zapewnić odpowiednie warunki do rozwoju czy nauki i w obecnych czasach najczęściej takie mieszkania są budowane. Czemu tak się dzieje? Wspomnę o tym później.

 Cena dwóch pokoi w Warszawie to jest wydatek rzędu 400.000 – 700.000 zł w zależności od dzielnicy. Tak czy owak! Nie ważne gdzie będziesz mieszkał. Nie ważne czy centrum czy kupisz mieszkanie na przedmieściach. 95% osób w Polsce nie stać na taki wydatek i musi brać kredyt, żeby zaspokoić swoją podstawową potrzebę, która jest mu potrzebna do przeżycia tak samo jak woda, żywność czy powietrze oraz do założenia rodziny.

Więc jak zaspokoić tą potrzebę, którą ma każdy człowiek? Jest sześć wyjść na tę sytuację:

  • Mieszkać dalej z rodzicami.

  • Odziedziczyć mieszkanie po rodzinie.

  • Dostać mieszkanie w prezencie od rodziców.

  • Wynajęcie mieszkanie dwu lub trzy pokojowego.

  • Kupno mieszkanie mieszkania dwu lub trzy pokojowe.

  • Staranie się o mieszkanie socjalne czy komunalne.

Najczęściej niewolnicy jednak chcą kupić mieszkanie lub w ostateczności wynająć. Nie ukrywajmy, że cena miesięcznego wynajmu praktycznie jest taka sama jak rata kredytu w banku, ponieważ zazwyczaj jest tak, że osoby wynajmujące spłacają kredyt wynajmującemu, albo komuś babcia zmarła, którą w latach 50’ przyjechała wraz z rodziną spod lubelskiej wsi odbudowywać Warszawę i ten ktoś chce sobie teraz zarobić na nieświadomych frajerach.

Rodowici Warszawiacy to na wojnie i w Powstaniu Warszawskim wyginęli, a ich miejsce zajęła ludność z całej Polski, która odbudowywała zniszczoną Stolicę. Ci narobili dzieci, wybudowali Ursynów, Targówek, Bemowo, Białołękę, cała Polska się tam sprowadziła, podostawali przydziały na mieszkania, narobili kolejnych dzieci, którzy byli już wielkimi Warszawiakami z drugiego pokolenia mającymi swe korzenienie na Lubelszczyźnie, Podlasiu, Mazurach. I oni śmią tu kurwa coś wspominać na temat słoików i tym samym wprowadzać taki sztuczny podział na Warszawę i resztę Polski? My Warszawa! Wy słoiki! My lepsi, wy gorsi! Wracajcie do siebie!

Całe szczęście prawdziwi Warszawiacy, których wielu dane mi było poznać, są naprawdę zajebistymi ludźmi. I do tańca i do różańca, a najwięcej o „słoikach” mają do powiedzenia najczęściej tylko na internecie „warszawiacy”, których dziadek trzymał świnie, kury i gołębie na balkonie jak przyjechał.

Słoiki też nie lepsze! Mają kompleksy i poczucie niższości, które przejawia się tym, że nagle odcinają się od miasta, z którego pochodzą. Przyjedzie taki z Pizdoklepów Górnych. wyrobi sobie kartę miejską i już zadziera nosa mówiąc do matki przez telefon:

– U nas w Warszawie to już przestało padać! Daj spokój matka! Nie wiem kiedy przyjadę, bo pierdolę przyjeżdżać na taką wiochę! Przecież tam nic nie ma! Nie to co tu u nasz w Warszawie! Tu w Warszawie to jest życie! Nie to co tam u was! A tfuu!!! A tfuuu!!!

Wracając do tematu…

Po okresie wynajmowania najczęściej przychodzi ten dzień kiedy niewolnik stwierdza, że pora pójść na swoje. Skoro tyle lat wynajmował kawalerkę, to najwyższa pora pójść na swoje. Najczęściej ta decyzja zapada kiedy niewolnik związał się z niewolnicą i wspólnie planują przyszłość, a przecież nie będą wynajmować wiecznie kawalerki i płacić komuś raty bankowe jak mogą płacić prawie takie same raty bankowi i być „na swoim”.

Bank udzielając plebsowi kredytu sprawia, że on myśli już, że jest kurwa – na swoim!! Bycie na swoim to jego sens życia, które właśnie kończy się wokół dorabiania się dóbr materialnych. Oczywiście gdyby plebs miał w szkole jakiekolwiek podstawy współczesnych finansów, to by wiedział, że na swoim, to on może i będzie, ale za 30 – 40 lat jak wszystko spłaci! Bank udzielając plebsowi kredytu hipotecznego sprawia, że plebs przez 30 – 40 lat wynajmuje mieszkanie bezpośrednio od Banku. 

Ale weź to powiedź niewolnikom! Weź powiedz niewolnikom, że oni jeszcze nie są na swoim, tylko jak na razie wynajmują mieszkanie od Banku. Niech tylko nie zapłacą jednej raty, to bardzo szybko zobaczą czy są – na swoim – czy też nie! Ale plebs tego nie rozumie. Wielokrotnie zdarzyło mi się spotkać z wielkim oburzeniem i słowami w stylu:

-Jak nie jestem na swoim! Jestem i nie pierdol! Mam swoje mieszkanie, a Ty dalej wynajmujesz? Ja jestem na swoim, a to Ty na nim nie jesteś, BO DALEJ WYNAJMUJESZ MIESZKANIE CZY MIESZKASZ U DZIEWCZYNY – HA! HA! HA! Więc nie pierdol mi, że nie jestem na swoim, bo jestem! Bla, bla,bla…

Oczywiście zanim weźmiesz kredyt, to musisz go jeszcze dostać!! Nie jest powiedziane, że dostaniesz! Minęły już te czasy kiedy kredyty dawali jak w spożywczym każdemu. Jak masz niewystarczające zarobki lub nie spełniasz warunków formalnych, to możesz mieć problem z byciem na „swoim” i pozostanie Ci dalszy wynajem, aby zaspokoić swoją podstawową potrzebę życiową.

Jak nie masz wystarczających zarobków, to musisz szukać dodatkowego źródła finansów poświęcając na to resztki swojego wolnego czasu. Jak jesteś singlem lub odpowiedniej partnerki, z którą się zwiążecie kredytem na całe życie. W taki właśnie sposób dwie osoby muszą się składać na kredyt, by móc go dostać. Bank ma dwoje dłużników, którzy od dziś są pełnoprawnymi niewolnikami z kredytem na szyi na 30 – 40 lat! W taki właśnie sposób jest trafiony również model rodziny, gdzie dwoje ludzi tworzących rodzinę związana nie jest sakramentem małżeńskim, dzieckiem czy uczuciem, ale kredytem, który ich łączy ze sobą.

Tak! 30 – 40 lat spłacania miesięcznych rat po nawet kilka tysięcy złotych. O to tutaj chodzi! Przez te 30 – 40 lat wiele może się zdarzyć w życiu niewolnika. Może on się:

  • Poważnie zachorować i być niezdolny do pracy.

  • Poważnie rozchorować się może jego dziecko.

  • Poważnie rozchorować się może jego żona.

  • Może on, jego dziecko lub żona ulec poważnemu wypadkowi.

  • Stracić firmę lub pracę, która dawała mu główny dochód.

  • Mieć problemy ze znalezieniem nowej pracy przez kryzys.

  • Rozstać z żoną.

  • Mieć długi.

  • Może trafić do więzienia.

  • Może stracić życie!

  • Może życie stracić jego żona

Przez te 30 – 40 lat wiele może się wydarzyć w życiu każdego człowieka. Na pewno myślenie, że:

  • człowiek będzie miał takie same zdrowie przez 30 lat.

  • będzie zarabiał tyle samo przez 30 lat.

  • Będzie pracował w tej samej firmie przez 30 lat.

  • Będzie prowadził tą samą firmę przez 30 lat.

  • Jego związek będzie na takim samym poziomie przez 30 lat.

  • Nic nie wydarzy się w jego życiu nieoczekiwanego przez 30 lat.

Jest bardzo naiwne. Życie różne scenariusze pisze, a przez 30 – 40 lat może życie niewolnika wywrócić do góry nogami lub jak pionka zmieść z planszy.

Niewolnik mając kredyt na garbie przez 30 – 40 lat będzie:

  • Czuł wieczny niepokój i stres.

  • Nie będzie czuł szczęścia.

  • Będzie się wiecznie czegoś bał.

  • Będzie bardziej podatny na złe wiadomości w TV

  • Nie będzie skory do ryzyka.

  • Nie będzie się chciał wychylać.

  • Będzie bardzo posłuszny!

  • Będzie szedł po trupach do celu!

  • Będzie robił rzeczy sprzeczne z jego sumieniem.

  • Będzie często pesymistą i panikarzem.

  • Będzie każdą porażkę zawodową przeżywał bardzo mocno.

  • Będzie szukał ukojenia w alkoholu czy narkotykach.

  • Będąc pracodawcą będzie chciał wycisnąć ze swoich pracowników ostatnie soki.

  • Będąc pracodawcą będzie nakładał całkiem niepotrzebną presję na swoich pracowników.

  • Będzie tylko gonił wynik za wynikiem.

  • Będąc mikro lub małą firmą, która zatrudnia kilka osób, być może będzie kombinował i w tych kombinacjach stratni będą jego pracownicy.

Odpowiedz mi teraz na pytanie czy taki człowiek, który żyje ciągle w nerwach oraz stresie, będzie sobie zaprzątywał głowę jakąś polityką? Aferami? Tym, że go rząd na każdym kroku dyma? Czy taki człowiek będzie stanowił dla systemu jakieś zagrożenie? Czy taki człowiek jest zdolny wywołać jakąś rewolucję i pociągnąć za sobą tłumy? Czy taki człowiek będzie miał czas na dochodzenie prawdy? Samodzielne myślenie? Oczywiście, że nie!

Jak coś pójdzie nie tak w życiu niewolnika przez te 30 – 40 lat, to może istnieć szansa, że popełni samobójstwo z powodów finansowych. Nie wytrzyma presji i targnie się na własne życie mając świadomość, że już kurwa nie jest „na swoim”, bo zalega z ratami.

Jak najczęściej niewolnicy zarabiają na spłatę kredytu hipotecznego?

  • Wyjeżdżając za granicę:

Najszybszą drogą dla wielu niewolników jest wyjazd za granicę i tyranie w kraju, gdzie przelicznik pieniądza jest 4 czy 5 razy większy do złotówki.

Niekiedy wyjazd wiąże się z rozłąką z ukochaną czy rodziną. On tam, ona / oni tu. Bardzo często takie związki na odległość się rozlatują. Niekiedy rozlatują się już za granicą. Nowe otoczenie, nowi ludzie, anonimowość sprawiała, że niektórym kobietom woda sodowa do głowy odbijała i porzucały w kąt wspólny dom i wspólne plany dla inżyniera z Somalii.

  • Wyjeżdżają za pracą do innego województwa, miasta, powiatu:

Ludzie migrują za pracą czyli najczęściej z mniejszych miast do większych. Tam gdzie jest praca, to mieszkania są droższe i kwitnie wynajem, a tam, gdzie nie ma pracy bardzo często można zobaczyć ogłoszenia w stylu: sprzedam mieszkanie tanio lub wynajmę.

Mój kolega się swego czasu pobudował na wiosce. Jego żona miała tam ziemię, więc wybudowali sobie tam domek. Niestety domek w tygodniu stoi pusty, ponieważ żeby go spłacić, oboje musieli wyjechać do Warszawy za pracą, gdyż w okolicy, w której ów domek stoi tej pracy dla nich nie było. Takim to sposobem w tygodniu domek stoi pusty, a oni wynajmują kawalerkę w Warszawie i zjeżdżają tylko do niego na Weekendy. Prawdopodobnie zamieszkają w nim dopiero jak przejdą na emeryturę, jeśli nic się w ich życiu nie zmieni na lepsze 🙂 🙂 

Inni mają tylko troszkę lepiej!

Ze swojego domu jadą niekiedy nawet i 2h do pracy. W tą i z powrotem! I tak codziennie! Dzień w dzień, tydzień w tydzień, miesiąc w miesiąc, rok w rok. Wstają rano i jadą do pracy stojąc w korkach lub cisną się w kolejkach miejskich czy pociągach. Pracują! A potem wracają do domu zmęczeni stojąc w korkach czy cisnąć się w kolejkach myśląc nad tym, że się znów nie wyrobiło jebanego targetu i co to teraz dalej będzie? Wracają do domu i kładą się spać, bo następnego dnia trzeba znów rano wstać. Swój dom traktują jak hotel! Hotel i to luksusowy, bo spłacą go dopiero za 30 – 40 lat, a nie mają czasu, aby się nim nacieszyć!

Przez to nie mają na nic czasu. Mijają się z żoną czy z dziećmi. Cierpi na tym życie rodzinne, którego po prostu nie ma, pomimo domu i zapewnienia tego uczucia bezpieczeństwa. Życie w ciągłym biegu, napięciu i stresie odbija się na życiu rodzinnym, a także na zdrowiu. Pogoń za pieniądzem, pogoń za sukcesem, pogoń za targetem z kredytem na garbie sprawia, że w ludziach uruchamia się taka chora rywalizacja, zazdrość, zawiść, złość, pogarda, brak empatii, pomocy, współczucia.

Każdy myśli tylko o swej dupie. Każdy jest niemiły, zły, zdenerwowany. Potem taka atmosfera udziela się bardzo często w domu rodzinnym, który powinien być oazą spokoju i miłości, a jest miejscem awantur, kłótni oraz nerwów.

Dlaczego tak jest?

Czemu mieszkania są tak drogie? Czemu coś co jest potrzebne praktycznie każdemu człowiekowi do przeżycia robi z nas niewolników praktycznie na całe nasze życie? Czemu coś co powinno zapewnić nam bezpieczeństwo, ciszę oraz spokój daje nam stres, nieprzespane noce oraz nerwy?

Czemu dwupokojowe mieszkanie ze ścianami z karton – gipsu, w mieście, w którym jest praca i możliwość utrzymania, ceny sięgają pół miliona złotych? Czemu biorąc kredyt na pół miliona złotych, spłacasz po latach prawie dwa razy tyle ile wziąłeś? Gdzie tu sprawiedliwość? Przecież za tyle ile oddajesz bankom mógłbyś mieć dwa takie mieszkania i jeszcze kawalerkę do tego w dużym mieście.

Co się wlicza w cenę tak naprawdę Twojego zniewolenia kiedy chcesz zaspokoić swoją jedną z podstawowych życiowych potrzeb?

Żeby w pełni zaspokoić jedną z Twoich podstawowych życiowych potrzeb w pierwszej kolejności musisz zaspokoić:

  • Dewelopera

  • Bank

Dewelopera zaspokajasz dzięki Bankowi, więc te „instytucje” są ze sobą mocno powiązane i myślę, że na pewnym etapie robią ze sobą „ciche” interesy zgodnie z prawem wzajemności WIN – WIN.

– Zaspokojenie dewelopera!

Potrzebę dachu nad głową i własnego kąta, aby móc się gdzie w tym Twoim marnym i niewolniczym życiu podziać, by chociaż się przespać od zapierdalania za miskę ryżu, możesz zaspokoić na różne sposoby. Wiesz! Rynek wtórny, pierwotny czy samemu bawić się w Boba budowniczego. Jednak najczęściej większość niewolników decyduje się na zaspokojenie dewelopera, który wybudował im wymarzone mieszkanie, więc skupimy się na tym wątku.

Jakiś czas temu mój dobry kolega razem z przyszłą żoną zorganizował huczną parapetówkę zakrapianą alkoholem z okazji „bycia na swoim”. Było naprawdę grubo, że aż gospodarz po pijaku niechcący klamką od kibla zrobił dziurę w ścianie z karton – gipsu, więc to chyba mam nadzieję, że na szczęście było.

Zaproszeni goście w tym ja siedzieliśmy przy małym stole na imitacjach taboretów, bo jeszcze nie było nic u nich meblowane i co robiliśmy? Oblewaliśmy ich sukces, który prawdę mówiąc polegał tylko na tym, że oboje mieli zdolność kredytową. Ich sukces polegał na tym, że poszli tylko do Banku.

Dla mnie to żaden sukces i powód do dumy, by w taki sposób podchodzić do tego, że teraz przez 30 – 40 lat będzie się wynajmowało mieszkanie od Banku, więc na pewno z tego powodu nie robiłbym jakiś parapetówek i się cieszył jak łysy do sera, tylko płakał jak kot, że w 21 pierwszym wieku, gdzie niby jest zaawansowana technologia, ja dalej muszę się zapożyczać na całe swoje życie, żeby zaspokoić moją podstawową potrzebę życiową.

No ale nie budziłem ich z tego pięknego snu, bo by mnie chyba zajebali tym krzywo poprowadzonym kablem elektrycznym, którego prześwitującego dało się zauważyć jak słońce wpadło do pokoju. Siedząc tak w gronie naszych wspólnych znajomych, zauważyłem, że chwilowo nie mam o czym z nimi rozmawiać. Gospodarze złapali wspólny język tylko z osobami, które również kupili mieszkanie i dzielili się emocjami z tym związanymi. Opowiadali ile mieszkań zwiedzili zanim kupili, a drudzy również dzielili się swoimi przeżyciami, którymi ja się nie mogłem podzielić.

Ja niestety lub stety mieszkam u dziewczyny w mieszkaniu, która będąc rodowitą warszawianką z drugiego pokolenia, mieszka w swoim mieszkaniu, które kiedyś wykupiła od spółdzielni. Jakiś czas temu stwierdziłem, że po co mam bawić się w jakieś kredyty mieszkaniowe i zadłużać się na całe życie, jak mogę wziąć sobie Warszawiankę z własnym mieszkaniem. W taki właśnie sposób zaspokoiłem swoją potrzebę życiową. Na wszelki wypadek mam jednak odłożone parę groszy na wynajem, jakby coś między nami nie wyszło i musiałbym pakować mandżur, ale nie przewiduję takiej ewentualności, żeby coś nie wyszło. Wszystko jest w najlepszym porządku.

Nie mając wspólnego tematu ze swoimi znajomymi wziąłem butelkę w rękę i przeszedłem się po ich jeszcze pustym dobytku dokładnie je oglądając. Mieszkanie jak mieszkanie! W sumie to nic rewelacyjnego jak dla mnie. Pokój z aneksem kuchennym, drugi pokój, kibel, prysznic, balkon i wsio. No dobra jeszcze portier na dole, który pilnuje porządku w ogrodzonym bloku. Lokalizacja to koniec świata. Praktycznie sama końcówka Białołęki, więc gospodarz musi poświęcić sporo czasu na dojazd do pracy znajdującej się na Mokotowie. Tak sobie chodziłem po ich mieszkaniu i wyłapywałem niedociągnięcia budowlane, które rzucały się mi w oczy, chociaż fachurą budowlanym to ja nie jestem. Zapewne niejeden fachowiec jakby zobaczył tylko źle wypoziomowaną futrynę, która sprawiała, że drzwi od pokoju się same zamykały, krzyknąłby:

-Panie! A kto to panu tak spierdolił?

Kiedy obejrzałem mieszkanie uśmiechnąłem się pod nosem mówiąc cicho do siebie:

-Kurwa pół bańki za takie gówno gdzieś na zadupiu? Ja pierdole! Świat stanął na chuju i tańczy breaka!

Pół miliona złotych kosztował ten pałac mojego kolegę. Kurwa pół miliona złotych za dwa pokoje, kibel i balkon, na którym zmieszczą się może dwa krzesła i mały stolik. Pół bańki za takie coś? Wtedy powiedziałem do kolegi:

-Ty serio za to mieszkanie dałeś 500.000 zł?

Kolega widząc, że coś mi się zaczyna nie podobać odbił piłeczkę mówiąc:

-To znajdź coś tańszego teraz! Człowieku w innych dzielnicach za taki metraż bulisz najmniej 700.000 zł Nie znajdziesz nic taniej, chyba, że poza Warszawą! Ale nie będę pięć godzin jechał w jedną stronę do pracy, byle tylko mieć coś taniej o stówę. I tak mam wystarczająco daleko! Nie znajdziesz nic taniej!

Mój kolega, aby zaspokoić swoją podstawową potrzebę, która jest mu niezbędna do przeżycia zapłacił za nią deweloperowi 500.000 zł oczywiście posiłkując się kredytem w Banku na 30 czy 40 lat! Oczywiście 500.000 zł kolega zapłacił deweloperowi za ten „penthouse”, a Bankowi odda jeszcze po 30 – 40 latach spłaty prawie półtora raza tyle ile wziął! Zależy wszystko od umowy jaką podpisał. Jeszcze trzeba mieszkanie umeblować, a to wiąże się z dodatkowymi kosztami.

W taki sposób się tworzy niewolników, którzy pogodzili się już z tym, że byle dziura na jakimś wypizdowiu jest poza zasięgiem 95% ludzi w Polsce i cieszą się jak dzieci, że udało im się zapłacić odrobinę mniej i są w końcu na swoim. Przeszło to do porządku dziennego na tyle, że dziś kupno mieszkania wiąże się z wzięciem na niego kredytu. Po prostu jest już taka kolej rzeczy, że każdy człowiek jak chce zaspokoić swoją podstawową potrzebę potrzebną mu do przeżycia, musi wziąć na nią kredyt w banku i zadłużyć się na praktycznie całe swoje życie. Nawet były Prezydent Polski Bronisław Komoruski poradził pewnemu chłopakowi, który pytał się go o radę – jak żyć?

-Trzeba zmienić pracę i wziąć kredyt!

W taki właśnie sposób prawie każdy człowiek prędzej czy później stanie się systemowym niewolnikiem, żyjącym wiecznie w stresie, ponieważ niby jest na swoim, ale jednak czuć, że nie do końca tak jest, tym bardziej jak szef w pracy głośniej krzyknie!! TAK MA BYĆ! Rodzisz się, idziesz do szkoły, a potem na studia. Kończysz je i idziesz do pracy. Bierzesz kredyt na mieszkanie i tak Ci czas leci, aż do emerytury. Potem umierasz!

Ale kurwa czy przypadkiem to tak musi być? Czy nie da się zaspokoić tej podstawowej potrzeby dużo tańszym kosztem? Czy nie może być tak, żeby każdego, pracującego człowieka niezależnie od zarobków było stać na własne mieszkanie? Dlaczego tak ma być?

Co się składa na ostateczną cenę mieszkania?

  • Lokalizacja.

  • Ziemia.

  • Materiały budowlane.

  • Robocizna.

  • Przepisy budowlane, pozwolenia.

  • Projekt.

  • Przekręty budowlane.

Oczywiście wymieniłem tylko te podstawowe rzeczy, ale jest ich więcej.

LOKALIZACJA:

Fakt lokalizacja ma duży wpływ na wartość mieszkania i nie ma się co temu dziwić. Jednak zwykłym, szarym, ludziom, którzy wzięli kredyt na 30 – 40 lat, aż tak bardzo nie zależy na lokalizacji. Gdyby tak było to nikt nie decydowałby się dojeżdżać 2 godziny do pracy z miejsca zamieszkania, tylko kupiłby sobie mieszkanie w centrum miasta, skąd wszędzie jest blisko.

Zwykły szary człowiek kupując mieszkanie kieruje się głównie ceną. Lokalizacja jest dla niego drugorzędna. Dlatego bardzo dużo osób pracujących w Warszawie, kupuje tańsze mieszkania na przedmieściach skąd dojeżdżają do pracy. Znam osoby, które pracują w Warszawie, ale ze względu na cenę kupują mieszkania w Siedlcach, Mińsku Mazowieckim, Wyszkowie czy nawet w Łodzi i po prostu codziennie dojeżdżają do pracy. Bywa to dla nich męczące, ale jak to mówi mój kolega, który codziennie dojeżdża ok. 140 km w jedną stronę do pracy:

-Idzie się przyzwyczaić!

Jednak mimo iż wiele osób decyduje się ze względów na oszczędności na kupno mieszkania w teoretycznie mało pożądanej lokalizacji, to i tak 95% ludzi nie stać nawet na mieszkanie na zadupiu. Tak czy owak muszą brać kredyt! Nie ma innej opcji dla nich!

ZIEMIA:

Cena ziemi ściśle związana jest z jej lokalizacją, chociaż też nie do końca, bo są artysty co ziemię pod Pałacem Kultury potrafili kupić za symboliczną kwotę robiąc różne geszefty reprywatyzacyjne i uchodzi im to jeszcze na sucho.

Ziemia jest droga, ponieważ nikt jej nie produkuje. Jednak prawdę mówiąc czy rzeczywiście tak musi być, że musimy płacić za skrawek ziemi nie raz setki tysięcy złotych?

Wyrażę teraz swoje zdanie! Zdanie człowieka, który popiera zdrowy kapitalizm, który idzie w parze ze zdrowym – podkreślam zdrowym socjalizmem!

Z jakiej kurwa paki mam za nią płacić skoro przyszedłem na ten świat i mieszkam na tej planecie? Przecież ziemia jest moja? Prawda jest taka, że jakbyśmy zebrali wszystkich ludzi na świecie i dali im kawałek ziemi, na której zmieściłby się mały domek wraz z ogródkiem, to wszyscy zmieściliby się na powierzchni Australii. Więc w taki sposób można obalić tezy o przeludnieniu ziemi, którymi starają się nas karmić Bille Gejtsy i inne oszołomy.

Jak urodziłeś się w Polsce i jesteś obywatelem tego kraju, to powinieneś mieć z tego tytułu prawo do jednorazowego kawałka ziemi, który byłby Ci przyznany za darmo albo za drobną opłatą, która nie wynosi na pewno kilkaset tysięcy złotych. Czyja jest ziemia? Do kogo kurwa należy Polska? Do polityków? Do kościoła? Czy może do ludzi / obywateli, którzy żeby zaspokoić swoją potrzebę muszą się zadłużać na całe życie, stając się niewolnikiem na długie lata Banków oraz korporacji?

Jakim prawem kawałek ziemi, na której się urodziłeś jest poza Twoim zasięgiem finansowym na tyle, że musisz się zapożyczać w Banku na całe życie jeśli chcesz tylko mieć dach nad głową?

Na ziemi i jej sprzedaży idą takie kolosalne wałki, na których korzysta tylko i wyłącznie elyta. Oni mogą kupić wielkie połacie ziemi za dosłownie bezcen, a zwykły szary człowiek, który chce po prostu zaspokoić swoją życiową potrzebę, która jest mu potrzebna do przeżycia, musi brać kredyt na 30 – 40 lat w Banku, by dzięki temu móc kupić kawałek ziemi i wybudować sobie na nim swój mały domek.

Już kupno samej ziemi, na której będzie można w przyszłości postawić mały domek, niekoniecznie w jakiejś ekskluzywnej lokalizacji, tylko zwykłej, podmiejskiej, jest dla 95% Polaków czymś nieosiągalnym. Już na tym etapie trzeba się zadłużać w Bankach! Czy naprawdę tak musi być? Nie da się tej kwestii rozwiązać w inny sposób? Bardziej przyjazny dla obywateli?

Według mnie każdy uczciwie pracujący Polak narzucone powinien dostać od Państwa na własność i za darmo kawałek ziemi z tytułu tego, że jest Polakiem i w tym kraju przyszedł na świat, żeby tym sposobem był wstanie zaspokoić swoją podstawową potrzebę życiową, która jest niezbędna do przeżycia tak jak jedzenie, picie czy oddychanie. Takie jest moje zdanie!

Można byłoby wydzielić strefy, gdzie człowiek mógłby się budować jeśli by chciał. Kawałek ziemi za darmo, a co sobie na niej postawisz, to już zależy od Ciebie. Jak chcesz mały domek, to stawiaj mały domek. Jak Cię stać na pałac, to postaw sobie pałac. Przynajmniej ziemia powinna być w zasięgu każdego pracującego Polaka.

Działka budowlana na Warszawskiej Białołęce kosztuje za 1600 m2 ok 880.000 złotych czyli niekiedy tyle ile trzy pokojowe mieszkanie na Woli.

Deweloper kupuje tą działkę i stawia na nim blok o powierzchni 1600 m2 – to tylko przykład dla pokazania co mam na myśli.

Na tej powierzchni zmieści się ok. 24 mieszkań o powierzchni 65 m2 czyli takie M3. Każde mieszkanie kosztuje 500.000 zł i już dawno zwrócił się koszt zakupu działki, na której stoi blok. Jednak to tylko sam parter, a blok ma dziesięć pięter i nieważne czy mieszkasz na parterze czy na pierwszym lub drugim czy dziesiątym piętrze! W cenie mieszkania masz już policzoną ziemię, na której stoi blok. Nie ważne czy mieszkasz na parterze czy trzecim czy dziesiątym piętrze.

Każdy nabywca mieszkania w jego cenie ma wliczoną właśnie ziemie, na której stoi blok. Deweloper za nią zapłacił tylko raz. Jednak każdy nabywca mieszkania w bloku również za nią płaci. Jak w tym bloku jest 1000 mieszkań, to 1000 osób płaci za grunt na którym stoi blok określoną kwotę, która mieści się w tych 500.000 zł, za które sobie liczy deweloper od każdego mieszkania.

Zakup ziemi w dobrej lokalizacji również nie jest dla każdego dewelopera. Mali mogą sobie budować co najwyżej małe domki, gdzieś na obrzeżach miasta, a duzi gracze budują wielkie apartamentowce w ścisłym centrum. W Warszawie to jest tak, że kiedy zwolni się jakaś atrakcyjna działka, to od razu znajduje ona szybko swojego zaufanego nabywcę. Jednym słowem Warszawa jest podzielona pomiędzy kilku deweloperów, którzy rządzą w niej i dzielą za przyzwoleniem zapewne pewnych przychylnych oczów. Zresztą do kogo należą firmy deweloperskie? Do byłych Komuchów i SB – ków. Taka prawda, a nie żadna tajemnica.

MATERIAŁY BUDOWLANE:

Blok czy dom jest wybudowany z materiałów budowlanych, które mają swoją cenę. To jest oczywiste! Jak chcesz dom z marmuru, to musisz więcej zapłacić, niż w przypadku ścian zrobionych z jakiejś sklejki. Niestety mam wrażenie, że w tych dzisiejszych czasach, w tym śmiesznym nowoczesnym budownictwie płacisz jak za marmur, a dostajesz karton – gips.

Na materiałach budowlanych w budowlance każdy chce każdego wyruchać, co skutkuje tym, że siedząc na kiblu w swoim nowym domu za pół bańki słyszysz jak sąsiadowi kilka pięter niżej spadła łyżka w kuchni na podłogę, tak się dźwięk i echo niesie. 

Kolega kupił mój mieszkanie i po pół roku już mu ściany zaczęły pękać w jego mieszkaniu za pół bańki. Gdyby w taki sposób nasi starożytni przodkowie budowali swoje budowle, to do dziś nic by nie przetrwało ha ha ha :):):)

Prawda jest taka, że te wszystkie bloki za pół bańki, budowane całym chmarami są budowane na szybkości, niedokładnie, byle tylko zmieścić się w czasie i zaoszczędzić na materiałach budowlanych ile tylko się da!

To tak jak i z polskimi drogami, które po sezonie się psują i trzeba je łatać. Tak jest jak się oszczędza na masie bitumicznej.

Dom mógłby być dużo tańszy jakby był zbudowany z betonu konopnego, ale po co on miałby być tańszy? Im coś jest droższe, tym można więcej na tym przekręcić! 

ROBOCIZNA I PRACOWNICY:

Wiadomo, że blok sam się nie postawi, tylko ktoś musi to zrobić. Ktoś czyli ekipa budowlana składająca się z różnego rodzaju fachowców, którzy są odpowiedzialni – każdy za coś innego. Fachowcy na budowie mają różne stawki w zależności od wykonywanej pracy i doświadczenia. Dlatego też w cenę mieszkania wchodzą również wypłaty dla pracowników budowy budującej mieszkania w bloku.

Taka jest jedna strona medalu! Druga to taka, że obecnie na budowach ( chyba, że coś się zmieniło) pracuje tania siła robocza ze wschodu, której stawki godzinowe zazwyczaj różnią się od tych, które mają Polacy. Tak czy owak ty jako właściciel mieszkania złożyłeś się na wypłaty polskich stawek pracownikom ze wschodu, którzy dostali stawki takie jak pracownicy ze wschodu, a różnicę przyciął deweloper chcąc zarobić jak najwięcej.

W Chinach czy nawet już w USA zaczynają pojawiać się pierwsze firmy z drukarkami 3D, które w ciągu doby są wstanie wydrukować właśnie taki dom. Jaka cena takiego domu? Około 30.000 złotych za 65 m2. Jak widać nie jest to żaden pałac tylko normalna rzecz, która w pełni może zaspokoić potrzeby każdego człowieka. Ja osobiście bardzo chętnie bym w takim domku zamieszkał jeśli oczywiście nie musiałbym się zadłużać na niego całe swoje życie.

30.000 zł jest to naprawdę przystępna cena dla każdego pracującego człowieka za coś co jest mu niezbędne to przeżycia. Piszę to w kontekście tego, że naprawdę jednej rzeczy nie rozumiem w obecnym świecie! Żyjemy niby w technologicznym postępie! Mamy samochody, samoloty, a także byliśmy na księżycu. Mamy komputery, internet oraz budujemy prawie kilometrowe budynki używając różnych innowacji na budowie, to jednak ceny mieszkań zamiast tanieć, to ciągle idą do góry.

Można to porównać do komputerów, które na przestrzeni lat się zmieniały. Kiedyś za niskie parametry komputera płaciłeś krocie, a dziś więcej giga pamięci masz w telefonie, niż w niejednym komputerze wyprodukowanym dekadę temu. To się nazywa technologia, gdzie cena maleje proporcjonalnie do rosnących parametrów w czasie. Jednak budowlanka jak widać jest odporna na różne nowinki techniczne czy innowacyjność, że ceny nowym mieszkań zamiast maleć to cały czas niemiłosiernie idą w górę tak jakby kurwa klamki ze złota były.

Naprawdę jest to dla mnie niepojęte i bardzo zastanawiające, że w dobie rozwoju technologicznego prawie wszystkich dziedzin życia, gdzie człowiek myśli już o kolonizacji Marsa w budownictwie dalej jak w lesie. Mieszkania jak były drogie tak są jeszcze droższe! Nie ma tańszych materiałów? Jakiś zamienników? Nie ma jakiejś automatyzacji? Dalej budujemy tak jak budowaliśmy przed wojną? Wychodzi na to, że skoro nic się cenowo w budowlance nie zmienia, to ta gałąź stoi od wielu lat w miejscu i inżynierowie w starożytności, którzy w Indiach budowali miasta w skałach stali na wyższym poziomie technologicznym niż dzisiejsza dostępna technologia! A może obecne mieszkania, to jedna, wielka, zmowa cenowa?

Zobacz na przykładzie powyższych filmików jak człowiek tylko za pomocą rąk i prowizorycznych narzędzi jest wstanie wyczarować takie cuda, które teoretycznie w pewien sposób mogą być wstanie zaspokoić potrzebę życiową człowieka związaną z własnym dachem nad głową. Wszystko po taniości, gdy tymczasem człowiek cywilizowany z kraju, gdzie buduje się za pomocą zaawansowanego sprzętu tzw. nowe budownictwo, dostaje się podobną prowizorkę z karton – gipsu i podobny metraż, za który niekiedy trzeba zapłacić pół bańki.

PRZEPISY BUDOWLANE, PRAWNE I POZWOLENIA:

Co ma jeszcze wpływ na ceny mieszkań w Polsce? Pojebane przepisy prawa budowlanego, które wymagają uzyskania różnego rodzaju absurdalnych pozwoleń. Nie oszukujmy się, ale przepisy prawa budowlanego mają duży wpływ na rynek mieszkaniowy w Polsce. Kupiłeś ziemię, chcesz sobie postawić na niej domek? Musisz pytać o zgodę pana Urzędnika, który powie Ci czy coś się nadaje do zamieszkania czy nie! Czy możesz coś zbudować czy nie możesz!

Masz działkę z altanką? Straciłeś dach nad głową i nie masz się gdzie podziać? Chuj to kogo obchodzi! Nie możesz zamieszkać na swojej działce! Jak nie masz mieszkania, to sobie je kup, albo bądź bezdomnym. Na swojej działce nie możesz mieszkać! Ona nie nadaje się do zamieszkania! Jedynymi mieszkaniami nadającymi się do zamieszkania są te z karton – gipsu za pół miliona!

PROJEKT:

W cenie mieszkania wiadomo jest projekt, za który deweloper płaci tylko raz! Projekt to tzw. nowoczesne budownictwo z aneksem kuchennym. Dziś na próżno szukać praktycznie w nowoczesnym budownictwie zabudowanej kuchni. Każdy napierdala te aneksy kuchenne i niestety takie mieszkanie jest bardzo trudno wynająć np: studentom. Ludziom opłaca się wynająć kawalerkę, niż mieszkanie dwupokojowe z aneksem kuchennym. Cierpią na tym nie tylko najemcy, ale także wynajmujący, gdyż każdy chce mieć odrobinę prywatności co uniemożliwia aneks!

PRZEKRĘTY:

Budowlanka jest pełna od przekrętów dosłownie na wszystkim! Również zdarzają się przekręty na metrach! Kupiłeś 65 m2 a w rzeczywistości dostajesz np.: 61 m2. Odjęto trochę z balkonu, trochę z każdego pokoju, kibla, przedpokoju i nazbierało się te 4 metry, które nie rzucają się za bardzo w oczy.

Jednak jeśli metr kosztuje 10.000 zł, to 4 metry dadzą Ci 40.000 zł straty, a deweloperowi 40.000 zł zysku. Jeśli w bloku jest 1000 mieszkań i każde jest w taki sposób oszukane na metry, to zobacz w perspektywie całego projektu ile to daje oszczędności! Można za tą sumę już kupować kolejną działkę budowlaną.

Zastanawiałem się ostatnio czemu tak uczepiono się tych aneksów kuchennych? Praktycznie są wszędzie! Jakiś taki dziwny trend nastał, że jak chcesz mieć oddzielną kuchnię to sam sobie musisz wstawiać ścianę na własny koszt. No i jakbyś wstawił sobie sam ścianę, to może wtedy doszłoby do Ciebie, że mieszkasz kurwa w małej klatce za pół miliona niczym zwierzę! Możesz nawet zobaczyć, że być może zostałeś wyruchany za pomocą tego aneksu na metrach, których po prostu nie masz! Wizualnie pokój z aneksem kuchennym wydaje się obszerny, ale jak już wstawisz ścianę z karton – gipsu, to nagle zmienia się perspektywa wizualna. Nagle dochodzi do Ciebie, że parę metrów, za które zapłaciłeś kilkadziesiąt tysięcy się ulotniły.

Ile tak naprawdę to wszystko kosztuje? Czy 500.000 zł?

Ile kosztuje wybudowanie np.: 65 m2 jednego mieszkania w bloku, gdzieś na obrzeżach miasta? Czy to wszystko kosztuje, aż tyle? Czy potrzeba człowieka związana z własnym mieszkaniem jest to jakieś marzenie ze ściętej głowy? Czy nasz stwórca się gdzieś nie pomylił zsyłając nas na ziemię? Czy zaspokojenie tej potrzeby naprawdę tyle kosztuje? Nie można tej konkretnej potrzeby zaspokoić w inny sposób, tylko dzięki kredytowi?

Rozumiem, że deweloper budujący mieszkania chce jednocześnie na nich zarobić, bo po to jest w tym biznesie, ale czy aby przypadkiem nie przesadzają z tymi cenami, które są horrendalne i poza zasięgiem 95% ludzi.

Ile kosztuje wybudowanie mieszkania w stanie surowym?

Tego nikt Ci nie powie! Jest to pilnie strzeżona firmowa tajemnica! Tak samo jak Ferrari utrzymuje w tajemnicy swoje koszty wyprodukowania samochodu, którego potem sprzedaje za grube miliony, tak samo każdy deweloper będzie ukrywał to ile tak naprawdę kosztuje go zbudowanie mieszkania, które potem sprzedaje klientom za pół bańki.

Jakiś czas temu na jednym z forów budowlanych, gdzie przesiadują ludzie o których właśnie pisze, spytałem się wprost ile ich kosztuje wybudowanie jednego mieszkania w bloku w stanie surowym. Nikt mi nie odpisywał, aż do momentu kiedy rzuciłem przybliżoną kwotę mówiąc, że mają dużą przebitkę. Normalnie w jednej chwili wszyscy się na mnie rzucili i zaczęli mnie wyśmiewać, obrażać, wyzywać, odwracać kota ogonem. Jednym słowem zareagowali bezpodstawną agresją na normalne zadane im pytanie! Jeden mi tam zaczął wyliczać ile go kosztuje wszystko i tak wyliczał, że się okazało, że kurwa w jego przypadku nie opłaca się w ogóle nic budować, bo się to nie opłaca. Skoro nie opłaca, to czemu dalej się tym zajmuje?

Ile kosztuje wybudowanie jednego mieszkania w bloku w stanie surowym. Popytałem się trochę osób i przeważnie padała kwota w granicach 50.000 – 70.000 zł przy technikach budowlanych jakie się stosuje na co dzień. Uważam, że można nawet zbić tą cenę jeszcze niżej. Tymczasem takie mieszkanie sprzedawane jest za 500.000 złotych! Jest naprawdę bardzo duża dysproporcja! Gdyby to chodziło o coś innego niż podstawowa potrzeba człowieka potrzebna mu do przeżycia, to bym nawet nie pisał tego bloga. Jednak tutaj chodzi o coś, co jest nam niezbędne do życia .

Czemu jest taka rozbieżność?

Nieoficjalnie mówi się o cichej zmowie deweloperów z bankami! Gdyby mieszkanie kosztowało nawet i te 100.000 złotych to większość ludzi uzbierałaby to sumę sama bez pomocy banków! Dlatego też uderzono z takimi cenami bezpośrednio w główną potrzebę każdego człowieka! Nawet jeśli ceny mieszkań kosztowałyby tak jak kosztują, to jeśli biorę kredyt w Banku na 500.000 zł to oddaję 500.000 zł! 15 lat spłacania jest dużo lepsze, niż zadłużanie się na 30 – 40 lat!

Zaspokojenie Banków:

I tu pojawiają się kurwa cuda na kiju. W skrócie pożyczasz od Banku pieniądze na zakup mieszkania, które jest Ci niezbędne do przeżycia, ale nie wiem czy wiesz, że Bank tych pieniędzy nie ma! On tworzy je z powietrza! Pożycza Ci coś czego nigdy nie miał, na zaspokojenie Twojej życiowej potrzeby, która jest Ci niezbędna do życia, a Ty tym sposobem zadłużasz się na całe swoje życie, by potem oddać 1,5 raza więcej, niż w rzeczywistości pożyczyłeś! Niezły deal co? Skoro Bank sobie wyczarowuje pieniądze z kapelusza, to po kiego chuja chce aby mu to oddawać? Nie może wyczarować tych pieniędzy dla każdego człowieka? Skoro daje coś czego nie ma, to co stoi na przeszkodzie? O kredytach bankowych, które również zniewalają ludzkość będę jeszcze pisał!

PODSUMOWANIE:

Jak sam widzisz ktoś sprytnie zniewolił ludzkość w taki sposób, że główna potrzeba życiowa człowieka jest poza jego zasięgiem finansowym! Czy rzeczywiście nic nie można z tym zrobić? Nie można budować mieszkać, które będą w zasięgu każdego, pracującego człowieka bez względu na jego zarobki? Czy rzeczywiście to wszystko tyle kosztuje? Nic nie można zbudować taniej?

Wiele osób nie oczekuje żadnych marmurów, kominków, luksusów, tylko własnych cztery kątów, w których będzie się mógł schronić. Ciasne, ale własne. Mieszkania mają również wpływ na relacje damsko – męskie, związki, a także stosunki międzyludzkie, bo odmierzają cykl rozwoju człowieka, co powinien on mieć i kiedy to mieć.

Sprawiając, że główna potrzeba człowieka jest poza jego zasięgiem, jednocześnie rykoszetem dostaje model rodziny, który bez mieszkania się rozsypuje i nie ma prawa istnieć.

Pokaż więcej

36 Komentarzy

  1. Teraz jest jeszcze lepszy motyw – z powodu kryzysu covid19.
    Cale panstwa sie zadluzaja w bankach, ktore te pieniadze wyczarowywuja i te wyczarowane pieniadze trzeba bedzie oddac.
    Dlug bedzie splacany przez cale pokolenia a zeby starczylo kasy na rate, wszystkie panstwa beda musialy podniesc podatki.
    Powiem Ci Tyab, ze ten system jest totalnie popierdolony i to sie musi kiedys skonczyc.

  2. Wreszcie jakiś wpis nie będący chorą umysłowo teorią spiskową. Aż dziwne, że Twoje poprzednie wpisy jeszcze widnieją.

  3. Wpis, zajebisty! O wielu sprawach jakie poruszasz wiedziałem. A dom, podkreślam dom parterowy z poddaszem (bez działki) w stanie surowym wybudujesz za 80 000 PLNów! Jak się pomyśli to nawet taniej. A jak się chapnie dotację na budownictwo ekologiczne to jeszcze mniej. A zazwyczaj te młode koguty z englantów działki dostają po wsiach od rodziców i dziadków, które jeszcze nie tak dawno były zasiane żytem albo zasadzone ziemniakami, za darmoszkę.
    To co się teraz wyprawia, te wirusy, smieszny pan w fałHAo, który kreuje rzeczywistość i postawy ludzi, pokazuje jak wiele jest zakłamania i nieprawy w tym świecie!

  4. We wpisie jest sporo prawdy, ale też dużo ćwierćprawd i teorii stworzonych pod tezę.
    -Odnosząc się do podziału polski na działki i rozdania ludziom celem budowy domu, czyżby nie było tak, że za czasów PRL na wiekszosci gruntów budowało się bloki i rozdawało się ludziom za bezcen. Z gruntem zgodzę się byłoby łatwiej bo państwo nie musiałoby się zadlużać, ale teraz jak ustalić w jakich lokalizacjach grunt rozdać? Sam mówisz, że mieszkanie kupuje się by chociażby jakoś dojechać do pracy, najlepszy rynek pracy jest w największych miastach i co ktoś otrzyma działkę w Ełku (specjalnie tak wybrałem ani pobliski Białystok ani Olsztyn nie mają rozwiniętego rynku pracy) będzie dojeżdzał do Warszawy?
    – jeśli chcesz sprawdzić jaka marża jest na mieszkaniach możesz sprawdzić jaką mają spółki giełdowe, które takie dane publikują. Wynika, że jest większa niż na zachodzie ale co ciekawe wieksza jest w malych miastach gdzie grunty są tańsze. W takim Włocławku marża jest wyższa niż w Gdansku
    – szkoda, że spłyciłeś tylko do pierwotnego, wtórny tylko napominając. Pamietaj, że w PL najlepiej sie rozwijaly wielkie ośrodki a mieszkań tam jest za mało do ludnosci napływowych, to robiło popyt. Jest już mało miejsc gdzie można budować i to ma wpływ na cenę
    -wielka budowa prl zobacz dziadki dostały mieszkania a my w podatkach je spłacamy, wiec jakby kolejny kredyt, kredyt za gierka spłacony w 2012 r. czyli zobacz ile ludzi spłacało nie swoje mieszkania a ci co np dostali w warszawie a nie lidzbarku warminskkm to są zarobasy. Dlugi Jaruzeskiego do dziś spłacamy
    -zobacz po wojnie w Gdansku. Zostaly puste kamienice i polacy zaczeli je zasiedlac. Zajmowali całe, rewelacyjne lokalizacje centrum plaża. Tutaj nie bedzie afery reprywatyzacyjnej bo jest dekret o mieniu opuszczonym przez niemców czyli niemcy nie mogą się domagać. W warszawie rodziny mogły. Teraz dużo ludzi ma lepszy start, ktorych dziadkowie byli zwyklymi szabrownikami wchodzac do kamienic po wojnie.

  5. Hmm zarabiales „kosmiczne pieniadze” handlujac maszynami rolniczymi i wynajmowales kawalerke … Cos to sie kupy nie trzyma.

    1. No porównując do moich poprzednich zarobków to były kosmiczne. No tak, bo według Ciebie, to powinienem stawiać od razu pałac po pierwszej wypłacie tak? No i to jest to o czym będę pisał w następnym blogu. Widzę ugrzązłeś mocno w tym, że trzeba”MIEĆ”

        1. Tzn? Jakieś szczegóły? Możesz coś wypunktować? Czy tylko tak palnąles glupotę byle tylko palnac dla samego jej palniecia drogi anonimie? Dalej nie możesz uwierzyć w to, że zdecydowałem się wynająć kawalerkę zamiast kupić? No niestety pomimo iż zarabiałem „kosmiczne” pieniądze podług mojej wcześniejszej pracy w Kancelarii Komorniczej, to jednak nadal nie było mnie stać na zakup mieszkania za gotówkę. Musiałbym brać kredyt, a jak widzisz po tym chociażby blogu jestem anty kredytowy :):)

      1. No spoko. Dla mnie kosmiczne pieniadze to sa setki tysiecy zlotych miesiecznie. Ty mowiac kosmiczne pieniadze, miales na mysli kilkadziesiat tysiecy. Teraz rozumiem dlaczego wynajmowales a nie kupiles. Male nieporozumienie 🙂

    2. Handlując sprzętem budowlanym, ropniczym i jemu towarzyszące, tym z grubszej i górnej półki, można naprawdę grubą kasę zarobić. Akurat Ryan ma rację.

  6. 1. Odnosząc się do podziału polski na działki i rozdania ludziom celem budowy domu, czyżby nie było tak, że za czasów PRL na wiekszosci gruntów budowało się bloki i rozdawało się ludziom za bezcen. Z gruntem zgodzę się byłoby łatwiej bo państwo nie musiałoby się zadlużać, ale teraz jak ustalić w jakich lokalizacjach grunt rozdać? Sam mówisz, że mieszkanie kupuje się by chociażby jakoś dojechać do pracy, najlepszy rynek pracy jest w największych miastach i co ktoś otrzyma działkę w Ełku (specjalnie tak wybrałem ani pobliski Białystok ani Olsztyn nie mają rozwiniętego rynku pracy) będzie dojeżdzał do Warszawy?

    Ja tu nie mówię nic o rozdawaniu za bezcen, tylko o tym, żeby każdego pracującego człowieka stać było na ciasny, ale własny kąt, a nie za dwa pokoje płaci w obecnych czasach prawie pół miliona oddając Bankom dużo więcej, niż się pożyczyło.

    2. – szkoda, że spłyciłeś tylko do pierwotnego, wtórny tylko napominając. Pamietaj, że w PL najlepiej sie rozwijaly wielkie ośrodki a mieszkań tam jest za mało do ludnosci napływowych, to robiło popyt. Jest już mało miejsc gdzie można budować i to ma wpływ na cenę

    Ta tematyka, to temat rzeka. I nadaje się na odrębny dział, a nie krótki wrzut na bloga. Rynek wtórny również nakręca „biznes”, bo ktoś kupuje mieszkanie, remontuje i sprzedaje „drożej”, aby zarobić!

    To co napisałem to jest liźnięcie tematu, więc nie będę tutaj się na blogu rozpisywał jakby to wyglądało z rozdaniem kawałka ziemi. Nie to było celem mojego bloga, aby rozwiązywać ten problem, tylko otworzyć oczy, że praktycznie nasze życie polega na tym, że zadłużamy się na coś co jest nam potrzebne do przeżycia. I nie mówię tutaj o jakiś pałacach, tylko o zwykłym mieszkanku, który zaspokoi podstawowe potrzeby człowieka oraz jego rodziny.

    Dziś nieruchomości to wieli biznes. Biznes na którym robi się na potrzebie potrzebnej do przeżycia.

  7. No dobrze. Jestem już świadomy tego , że kredyt na mieszkanie na własny użytek to zniewolenie.
    Ale co w takim wypadku można zrobić? jak wyłamać się z tego systemu. żeby móc zaspokoić swoje potrzeby i być wolnym?
    Mam znaleźć sobie warszawiankę z komunalnym? 🙂

    1. 1. Zarabiaj tyle by móc sobie kupić mieszkanie za gotówkę, ewentualnie wziąć kredyt na maks 5-10 lat.
      2. Nie wiem! Tak ten system jak widzisz jest skonstruowany, że jedyne wyjście to go obalić, ale na to się nie zapowiada więc masz trzy opcje:
      -Zarabiać tyle pieniędzy by znaleźć się w tych 5%
      – Poddać się systemowi i wziąć jednak kredyt!
      -Znaleźć dupę z własnym mieszkaniem i tak zachachmęcić by mieć prawo do tego mieszkania!

  8. W tej chwile to co napisze to nie obrona banków. Przyjmij taka sytuacje ze to ty pozyczasz osobicie komus kase np 100.000 np na 10 lat no i osoba pozyczajaca oddaje Ci te 100.000 ty masz zamrozona kase i zadnego zysku. Nigdy bys na to nie poszedl bo zadnego zysku bys nie miał no chyba ze jestes altruista ale nie sadze czytajac Twojego bloga. Teraz sytuacja z bankami oni pozyczaja kase dla zysku tyle ze ten ich zysk jest brutalny i zabiora jak nie dasz rady splacac i tu jest problem w wysokosci odsetek i nie prawda jest ze da sie budowac taniej moze jedynie mieszkania i to gdzies na zadupiu bo budowa mieszkan opiera sie glownie o materialy i robocizne ludzi a mieszkania głownie o cene dzialek im lepszy dojazd i punkt tym wyzsza cena od zawsze tak bylo wygoda kosztuje niestety i co w zwiazku z tym ? To ze jak historia pokazuje gdy czlowiek sie rodzi nic mu sie nie nalezy dosłownie nic ile sam wywalczysz od zycia tyle bedzeisz miec. Zyjemy w swiecie dobr cennych i zadkich gdzie wszystko musi byc reglementowane i nie da sie dzielic po rowno. Problemem jest tez to ze teraz juz nawet do lasu isc mieszkac nie mozna chcac sie odizolowac. Wszystko funkcjonuje tak jak kiedys za króla (tylk oteraz białe rekawiczki)jak chlopa nie placił daniny to go wysiedlili i mu zabrali wszystko i tyle ten problem jest odwieczny bioracy sie z natury ludzkiej.

    1. Ja nie mówię o dzieleniu na równo wszystkiego, tylko ułatwienie dostępu, a nie dawania za darmo do zaspokojenia tych dóbr niezbędnych każdemu pracującemu człowiekowi do przeżycia. Czy się nikomu nic nie należy? Tutaj bym polemizowałbym i to mocno. Wiele rzeczy się nie należy! Wiele rzeczy należy sobie wywalczyć, ale akurat kawałek ziemi w kraju / planecie na której się urodziłeś, powinien się należeć. Kościół takim sposobem zbudował przez setki lat setki hektarów latyfundiów ziemskich.

      Gdyby bank miał pieniądze, a nie je sobie sam tworzył, a potem pożyczał na „procent” i odsetki, to bym się nie przyczepił. Jednak jest tak jak opisałem.
      Fakt, faktem większość ludzi w Polsce jest zniewolona właśnie przez m.in kredyty na różne dobra materialne, a kredyt hipoteczny na 30 – 40 lat siedzi na głównym tronie!

      Tutaj akurat opisałem – a w zasadzie tylko „liznąłem”. Można tu by rozmaiwać i rozmawiać. Na pewno nie wyczerpałem tematu.

  9. Tylko w Polsce i krajach byłego ZSRR jest mania „bycia na swoim”. Zesraj się a postaw. W każdym cywilizowanym kraju na świecie ludzie wynajmują mieszkania. Na przykład, w Niemczech zdecydowana liczba mieszkańców bloków/kamienic to WYNAJMUJĄCY. I wcale to nie są osoby kiepsko zarabiające. Po prostu zarobki są komfortowe w stosunku do ceny najmu a ta niewiele się różni od mieszkania własnościowego. Dam wam przykład – zarabiasz 2000 euro netto, płacisz 380 euro za kawalerkę bez rachunków. Gdybyś chciał kupić to mieszkanie to uwiązałbyś się w tym miejscu, w tej pracy na kolejne 15-30 lat. Niemiec zapyta się – a po chuj? Mieszkając z kobietą płacicie po 180 euro za siebie, a to jest mniej niż 1/10 waszej wypłaty (teoretycznej średniej krajowej). Po co się uwiązywać? A jak trafi wam się życiowa oferta biznesu albo pracy 100km dalej, to co? Dalej będziecie siedzieć w kurniku, ale za to waszym!!! :DDDD

    Ceny najmu i kupna mieszkań w Polsce są absolutnie spekulacyjną bańką, która wkrótce pierdolnie i proszę zapisać sobie moje słowa. Po pierwsze, wiele nowych mieszkań jest kupowanych na kredyty od razu pod wynajem. Jest to jeden wielki pierdolony geszeft i mało ludzi zdaje sobie sprawę, jak nadmuchany jest rynek nieruchomości w Polsce. Mianowicie jest sobie Janusz i Grażyna. Prowadzą sobie małą firmę. Mieszkają w swoim ciasnym M2. Dostają spadek po rodzicach, jakieś mieszkanko, które komuś wynajmują. Wtedy orientują się jaka jest na tym kasa. Biorą kredyt hipoteczny pod zastaw mieszkania, które mają. Wynajmują to mieszkanie. Biorą kolejne pod zastaw mieszkania odziedziczonego po rodzicach. Kasa się kręci. Chcą kolejne, ale bank nie da im kredytu, bo mają zbyt niski dochód, bo dochody z najmu – UWAGA – nie są wliczane do przychodu! Dlatego, bo każdy by sobie poszedł i wziął kredyt na mieszkanie i powiedział, że samo się płaci z wynajmu. Więc Janusz i Grażyna wpadają na genialny pomysł – trzeba wliczyć przychody z najmu do obrotów firmy, wtedy bank będzie musiał dać im kredyt. I tak nakręca się biznes – Janusz i Grażyna zarabiają krocie na wynajmie i samospłacających się mieszkaniach, bank zarabia na kredytach, developer zarabia na kosmicznych cenach mieszkań które buduje, a przeciętny Kowalski zastanawia się dlaczego ceny mieszkań i wynajmu są z kosmosu. Przyjazd 2 milionów Ukraińców wcale nie poprawił sytuacji mieszkaniowej. Ceny najmu zaczęły szybować w górę, bo Ukraińcy mieszkalni po 10 w mieszkaniu (coś nie do pomyślenia w Niemczech gdzie na 1 osobę przypada minimum 10 m2 i oddzielny pokój – wymóg prawny) a wraz z nimi zaczęły szybować ceny mieszkań. Wszystko się świetnie kręci do momentu, kiedy przychodzi kryzys. Wtedy ludzie tracą pracę, obcokrajowcy wyjeżdżają a ceny najmu lecą na łeb do REALNEGO poziomu a wraz z nimi lecą ceny mieszkań. Wtedy to Janusz i Grażyna nie będą w stanie spłacać swoich mieszkań. Przejmą je banki. Duzi developerzy swoje zarobili, mniejsi zawiną interes lub zostaną wykupieni przez większych. Taki numer dzieje się średnio co 10-15 lat. I właśnie nadchodzi kolejny.

    1. Tak! Bo komuna zrobiła swoje w mentalności polaków! Nie mieliśmy wcześniej niczego własnego. Pamiętam jak jechaliśmy z wycieczką do Warszawy to główny punkt programu to był McDonald

    2. Ja uwazam, ze warto splacac powoli mieszkanie i miec pozniej swoje. Jak sie trafi lepsza praca gdzie indziej, to nic nie stoi na przeszkodzie, zeby mieszkanie wynajac i tym sposobem dalej je splacac. Pamietaj, ze te mieszkanie, ktore splacisz za 30 lat bedzie mialo bardzo duza wartosc, ktore nastepnie mozesz przekazac swojemu dziecku ! Twoje dziecko bedzie juz mialo start w zyciu. Szkoda, ze malo kto o tym mysli.

      1. Jak wynajmiesz mieszkanie to zarobione pieniądze przeznaczysz na wynajem mieszkania dla siebie biznesowy analfabeto. Na kredyt to się może opłacać jak się dysponuje sporą gotówką, którą się umiejętnie zarządza oraz różnymi zabezpieczeniami w życiu. W innym przypadku zakładasz sobie smycz i kaganiec.

      2. Anonim tak! Spłacasz sobie powoli przez 30 lat! :):):):) ahahahahaha Idealny przykład to kryzys stulecia, który zmiecie nowobogackich w ciągu miesiąca za niedługo!

        Tak sobie każdy spłacał powoli, grzecznie, fajnie, a tu stracił pracę, za granicę nie może wyjechać, bo tam też bida się zaczyna robić, bo VIRUS! :):) Jeśli myślisz, że przez 30 – 40 lat będziesz sobie spłacał coś powoli to się grubo mylisz. Osoby, które mają kredyt na 40 lat wzięty nawet w 1990 roku jeszcze go nie spłaciły!

        Osoby, które w 1990 roku wzięły kredyt na 30 lat
        Dopiero go spłaciły :+)

        Być może się zdarzyć , że niektórym do splacenia zostanie dosłownie parę rat, których nie dane im będzie spłacić 🙂

        1. No widzisz Tyab sa jeszcze ludzie na tym swiecie, ktorzy potrafia sobie zrobic przynajmniej dwuletni bufor finansowy na wypadek kryzysow, wiec jak najbardziej bede sobie powoli splacal 🙂 ahahahah i co zatkalo kakao ? 🙂

        2. Dwuletni bufor finansowy nie zabezpieczy cię od śmierci, trwałego kalectwa, niezdolności do pracy, upadku systemu finansowego w Polsce, choroby bliskiej osoby wymagającej kosztownego leczenia itd itd. W sumie to bierz ten kredyt, załóż sobie grzecznie obrożę i jeszcze się z tego ciesz 😉

          Ja zainwestowałem w siebie i nie potrzebuję kredytu, żeby co 3-4 lata kupić mieszkanie w Polsce za gotówkę. Nie chwalę się czy nie próbuję cię dołować, nie każdy w końcu może lub chce wyjechać z Polski, ewentualnie nie każdy ma cierpliwość, szczęście i możliwość, żeby robić w Polsce „karierę”. Póki co podróżuję sobie po świecie, a kiedyś może kupię sobie dom na emeryturę, np. w słonecznej Toskanii (teraz jest gruba okazja hehe).

      3. „Pamietaj, ze te mieszkanie, ktore splacisz za 30 lat bedzie mialo bardzo duza wartosc,” – wyciągnij magiczną kule z dupy, bo Cię uwiera na nerwy zdroworozsądkowe.

  10. Wpis złoto. Dobry przykład z technologią, ba nawet z samochodami! Golf III, który został wyprodukowany 20 lat temu nie kosztuje 100 000 zł tylko jest w cenie przystępnej dla licealisty, który pracuje w wakacje.
    Od czasów koronawirusa ceny zaczęły magicznie spadać, śmierdzi układami na kilometry.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Back to top button
Close
Close