Zdrowie

Jak zniewolić ludzkość – Część II – Pożywienie i woda

W moim poprzednim blogu, który możesz przeczytać klikając w poniższy link:

Jak zniewolić ludzkość za pomocą mieszkania – Część I

opisałem to w jaki sposób potrzeba życiowa każdego człowieka jaką  jest własny dach nad głową, ma wpływ na: model rodziny, relacje międzyludzkie, relacje damsko – męskie oraz jego zniewolenie na prawie całe dorosłe życie.

Długi i wychowawczy wpis tylko dla dorosłych +18

Będziesz kozak jak go przeczytasz do końca, ale myślę, że nie pożałujesz, bo  :):)

W poniższym wpisie będę kontynuował to w jaki sposób można zniewolić ludzkość uderzając sprytnie w potrzeby niezbędne każdemu człowiekowi do przeżycia i czerpać z tego procederu naprawdę bardzo potężne korzyści. Korzyści nie tylko psychologiczne czyli te związane z niewidoczną gołym okiem, niewolniczą kontrolą tłumów, ale przede wszystkim finansowe.

Jednak nie będzie też tylko o tym. Ogólnie będę chciał Tobie dać maksymalnie do myślenia w związku z otaczającym nas światem. Myślę więc, że ten wpis, a właściwie seria wpisów, która poruszy wiele ciekawych zagadnień związanych z człowiekiem, otaczającym nas światem, zdrowiem, może być szczególnie interesujący dla młodszych czytelników mojego bloga.

Odpowiedz mi teraz na jedno bardzo ważne pytanie!

Co jest co jest cenniejsze od luksusowych samochodów, gór pieniędzy, tony złota, diamentów, rubinów, szmaragdów czy wielkich domów z basenem? Jest takie coś? Zastanów się dobrze!

.

.

.

Zastanowiłeś się już? Masz już odpowiedź co jest cenniejsze od tego wszystkiego za czym obecnie prawdopodobnie gonisz w życiu?

.

.

.

Oczywiście, że JEDZENIE,WODA, POWIETRZE, a także ZDROWIE!

Czyli coś co większość dzisiejszych ludzi tzw. cywilizowanego świata absolutnie NIE DOCENIA!!!

Litwo ojczyzno moja Ty jesteś jak zdrowie, ile Cię trzeba cenić ten tylko się dowie kto Cię stracił…

Wszystko docenisz jak stracić. Tak jest ze wszystkim. Z wartościowymi kobietami, z wartościowymi ludźmi, z wolnością, zdrowiem, jedzeniem, pożywieniem. W tym wpisie skupimy się na jedzeniu i wodzie.

Czemu w dzisiejszych czasach te postępowe, nowoczesne, społeczeństwo krajów tzw. Europy Zachodniej nie docenia jedzenia i wody?

Nie docenia, ponieważ jedzenia i pice mają w bardzo dużym nadmiarze! Mając jedzenie i picie w dużym nadmiarze bardzo często je bezmyślnie marnujemy i nawet się nad tym nie zastanawiamy. No powiedz sam tak z ręką na sercu ile to razy wyjebałeś pełen talerz jedzenia do kibla, bo coś Ci nie smakowało? Zastanawiałeś się nad tym, że może nie powinieneś tego robić, albo chociaż jeść tyle ile jesteś wstanie zjeść, a nie tyle, że połowę wyrzucasz, bo już nie możesz? Mam nadzieję, że po przeczytaniu tego bloga dam Ci do myślenia.

Dziennie w krajach tzw. cywilizacji zachodniej marnuje się bezmyślnie setki ton jedzenia jak i setki litrów wody. Czemu tak się dzieje?

Czemu tak się dzieje, że jedzenie i woda są tak marnowane w krajach rozwiniętych czyli krajach cywilizacji tzw. zachodniej?

Odpowiem Ci na to pytanie w sposób dosyć filozoficzny, chociaż odpowiedź jest bardzo prosta I OCZYWISTA, więc można ją zmieścić w jednym zdaniu, ale chciałbym abyś sam doszedł do odpowiednich wniosków poprzez swoje własne samodzielne myślenie.

Pamiętam jak na początku Grudnia ubiegłego roku będąc w niemieckich Alpach, wybrałem się z moim dobrym kolegą ( Pozdrawiam A. wiem, że to czytasz) na długi spacer w góry podczas, którego wymienialiśmy swoje spostrzeżenia odnośnie życia. Nagle zadzwonił do mnie mój drugi kolega      ( pozdrawiam M. wiem również, że to czytasz) z informacją, że polski rząd w trosce o zdrowie ogółu społeczeństwa planuje wprowadzić podatek od słodzonych napoi – coś takiego o ile dobrze pamiętam.

Stary! Oni maja w dupie Twoje zdrowie! Tu coś się grubego szykuje! Takie głupie podatki zawsze wprowadza się przed jakąś wojną, albo czymś podobnym, aby ściągnąć ze społeczeństwa tyle ile jeszcze można, zanim pierdolnie to co ma pierdolnąć!!!

I takim to sposobem, dzięki jednemu telefonowi kolegi nasza rozmowa o życiu i panienkach zeszła na temat kryzysów w stanach nadzwyczajnych, takich jak wojna czy klęski żywiołowe oraz sposobu przeżycia w tych trudnych czasach, gdzie główną walutą i kartą przetargową wbrew pozorom nie jest ani złoto, ani pieniądze czy różnego rodzaju kosztowności, ale przede wszystkim jedzenie i woda.

Takim to sposobem oboje zgodnie doszliśmy do wspólnego wniosku, że człowiekowi tak naprawdę to nie jest za wiele potrzeba do szczęścia, a przede wszystkim do życia i przeżycia, bo w sytuacji jakiegoś stanu nadzwyczajnego, to praktycznie wszystkie rzeczy materialne, które obecnie są bardzo cenne i przez ludzi gromadzone w pogoni za sukcesem, dosłownej w jednej chwili tracą na swej sile i wartości.

Wystarczy  tylko, że człowiek będzie miał dach nad głową, w co się odziać, zjeść, wypić i czym oddychać. TO WSZYSTKO! Tyle jest mu tak naprawdę potrzebne do życia i przeżycia, a reszta? Cała reszta, którą napędza konsumpcjonizm jest tak naprawdę niepotrzebna człowiekowi do przeżycia, tylko jak widać po ludziach potrzebna jest im do szczęścia, bo dzięki filmom, programom telewizyjnym, serialom, teledyskom, mediom społecznościowym, dzisiejsza definicja szczęścia została wywrócona do góry kołami i całkowicie wypaczona.

W dzisiejszych czasach ten nowoczesny oraz oświecony człowiek tzw. postępowego zachodu utożsamia swoje szczęście nie z duchowością czy chociażby ze swoim zdrowiem, lecz z dobrami materialnymi i ze stanem posiadania, które oznaczają dla niego nic innego jak życiowy „sukces”, za którym przez całe swoje życie goni dorabiając się „tego, śmiego i owego”.

To właśnie ten sukces definiuje poziom jego szczęścia tzw. cywilizacji zachodniej i widać to nawet po branży rozwoju osobistego, gdzie wabikiem na szkolenia związane z tematyką motywacji i sukcesu są zawsze luksusowe zegarki na rękach, drogie garnitury i sportowe samochody, które mają świadczyć o życiowym bogactwie, a połączenie tego wszystkiego z uśmiechem kojarzony jest przez ludzi z życiowym sukcesem, spełnieniem i szczęściem. Sprytne co? Tak działa Prawo Kojarzenia o którym napiszę może jeszcze w przyszłości książkę.

W tym miejscu warto również dorzucić komentarz pewnego jak się mogę domyślać bardzo młodego chłopaka, który to kiedyś przeczytałem na Youtube pod jednym z filmików dotyczących II Wojny Światowej. Jego komentarz znacznie różnił się od naszego toku rozumowania. Dla nas młodych 🙂 chłopaków 🙂 urodzonych w latach 70′ i 80′ ubiegłego wieku naturalną rzeczą było to, że do przeżycia w czasie wojny w pierwszej kolejności potrzebna jest żywność oraz woda. W końcu zgodnie doszliśmy do takich wniosków podczas naszej rozmowy. Kolega z resztą jest z rejonów Kotliny Kłodzkiej i doskonale pamięta wielką powódź z 1997 roku oraz to co się wtedy w pierwszej kolejności dla ludzi liczyło jak w jednej chwili stracili cały dorobek życia, który budowali przez całe swoje życie. Kolega również pamięta to jak się zachowywali niektórzy ludzie w tych ciężkich chwilach, ale o tym powiem Ci później.

A co się liczyło dla tego młodego chłopaka podczas wybuchu wojny? Woda? Pożywienie? Schronienie? Nie!!!  BITCOINY! Według tego młodego chłopaka od Youtubowego komentarza, w czasie wojny najlepiej zaopatrzyć się w Bitcoiny, ponieważ według niego tylko one będą gwarantowały przeżycie, bo złoto mogą Ci zabrać, ale Bitcoinów nigdy nikt Ci nie zabierze z wirtualnego portfela. I dlatego stwierdzam, że jest to bardzo młody chłopak, tzw. Milenials urodzony w latach +2000. 

Po czym tak wnioskuję, że jest to tzw. Milenials? 

Ponieważ tylko tak mogła napisać osoba wychowana w dobie internetu. Tylko tak mogła tylko napisać osoba, która nigdy nie doświadczyła w swoim życiu sytuacji braku internetu, poza tą kiedy to jego rodzice wyłączyli go mu za karę. Po prostu dla ludzi wychowanych na ogólnodostępnym internecie, smartfonach, tabletach, komputerach, laptopach,  smartwatchas, czymś nie do pomyślenia jest to, że mogłoby kiedykolwiek zabraknąć tego wynalazku chociażby na jeden dzień.

Oni nawet nie dopuszczają do siebie takiej myśli. Oni nawet o tym nie myślą, ponieważ dla nich powszechny dostęp do internetu jest oczywistą oczywistością i jedną z pierwszych potrzeb takich jak oddychanie, jedzenie czy picie. Oni myślą, że internet z nimi będzie zawsze i wszędzie bez względu na zaistniałe okoliczności, które mogą należeć do tych „wyjątkowych”. Tymczasem podczas wojny to i owszem internet może być, ale w bardzo okrojonym stanie i to jedynie na potrzeby wojska jak już wchodzimy głębiej w takie tematy, bo tylko oni będą mieli zapewne stały dostęp do prądu. Zwykły cywil, zwykły zjadacz chleba w takich sytuacjach może o nim zapomnieć, bo pierwsze co się robi podczas wojny? Odcina się łączność i przepływ informacji by wywołać chaos i panikę u wroga. Dlatego też w pierwszej kolejności podczas wybuchu II Wojny Światowej Hitlerowskie Niemcy wysadzili most w Tczewie zanim zaczęli bombardować Westerplatte.

Tymczasem osoby wychowane w czasach komuny czy w latach 90′, którzy pamiętają jeszcze czasy bez komputerów, internetu, gumę Turbo, Twój Weekend, gazetki podnietki oraz puste półki w sklepach, zupełnie inaczej podchodzą do tematyki „przetrwania” w trudnych czasach, niż osoby urodzone w bezpiecznych czasach ogólno pojętego dobrobytu na kredyt, internetu w każdym miejscu oraz pełnych półek w sklepach. Inne jest już samo pojmowanie tych stanów przed te dwie grupy.

Do czego zmierzam? 

Stany typu wojna czy klęski żywiołowe sprawiają, że ludzie dotknięci takimi wydarzeniami bardzo szybko zaczynają doceniać nawet suchy chleb, który kiedyś u nich w domu marnował się kilogramami.

Syty głodnego nigdy nie zrozumie.  Ludzie, którzy nigdy nie doświadczyli takiej naprawdę skrajnej biedy oraz idącego z nią w parze głodu, nie wiedzą jak to jest zupełnie nic nie jeść przez kilka dni. Inaczej więc podchodzą do spraw jedzenia i wody, niż ludzie, którzy na co dzień nie mają co do garnka włożyć. Ludzie, którzy nigdy nie doświadczyli głodu i nie mieli pustej lodówki nie będą doceniać jedzenia tak jak osoby, które w swoim życiu wiedzą co to znaczy mieć pusty brzuch.

Czy zauważyłeś może kiedyś to, że nasze babcie i nasi dziadkowie mają wręcz niekiedy fioła na punkcie wyrzucania jedzenia? Moja Ś.P babcia tak miała. Za to, że wyrzuciłem niedojedzony obiad do kibla albo wybrzydzałem mówiąc, że czegoś nie chcę, nie lubię, coś mi nie smakuje, niekiedy łeb mi prawie urwała. Cechą charakterystyczną wszystkich chyba babć jest to, że będą stały nad Tobą i nie odpuszczą, aż wszystko to co dla Ciebie naszykowały na obiad nie będzie przez Ciebie zjedzone mówiąc:

-Nie ma marnowania jedzenia!!

Moja babcia również jako osoba religijna zawsze odmawiała przed posiłkiem i  tuż po nim modlitwę dziękczynną. Dziękowała za to, że ma co jeść. Coś co kiedyś wydawało się dla mnie śmieszne i wielkim obciachem, tak po dłuższym zastanowieniu się ma obecnie wielki sens. Jednak tak jak wspominałem wcześniej. Syty głodnego nie zrozumie.

Nigdy nie pytałem się mojej babci dlaczego ma takiego fioła na punkcie jedzenia. Nigdy również jakoś nie rozkminiałem tego tematu głębiej, chociaż wielokrotnie moja babcia ze łzami w oczach opowiadała jak w wieku 7 lat musiała uciekać w pola z mamą i swoimi siostrami, bo najpierw Niemcy, a potem Ruskie wpadli i rabowali wszystko co się tylko dało, łącznie z kurami, świniami, krowami, które stanowiły pożywienie raz dla jednej, raz dla drugiej obcej armii. Opowiadała jak miesiącami siedziała w ziemiance zbudowanej na szybko w szczerym polu i czekała, aż zagrożenie minie i ruskie, bo to oni głównie okupowali mojej babci wieś, zabawią się, nażrą, popiją, pokradną,pogwałcą i pójdą sobie w pizdu dalej siać zamęt.

Opowiadała jak jej mama i babcia, a moja prababcia i praprababcia szyły na drutach ubrania na zimę z jakiś strzępek znalezionych szmat i pod osłoną nocy wypiekały chleb, którym musiała się wyżywić cała rodzina oczywiście dzieląc się nim po równo. W tamtych czasach i w tamtych okolicznościach chleb miał większą wartość, niż złoto, które skonfrontowane z pożywieniem w czasach głodu czy z wodą w czasach suszy traci całkowicie na swej wartości.

Złoto w tamtych czasach i tamtych okolicznościach było cenne tylko dla okupanta. Dla zwykłego szarego człowieka, któremu wszystko zabrano łącznie ze złotem, większą wartość miał zwykły chleb, który w tamtych czasach i okolicznościach był na wagę dzisiejszego złota. Jednak żeby w to uwierzyć, trzeba to przeżyć i poczuć na własnej skórze, aby to zrozumieć.  Syty głodnego nie zrozumie.

A dziś? Kto Ci z tych nowoczesnych panienek zrobi sweter na drutach? Kto dzisiaj zrobi własnoręcznie chleb? Chyba tylko kulinarni pasjonaci. Wszystko jest dostępne teraz na wyciągnięcie ręki w sklepach najczęściej o kapitale zagranicznym, gdzie półki wyginają się od zagranicznego towaru nafaszerowanego chemią, więc po co to umieć? No tak jest logicznie nawet dla mnie, bo sam tego nie umiem! Bezpieczne czasy w dobie kultu pieniądza i pełnych półek w sklepach wymusiły zanik pewnych umiejętności, które dziś z pozoru są już nie przydatne ze względu na bezpieczne i obfite czasy, w których dane jest nam żyć i się wychowywać, ale pamiętaj, że nic nie trwa wiecznie, co pokazują karty historii. Także jak chcesz s— pokoju, to szykuj się do wojny. 

Kto się podzieli z Tobą chlebem?

Kto się nawet w tych czasach podzieli z Tobą chlebem? Ludzie? Ci ludzie podzieleni ze wszystkich stron przez politykę, religię, kolor skóry, narodowość, orientację seksualną, płeć, status społeczny, pieniądze, dobra materialne, zazdrość?

Ci wychowani na dobrobycie wziętym w kredycie, kulcie pieniądza, wyścigu szczurów i tym sztucznie pompowanym „sukcesie” opartym o posiadanie sportowych samochodów, designerskich ciuchów, picia najdroższego whiskey czy chuj wie czego jeszcze? Oni? Oni, którzy targują się z babcią handlującą przy drodze pieczarkami czy truskawkami o cenę mówiąc:

Pani! Za drogo! Zejdzie pani o 3 złote!

By wieczorem wyjebać 500 złotych na obiad w modnej restauracji na kawałek ziemniaka w sosie posypanym szczypiorem i zajebać tym widokiem wszystkie media społecznościowe od Facebooka, po Instagram, na Snapchacie kończąc. A może Ci co jak pomagają to robią z tego wręcz relację LIVE w mediach społecznościowych i szum ze swojej pomocy informując wszem i wobec, że parę konserw podrzucił pod dom spokojnej starości?

Ta cała pandemia z tym korona – świrusem obnażyła ludzi i ich charaktery! Pokazała, że w obecnych czasach jak nastaną wyjątkowe okoliczności, które dotykają wszystkich bez większych wyjątków, to każdy tak naprawdę myśli już tylko o sobie. Ile to było pokazanych filmików w internecie jak ludzie wykupują za jednym zamachem cały zapas chleba i papieru toaletowego nie myśląc nawet o tym czy wystarczy chleba dla drugiego człowieka?

Moja mama na własnej skórze doświadczyła takiego zachowania, jak w jednym z marketów o kapitale zagranicznym pewna kobieta najebała z 20 chlebów do koszyka nie zostawiając ani kromki dla innych ludzi i jeszcze z mordą wyskoczyła, że ktoś miał czelność zwrócić jej na ten fakt uwagę, że jest to bardo nieeleganckie zachowanie z jej strony. Chuj w to, że ona nawet nie zje tych 20 chlebów, które się zepsują i pójdą na zmarnowanie! Ważne, że JA BĘDĘ MIEĆ, A CHUJ Z INNYMI! Niech giną, głodują, nie jedzą łącznie z ich dziećmi i bliskimi.

Być może w normalnych okolicznościach ta kobieta jest jak do rany przyłóż. Być może w normalnych warunkach da na tacę w kościele czy powie dzień dobry na ulicy. Jednak ekstremalne sytuacje zrzucają ludziom maski z twarzy i pokazują ich prawdziwe oblicze w sytuacjach zagrożenia, których niekiedy nawet oni u siebie nigdy nie widzieli, bo nie było takiej okazji. Nie widzieli, bo z pozoru bezpiecznych i wygodnych czasach nie mieli takiej potrzeby widzieć. Jednak w obliczu jakiegokolwiek zagrożenia ludzie myślą tylko o sobie. Tak jest wszędzie, a te zagrożenie nie musi być wcale związane z ich życiem, lecz może być związane z pracą, kobietą, pieniędzmi. Wtedy włącza się np: zazdrość i najlepszy przyjaciel pod wpływem zazdrości może Ci wsadzić ten przysłowiowy nóż w plecy, a w ekstremalnych sytuacjach zagrażających życiu typu ja albo Ty, dla ratowania siebie może wsadzić Ci nóż nawet i ten prawdziwy. Dlatego też:

Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie czyli w ekstremalnych sytuacjach

Pamiętam jak pewnego bardzo gorącego i suchego lata 94′ roku, tuż po finale MŚ w USA Włochy – Brazylia, na moim osiedlu była wielka awaria wodociągowa i chodziły plotki, że nie będzie ani ciepłej, ani zimnej wody przez kilka dni. Jednak dokładnie nie było wiadomo ile. Kilka tysięcy ludzi w jednej chwili wpadło w panikę i zaczęło wykupywać wodę ze sklepów, a że były to czasy, w których nie było jeszcze molochów o kapitale zagranicznym typu Lidl czy Biedronka, to zapasy wody zostały bardzo szybko wykupione, gdyż nie wiedząc ile tak naprawdę potrwa awaria, ludzie zaopatrywali się w wodę jak na wojnę.

Identycznie było jak przy okazji tej „pandemii”, kiedy to ludzie zaopatrywali się w papier toaletowy, który to w sumie można było na upartego jeszcze zastąpić jakąś Gazetą Wybiórczą czy innym szmatławcem. Jednak wody nie zastąpisz niczym, bo ona nie tylko służy do nawadniania i picia, ale również do mycia ciała, zębów, płukania jamy ustnej, podlewania kwiatków czy spłukiwania nieczystości.

W przeciągu dosłownie tylko jednego dnia wszystkie wody butelkowe w moim mieście zostały wykupione przez ludzi mieszkających tylko na moim osiedlu i w jego okolicach, więc kto chciał się napić wody mineralnej nie miał już takiej możliwości. Co zaczęli więc robić ludzie? Kombinować! Ten kto miał samochód jechał po wodę do sklepów w innym mieście lub do swojej rodziny i się w nią w taki sposób zaopatrywał. Jednak to były wczesne lata 90′ więc i samochodów było dużo mniej w posiadaniu ludzi, niż jest teraz. Ludzie w tamtych czasach dopiero instalowali sobie telefony stacjonarne w domach, a co tu mówić było o samochodzie, który dla niektórych rodzin był luksusem. Mimo, iż mój tata był zawodowym kierowcą, to moja rodzina jednak nie miała samochodu, więc musieliśmy sobie radzić w inny sposób, a przy okazji poznaliśmy moc powiedzenia – prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie.

Awaria wodociągowa trwała tylko i aż cztery dni, które z początku wydawało się, że szybko zlecą, lecz okazało się, że w środku upalnego lata były bardzo uciążliwe i dłużyły się w nieskończoność. Jednak dopiero po dwóch dniach lokalni włodarze podstawili nam na osiedle zaledwie dwa beczkowozy z darmową wodą na kilka tysięcy ludzi. Tak niestety wyglądały wczesne i szalone lata 90′, które były pełne chaosu, nieładu i składu, szczególnie w Polsce B, w której dane mi było się wychowywać, więc do tego czasu trzeba było radzić sobie samemu, tak jak zawsze zresztą. I właśnie w taki sposób poznaje się ludzi i ich charaktery. W ekstremalnych sytuacjach takich jak ta.

Ekstremalne sytuacje:

Kiedy gruchnęła wiadomość na całe miasto, że kilka tysięcy osób przez awarię zostało odciętych od wody, to nagle jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać spod ziemi Janusze biznesu, których mentalność była jeszcze głęboko zakorzeniona w żydokomunie. Janusze przywozili na osiedle zwykłą kranówkę nalaną u siebie w domu do wiadra, do którego jeszcze kilka lat temu za stodołą szczali na stojąco, zanim pociągnięto im namiastkę cywilizacji.

Oczywiście nie za darmo! Nigdy nic nie było i nie ma za darmo, szczególnie w dzisiejszej cywilizacji tego nowoczesnego zachodniego świata, do którego tak bardzo aspiruje Polska i Polacy. Jest zawsze COŚ ZA COŚ! A wszystko ze szczegółami jak to wygląda, opisałem w moim 400 stronicowym E-Booku pod tytułem:

PRAWO WZAJEMNOŚCI – TWOJA INSTRUKCJA OBSŁUGI LUDZI

Chcesz nabyć tego e-booka?  Napisz na damcidomyslenia@protonmail.com , aby dowiedzieć się szczegółów typu: jak, gdzie, kiedy, za ile, po co!

Wracając do tematu. Nic nie ma za darmo. Tak było również i tym razem. Janusze biznesu za zwykłą kranówkę z wiadra kazali sobie płacić jak za wodę z lodowca czy Moeta, chcąc się nachapać ile tylko mogą, póki trwa awaria i miasto jeszcze nie zdążyło podstawić beczkowozów z darmową wodą dla mieszkańców.

Miłujmy się jak bracia, ale liczmy się jak Żydzi.

Nie mam nic do takiej formy zarobkowania, ale są kurwa rzeczy takie jak woda, jedzenie oraz mieszkanie, na których nie powinno się zarabiać, tym bardziej w takiej kryzysowej sytuacji, bo dla mnie to jest nic innego jak zarabianie na ludzkiej krzywdzie i zwykłe kurewstwo.

Chlebem i wodą należy się dzielić w potrzebie i wyjątkowych okolicznościach, a nie jeszcze na tym zarabiać. Żebym został dobrze zrozumiany. Nikt tu nie chciał nic za darmo, bo za darmo nic nie ma – szczególnie w tamtych jak i w tych dzisiejszych czasach, ale ceny za zwykłą wodę z kranu rosły z godziny na godzinę, tak jak ceny za maseczki w dobie tej całej „pandemii”, które w punkcie kulminacyjnym osiągały wartość nawet kilkuset złotych za zwykłą szmatę na gumce. To jest chore!

Moja mama za każdym razem robiąc kurs z butelkami z wodą płaciła inną, wyższą, cenę od tej poprzedniej, aż wkurwiona pokłóciła się z chamem co nią handlował z Żuka i mu wygarnęła, że chce dorobić się na ludzkim nieszczęściu.

A jak zachowywali się wtedy zwykli ludzie?

A jak zachowywali się ludzie w tych niewygodnych chwilach? Jednoczyli się? Wspierali? Być może byli i tacy, ale ja akurat takich nie zauważyłem. Za to zauważyłem zachowanie ludzi w ekstremalnych sytuacjach. Mimo bardzo młodego wieku zauważyłem jak ludzie pod wpływem ekstremalnych sytuacji się zmieniają.

Kiedy podstawili zaledwie dwa beczkowozy z darmową wodą na kilka tysięcy mieszkańców mojego osiedla i jego okolic, to ludzie przepychali się między sobą pod beczkowozem, że aż policja musiała stać i pilnować bydła by się nie deptali wzajemnie. Byli też i tacy, którym nie chciało się stać w kolejce, więc wysyłali po wodę swoich młodych synów, którym też się zazwyczaj nie chciało stać w kolejce i jak widzieli, że jakieś dzieci niosą wodę, to im ją po prostu zabierali zgodnie z prawem silniejszego. 13-14 latek inaczej wygląda, niż 11 a nawet 12 latek. Niby tylko 2 lata różnicy, ale warunki fizyczne jeszcze nie takie, więc taka była ich przewaga. Tak właśnie wyglądały wczesne lata 90′, gdzie nie było jeszcze monitoringu, kamer, telefonów, komputerów, internetu, smartfonów, więc tym sposobem można było poczuć namiastkę bezprawia w szkołach, ulicach, ciemnych bramach, na osiedlach, czy miastach, o czym praktycznie codziennie informowały media w wieczornych wiadomościach.

Moja mama widząc przez okno jak synowie najbliższych sąsiadów z piętra niosą mnóstwo wody, która nie pochodzi z beczkowozów, spytała się więc ich matki skąd mają wodę i czy jest ona też za darmo? Tylko o to spytała i o nic więcej. Myślisz, że sąsiadka podzieliła się z nią tą informacją? Oczywiście, że nie. Kobieta, którą moja mama znała od 86′ roku czyli praktycznie 8 lat mieszkając drzwi w drzwi, ścianę w ścianę, nie chciała powiedzieć skąd ma pierdoloną wodę, tylko zaczęła podbudowywać swoje ego tym, że jest w posiadaniu czegoś, co moja matka nie ma, ale bardzo by chciała to mieć!

Normalnie kobieta, która na co dzień przynosiła nam swoje własne wypieki, ciasta, pączki, faworki, mówiła dzień dobry na klatce pod wpływem tej jednej ekstremalnej sytuacji zmieniła się o 180 stopni i była nie do poznania. Zamiast odpowiedzieć skąd ma dostęp do wody swojej najbliższej sąsiadce, zaczęła się dumnie chwalić i gadać od rzeczy mówiąc:

-Ja to może i jestem prosta baba, ale mam duże znajomości i duże możliwości.

Ewidentnie był to przytyk do mojej matki, że ona jako nauczycielka nie miała na tyle znajomości i możliwości by załatwić sobie głupią wodę bokiem, tylko była skazana na Januszy biznesu z Żuka oraz podstawione po czasie beczkowozy, podczas kiedy ona, jak sama określiła się – prosta kobieta bez żadnego wykształcenia, miała wodę za darmo i co najważniejsze szybko i bez żadnej kolejki. W tej sytuacji poczuła się więc lepsza, więc jej ego wypierdoliło skalę.

Oczywiście w mojej matce się zagotowało od emocji. Taka sytuacja wywołała w niej urażoną dumę, zawód, wkurwienie, ale również i zazdrość, gdyż w złośliwy sposób sąsiadka wsadziła jej szpileczkę w serce, którą to moja matka mocno odczuła. Co więc zrobiła? Jej uparty charakter nakazał jej powiedzenie ostatniego słowa i z wkurwioną miną wspólnie ze mną wyśledziła synów mojej sąsiadki, którzy udali się z pustymi butelkami w kolejny kurs po wodę, tuż za moje osiedle do małego domku, w którym jak się później okazało, mieszkało pewne starsze małżeństwo. 

Korzystając z okazji moja mama weszła ze mną na podwórko tego małżeństwa i grzecznie zapytała się gospodarza czy może poratować wodą, oczywiście za drobną opłatą. Wolała zapłacić, niż stać w kolejkach godzinami i użerać się z ludźmi. Gospodarz miał wodę ze studni i nie chciał za wodę żadnych pieniędzy, więc w tym całym chaosie pojawiła się dobra osoba, która zrobiła coś bezinteresownie dla drugiego człowieka. Mało tego! Widząc moją matkę z małym dzieckiem u boku, zaproponował podwózkę samochodem pod nasz blok i jeszcze pomoc w jej wniesieniu na górę. Takim sposobem, za jednym zamachem, starczyło nam wody już do końca awarii, więc pozostało nam nic innego jak tylko obserwować z okna sznur ludzi tłoczących się z wiadrami pod beczkowozem oraz dzieci sąsiadki, które w te i wewte dalej robili kursy z wodą.

Oczywiście moi sąsiedzi słysząc jak gospodarz oferuje pomoc mojej matce nie omieszkali poinformować swojej matki o tym fakcie. A jak zareagowała sąsiadka na wieść o tym, że moja matka będąc w potrzebie miała czelność pójść po wodę tam gdzie również i ona się w nią zaopatrywała? Zareagowała jakimś dziwnym, złośliwym i niezrozumiałym zachowaniem. Oburzyła się tak jak oburza się kobieta, która widzi jak jej najlepsza przyjaciółka miała czelność kupić sobie taką samą sukienkę na imprezę co ona i wyglądać w niej lepiej niż ona.

Oburzyła się tak jak człowiek, który koniecznie chce wszystkim koniecznie zakomunikować, że ON BYŁ W CZYMŚ PIERWSZY, a jak pierwszy to znaczy, że lepszy, sprytniejszy, mądrzejszy, zaradniejszy, wyjątkowy. Oburzyła się tak jakby moja matka miała jej wypić całą wodę ze studni. Oburzyła się tak jakby moja matka zajebała jej jakieś arcyważne informacje prosto z wioski Smerfów, a tymczasem chodziło tutaj tylko o pare wiader wody czyli tzw. produktu pierwszej potrzeby w kryzysowej sytuacji.

Takim sposobem wyszły ukryte kompleksy mojej sąsiadki, które miała na punkcie mojej matki.

Przy okazji tej ekstremalnej sytuacji wyszła jakaś taka niewidoczna rywalizacja, która jasno pokazała w późniejszych latach, że ona nie traktowała mojej matki jako zwykłej sąsiadki z piętra, tylko kurwa jak jakąś rywalkę w grze na śmierć i życie oraz o złote kalesony babci klozetowej. Taka ekstremalna sytuacja pokazała niepisany podział, który wyszedł zupełnie przypadkiem. Było między naszymi rodzinami dobrze, a przynajmniej tak nam się wydawało, dopóki nie zabrakło wody. Jak to teraz piszę, to jest to dla mnie śmieszna sytuacja, ponieważ sąsiadka już więcej nie przyniosła nam pączków :):):):):):) Również jej synowie obrazili się na mnie chuj wie o co i przez wiele lat nie odzywali do mnie nie wiedzieć czemu.

Podczas tego typu ekstremalnych sytuacji wychodzą ukryte podziały. Ty jeśli to czytasz, to możesz pomyśleć sobie, że Ciebie to nie dotyczy, bo masz grono wiernych przyjaciół i żyjesz ze wszystkimi w zgodzie. Nic bardziej mylnego. Większość ludzi jest podzielona, tylko nawet o tym nie wie, a te podziały wychodzą najczęściej w ekstremalnych życiowych sytuacjach, gdzie zamiast się łączyć w jedność i wspierać, to się jeszcze bardziej dzielimy i kłócimy. Najwyraźniej komuś się to opłaca, żeby tak było. Naród podzielony to naród słaby. Naród słaby to naród posłuszny. Naród posłuszny, to naród zniewolony. Tak ma być i o podziałach jeszcze będę pisał jak się przyjmie dobrze ten blog.

Jeśli teraz polałbym wódki grupie osób, którymi najczęściej się otaczasz i spytałbym się ich o to, co o Tobie myślą, jednocześnie gwarantując im pełną anonimowość, to już w tej sytuacji wyjdą podziały przy alkoholu. Idę sobie rękę uciąć, że 2 na 10 osób będzie miało Ciebie za jakiegoś zjeba, a jeszcze kilka osób powie o Tobie coś w rodzaju:

On jest spoko! Lubię go, ale…

Ale będą jednak mieli jakieś, ALE…co do Twojej osoby, które będzie was mimo wszystko dzieliło. Niby trzymacie się razem, lubicie, śmiejecie się, wychodzicie, ale jednak jest to ALE…, które wychodzi najczęściej w ekstremalnych sytuacjach zakrapianych emocjami zazdrości. Niektórym wcale nie będzie potrzeba nawet zapewniać anonimowości. Nachleją się jak dzikie świnie i bez ogródek będą Ciebie punktowali na każde możliwe sposoby do obcej im osoby, bo sobie coś przypomną sprzed 20 lat. Nawet niekiedy gorzką prawdę co o Tobie myślą powiedzą Ci po wódce prosto w oczy, a na drugi dzień nic nie będą z tego pamiętali i jak gdyby nigdy nic będą podawali Tobie pierwsi rękę.

I wasze podziały wyjdą w ekstremalnych sytuacjach jak np: będziesz potrzebował pomocy i właśnie o tym jest moja książka. O przyjaźni, budowaniu wartość, szacunku. Chcesz się dowiedzieć:

Jak zdobyć szacunek i zbudować mocną wartość w oczach twych przyjaciół, kolegów, znajomych?

Napisz na damcidomyslenia@protonmail.com by dowiedzieć się szczegółów.

Dobra koniec przerwy na reklamę. Wracamy do tematu dalej. Wiesz co mi powiedział mój kolega, który przeżył powódź w 97′ roku?  Że w chwili powodzi były osoby, które ratowały ludziom życie, ale były też i takie, które wykorzystując sytuację i sprzyjające okoliczności szabrowali opuszczone przez ludzi domy w poszukiwaniu kosztowności. Nierzadko sąsiad wykorzystując ekstremalną sytuację okradał własnego sąsiada. Okazja czyni złodzieja i robi wroga z przyjaciela. Kiedy opadła woda, to pierwsze co robili ludzie, to rzucili się na muł z łopatami, kilofami i wykrywaczami metalu w poszukiwaniu kosztowności, które do nich nie należały.

A co by było jakby nagle…

W całej Polsce zabrakło wody?

Co tam mówisz? Co? To nie możliwe? Tak się nie da? Nigdy do tego nie dojdzie? 

Weź nie pierdol!

Rozumujesz teraz jak ten Milenials, który radził ludziom na Youtubie zaopatrzyć się podczas wojny w Bitcoiny. Myślisz tak, ponieważ jesteś przyzwyczajony do tego, że masz wodę na zawołanie. Wstajesz rano, odkręcasz kran i leci woda, którą myjesz zęby, buzię, bierzesz prysznic i spłukujesz poranną kupę. Potem robisz sobie kawę lub herbatkę z cukrem bez cytrynki, którą zalewasz wodą. Jak wstajesz skacowany, to pierwsze co robisz? Pijesz wodę z butelki, którą gdzie kupujesz? Najczęściej w molochach o kapitale zagranicznym, które zalały całą Polskę. Głowa Cię boli? Źle się czujesz? Jesteś zamulony i masz mało energii? Co robisz w pierwszej kolejności, aby poczuć się odrobinę lepiej? Odruchowo ochlapujesz twarz i głowę zimna wodą w celu orzeźwienia lub otrzeźwienia jak popijesz sobie za dużo.

Jak widzisz woda odgrywa w naszym życiu naprawdę wielką rolę, gdyż nasze ciało również składa się w większości z wody i woda jest dla nas źródłem życia już od samego poczęcia, kiedy to pływamy w niej w łonie matki. Woda odgrywa bardzo dużą rolę w naszym życiu i w zasadzie każdy o tym doskonale wie, jednak woda w dzisiejszych z pozoru bezpiecznych czasach na kredyt, jest również niedoceniania samo jak pożywienie i tak jak pożywienie jest marnowana bez opamiętania.

Bez pożywienia możesz wytrzymać gdzieś 3 maks. 4 tygodnie, ale bez wody zaledwie 4 dni w teorii, a w praktyce 3! Jak widzisz wystarczy zaledwie 3 dni i po człowieku. TYLKO 3 DNI!

TYLKO 3 DNI, które wystarczą na to, aby ludzie zaczęli się nawzajem mordować o butelkę wody lub sprzedawać wszystko co mają, walcząc tym samym o przetrwanie.

Tak! Wystarczą tylko 3 dni, aby wprowadzić wielki chaos w danym kraju czy go rozpierdolić od środka lub zniewolić ludzkość. Wystarczy tylko 3 dni, aby ludzie nagle doceniła wodę. Wystarczy 3 dni, aby sobie o niej przypomnieli. Wystarczy tylko 3 dni, aby wartość wody przekroczyła wartość Ferrari. Wystarczy tylko 3 dni, aby ludzie błagali o POMOC I GODZILI SIĘ NA WSZYSTKO, bez najmniejszego protestu z ich strony.

W zasadzie nie 3 dni, tylko nawet 1 dzień, bo trzeciego dnia będą pojawiały się pierwsze zgony. Czemu 3 dnia? Ponieważ ludzie dzisiejszego postępowego i tego nowoczesnego świata, tej rozwiniętej, bogatej cywilizacji tzw. zachodu, mimo iż mają wody pod dostatkiem, to w większości przypadków są niewystarczająco nawodnieni i nawet o tym nie wiedzą. Nawet sobie z tego nie zdają sprawy.

Nie musisz czuć dużego pragnienia, aby być odwodnionym. Powiem więcej! Możesz nawet tego w ogóle nie odczuwać. Wystarczy, że będziesz miał tylko sucho w ustach, co zapewne zaraz zapijesz zazwyczaj małym łykiem wody i będzie już dla Ciebie wszystko gitarka, a potem pierdolniesz sobie kufel zimnego piwka, kawusię, herbatkę, która wbrew pozorom nie jest czystą wodą czy 0,5 litra coli na „orzeźwienie”, tak jak to robił mój już niestety były kolega, z którym dane mi było jeździć w teren jak pracowałem jeszcze w Kancelarii Komorniczej.

Mój kolega był przed 50 i był dosyć otyły. W dodatku miał dziwny nawyk, z którym się obnosił, a mianowicie nic w pracy nigdy nie jadł, ani nie pił. W kancelarii stał zawsze wielki baniak z wodą, którą o dziwo praktycznie tylko ja w zasadzie piłem ze wszystkich pracowników. On nigdy nie pił wody w pracy, szczególnie latem, co o dziwo powinien był szczególnie robić, a inni pili tylko po jednym czy dwóch kubkach na cały dzień. Zazwyczaj oporowo z ich strony leciała kawa, a po pracy kolorowe drinki, a nie woda.

Mój kolega nie pił wody, ponieważ miał w głowie jakieś takie dziwne przekonania na temat jej picia latem, które argumentował tym, że nie pije wody, bo nie chce się pocić. Ktoś mu musiał je zainstalować, chyba, że sam wpadł na to „odkrycie” Ameryki. Nawet raz mi zwrócił uwagę mówiąc:

Co tak pijesz tyle tej wody? Nie pij jej tyle, bo będziesz cały spocony zaraz.

Jednak to nie jest tak, że on nic nie jadł i nie pił w pracy. Tak robił w kancelarii. Jadąc z nim w teren widziałem jak codziennie kupował sobie Snikersa oraz 0,5 coli do tego i mówił na to obiad. Raz się nawet skusiłem na takiego combosa obiadowego i tak mi się potem zrobiło niedobrze, że się prawie porzygałem w samochodzie, a on to pił i jadł dzień w dzień, tydzień w tydzień, miesiąc w miesiąc. Chciałoby się napisać, że rok w rok, ale niestety zmarł na zawał serca i nie dożył nawet 50! 

Jego wiedza na temat jakiegokolwiek odżywiania wołała o pomstę do nieba. Szczególnie na skarcenie zasługuje jego niewiedza dotycząca WODY. Mimo, że ten człowiek miał wody pod dostatkiem, to jednak nie korzystał w pełni z jej dobrodziejstw, ze względu na jakieś głupie przekonania w głowie, że pijąc wodę kiedy jest gorąco człowiek bardziej się będzie pocił. Jak jest gorąco to człowiek się poci, to naturalne i cytując klasyka – taki mamy klimat. Zamiast unikać picia wody, aby się nie pocić, używamy pod pachy np: sody jak nie chcemy chemicznych antyperspirantów. Takie to proste.

Tym bardziej smutno mi z tego powodu, że mówił to człowiek mający już swoje lata, będący po studiach prawniczych i po aplikacji komorniczej czyli teoretycznie doświadczony życiem, wykształcony, oczytany, inteligentny i rozumny człowiek, a jednak w tematyce tylko samej wody, nie mówiąc już o odżywianiu, był prosty i ograniczony, można powiedzieć, że wręcz głupi jak but z lewej nogi. 

Większość chorób przyplątuje się do człowieka właśnie w wyniku niedostatecznego nawodnienia. Szczególnie w podeszłym wieku, dlatego osoby starsze powinny zwrócić szczególną uwagę na odpowiednie nawodnienie swojego ciała. Odpowiednie nawodnienie poznasz po swoim moczu. Im ciemniejszy tym jesteś bardziej odwodniony. No chyba, że masz jakieś inne schorzenia.

Papieroski, wódeczka, browarki, kolorowe gazowane napoje, słone przekąski oraz życie w ciągłym biegu, bo trza kredyt wzięty na 40 lat na schowek na szczotki z karton – gipsu spłacić i pozostaje Ci tylko 3 dni życia jakbyś nagle został odcięty od wody, bo Ty już jesteś odwodniony, tylko o tym nie wiesz. Jakbyś teraz zrobił sondę uliczną i spytał się ludzi ile powinno się pić wody, to większość osób nie będzie tego wiedziała. A jak się ich spytasz ile oni piją wody dziennie, to również nie będą wiedzieć ile, bo nawet na to nie zwracają swojej uwagi. Palną zapewne na ślepo, że z 2 litry, jednak w tych 2 litrach policzą jeszcze piwo, kawę, colę i dopiero na końcu wodę. Wodę należy pić w zależności od wieku, płci, pogody, trybu życia,  minimum 1,5 – 2 litra na dzień. Wodę pijesz przez cały dzień, a nie tak, że nic nie pijesz cały dzień, a na koniec lejesz w siebie na raz całą butelkę.

Bierz pod uwagę fakt, że woda, wodzie nie równa. W Twoim ciele owszem, jest woda, ale ona strukturą różni się od takiej zwykłej wody, którą pijesz na co dzień, a to oznacza, że organizm musi dostarczaną wodę przetworzyć i oczyścić. Wiąże się to z utratą energii, którą na co dzień wykorzystujesz do regeneracji komórek czy do walki z chorobami. Im więcej energii zużywasz to zakwaszasz organizm, który jest jak jedna wielka bateria. Im bardziej go zakwaszasz, tym szybciej się starzejesz, chorujesz, jednym słowem psujesz.

Dodatkowo w jaki sposób ludzie tzw. cywilizacji zachodniej piją wodę? Najczęściej robią to na dwa sposoby. Kupują jakieś gazowane czy smakowe z butelek plastikowych firm zagranicznych, kupowanych na zgrzewki w tych wielkich molochach również o kapitale zagranicznym lub leją wodę z kranu. Plastik nie wpływa dobrze na wodę butelkową, więc jak już pić, to taką wodę w szklanych butelkach. Niestety taka woda jest droższa. Woda z kranu zawiera w sobie sole wapnia i żelaza, które podczas gotowania osadzają się na czajniku.  Dlatego też warto stosować dzbanki z filtrem do wody. Ja mam taki, gdyż mieszkając w Warszawie czajnik był upierdolony fest, a od czasu stosowania filtra czajnik jest jak nowy. Warto też dobrze zagotować wodę. Chińczycy gotują 10 minut wodę. I odstawić zagotowaną wodę na 2 – 3 godziny niech wystygnie i ulotni się chlor, który nagromadzony pozytywnie nie wpływa również na organizm. Niestety gotując wodę nie pozbędziemy się chloru. On musi wyparować.

Jest jeszcze jeden problem z gotowaną wodą. Podczas gotowania owszem, zabijamy różnego rodzaju zanieczyszczenia, ale również aktywny tlen, dlatego picie cały czas gotowanej wody także w dłuższej perspektywie nie nie wpływa dobrze na nasz organizm. Więc jaką wodę najlepiej pić? Wodę ze zbliżoną strukturą do wody w naszym organizmie. A jaka to jest woda? Jest to woda, która za butelkę 750 ml kosztuje ok. 350 złotych. Jest to woda z lodowca, którą możesz sobie zrobić sam. Jakuci mieszkający na głębokiej Syberii nie mają wodociągów, ani studni. Mają też ograniczone odżywianie w takim klimacie, a mimo to dożywają średnio 100 lat i prawie w ogóle nie chorują. Jedyną rzeczą, którą piją regularnie to woda z lodu, który tną i roztapiają w słońcu.

Jak zrobić za darmo wodę z lodowca wartą 350 zł za butelkę, domowym sposobem?

Bardzo prosto i nie sugeruj się ceną, ponieważ w większości jest to tylko marketing. Lejesz wodę z kranu do garnka, gotujesz i studzisz. Następnie wstawiasz do zamrażalnika na 2 – 3 godziny. Woda nie zamarznie cała tylko jej wierzch. Przebijasz ten lód np: przelewając wodę do innego naczynia i już masz wodę z lodowca, którą możesz sprzedawać za 350 zł za butelkę mówiąc, że ona z Antarktydy :):):):). W zimę jest jeszcze szybciej. Wystarczy wystawić garnek na mróz. Ja wieczorem napełniam szklankę kostkami lodu i przykrywam, a jak wstanę to już mam wodę z lodowca :):):) Potem dodaje miodu, cytryny i szczyptę soli i zawsze tak zaczynam swój dzień.

Kontroluj wydobycie, skup oraz import 

Dostęp do wody będący w nieodpowiednich rękach może być idealnym narzędziem kontroli i ludzkiego zniewolenia.

Zauważ co się działo w moim małym miasteczku, z którego pochodzę w 94′ rok,  kiedy zaledwie tylko na kilka dni zabrakło wody na jednym osiedlu poprzez awarię wodociągów. Poszkodowanych było tylko kilka tysięcy osób, a chaos był niesamowity. Zobacz co się działo w Kotlinie Kłodzkiej w 97 roku! Był prawdziwy rozpierdol. Niektórzy odczuwają tę powódź po dziś dzień, a to tylko jest kawałek Polski. Wyobraź sobie teraz co działoby się jakby na terenie całego kraju wydarzyła się taka sytuacja, że nagle przez ekstremalne okoliczności zabrakłoby wody na kilka – kilkanaście dni?

Wiesz co łączą te sytuacje z 94′ roku i 97′? Wiesz co mają wspólnego? Ludzi w większości urodzonych i wychowanych w czasach PRL – u? Ludzie urodzeni i wychowani w PRL – u można przyjąć, że byli inaczej wychowani. Doświadczyli pustych półek i teoretycznie powinni być przyzwyczajeni do kolejek i zahartowani na tego typu niewygodne sytuacje. A jednak mała awaria wywołała chaos w całym mieście wśród ludzi w większości pamiętających dobrze czasy komuny.

Ameryka nigdy nie doświadczyła wojny na swoim terenie, no może poza wojna secesyjną i i Pearl Harbour. W przeciwieństwie do nas Polaków oni nie wiedzą co to jest  wojna z prawdziwego zdarzenia. Zazwyczaj jak przystępowali do wojny to jako ostatni i walczyli na obcym terytorium, a przeciętny Amerykanin informacje z frontu słuchał w radiu siedząc sobie bezpiecznie w domu oddalonym o kilka lub kilkanaście tysięcy kilometrów od linii frontu i bujał się w fotelu.

Pewnego razu pewien speaker radiowy w formie żartu zapisał informację, że w stanie News Jersey wylądowały statki kosmiczne, które zaatakowały USA i Ziemię. Poinformował o wojnie swiatów jaka się toczy na ziemiach USA i jest rozpierdol. Co się działo z ludźmi kiedy usłyszeli ten komunikat w radiu? Wpadli w panikę. W jednej chwili miliony Amerykanów rzuciło się do ucieczki zostawiając swoje domy. Zaczęli pakować się i jechać za miasto, gdzie teoretycznie miałoby być bezpieczniej. W jednej chwili przez tylko jedna informację zapanował niespotykany chaos. Ludzie w starciu przestali logicznie myśleć. Do tej pory przyzwyczajone do spokoju i ciszy, społeczeństwo amerykańskie nie wiedziało co mają robić. Setki osób dostało zawałów serca. Ze strachu przed atakiem kosmitów. Jednym słowem Amerykanie w ogóle nie byli przygotowani na taką ekstremalna sytuację, która była dla nich zupełna nowością. 

My Polacy od zawsze byliśmy gotowi do wojny ze względu na nasze geopolityczne położenie. I to był duży atut naszego dzielnego narodu. Lata zaborów, opresji, powstań i licznych wojen toczących się na naszych terenach,  wyrobił w naszym narodzie ten spryt, który pomagał naszym babciom i dziadkom przetrwać w tych trudnych chwilach i dodawał ludziom tej pewności pewności siebie, odwagi, charyzmy. To właśnie dzięki wyrobionemu sprytowi moja babcia przeżyła wojnę. Ludzie w tamtych czasach wiedzieli co mają robić, jak się bronić, jak przeżyć oraz jak się ukrywać. Ludzie w tamtych czasach wiedzieli jak nie dać się złapać wrogowi.

A teraz? Ludzie żyjący w bezpiecznych z pozoru czasach, bardzo się rozleniwili. Już im nawet nie ma kto opowiadać o wojnie, bo tamte pokolenie, które przeżyło wojnę już zawinęło się w większości do grobu. Jeszcze kilka lat i nie będzie nikogo kto żył w tamtych czasach. Jak myślisz ? Jakby wyglądała II Wojna Światowa w obecnych czasach, gdyby wybuchła? Zupełnie inaczej, niż wtedy. Zupełnie inaczej zachowywałby się społeczeństwo oraz sami żołnierze, którzy zamiast walczyć za kraj by uciekali z pola bitwy nieprzygotowani psychicznie na takie emocje i takie widoki.

Jak wybuchła pandemia to ludzie w Polsce również wpadli w panikę i rzucili się owczym pędem na zakupy jedzenia i właśnie wody. Miałeś już mała próbkę tego jak zachowują się ludzie w bezpiecznych czasach jak nagle wydarzy się taka sytuacja jaka jest obecnie. 

A co by było jakby rzucili się na zakupy, a tu nagle zabrakło dla nich jedzenia i wody? Wyobraź sobie wirusa i brak dostępu do wody i jedzenia. Wyobraź sobie co by się wtedy działo. Myślę, że byłoby jeszcze gorzej, niż w USA po audycji radiowej o wojnie z kosmitami. 

Gdzie ludzie najczęściej zaopatrują się w wodę? Skąd ją przeważnie czerpią?

  • Wodociągi.
  • Sklepy.
  • Studnie.
  • Opady śniegu lub deszczu.

Opady śniegu i deszczu zależą głównie od pogody i pory roku. Człowiek nie ma na to wpływu, no chyba, że istnieje jakaś zaawansowana technologia typu HAARP, która podobno może wywoływać tornada itd. Jak widać po obecnej zimie, której nie było i deszczach, które są jak na lekarstwo, że musimy zaopatrzyć się w wodę w inny sposób.

Najczęściej czerpiemy wodę z kranu lub kupujemy ha w sklepie. Tak robią głównie mieszkańcy miast takich jak chociażby Warszawa. Niektórzy ludzie na wsi mają studnię na podwórku. 

Ten kto ma wodociągi ten ma władzę. Wtedy może bawić się kurkiem i ustalać ceny za zużycie wody. Wystarczy jedna mała awaria wyreżyserowana lub nie i już nie ma wody z kranu, a ludzie panikują. Do czego dążę? Otóż od jakiegoś czasu mówi się o prywatyzacji wodociągów w miastach. Nie jest to nic jeszcze oficjalnego, ale jeśli doszłoby do tego, że jakaś firma prywatna o kapitale zagranicznym wykupiłaby nasze wodociągi, to byłoby nie wesoło, gdyby władza nad wodą Polaków znalazła się w nieodpowiednich, zagranicznych rękach.

Mówię to w kontekście pewnej firmy z Izraela, która była bardzo zainteresowana wykupieniem wodociągów w Polsce.  Jakby tak się stało to pan z Izraela decydowałby czy będziesz się dziś kąpał w ciepłej czy zimnej wodzie oraz czy w ogóle będziesz to robił, bo może być jakaś awaria. 

Co ci wtedy pozostanie ? Lecisz do sklepu jak ja w 94′ i walczysz o wodę. Ale powiedz mi, gdzie ty robisz zakupy? Zapewne w molochach o kapitale zagranicznym, które po wejściu Polski do unii zalały nasz kraj swoimi sklepami i produktami. Taki był główny cel naszego przystąpienia do UE. 

Domyślasz się już do czego zmierzam? Domyślasz się już co ci chce uświadomić? To czy zjesz lub się napijesz zależy od właścicieli zagranicznych tych molochów. To oni sprowadzają do swoich sklepów dla ciebie wodę i pożywienie, które kupujesz.  To oni decydują co jesz, co pijesz, ile tego kupujesz, jakiej wartości dostajesz towar oraz jaką cenę za to zapłacisz. To oni decydują, a nie ty. Ty nie masz na to żadnego wpływu. Jednym słowem jesteś skazany na łaskę na zagraniczne sklepy, które mogą pewnego razu mogą powiedzieć ci – wody nie ma i nie będzie. Jest susza, więc obywatelom państwa, z którego pochodzimy dajemy wodę pierwotnie przeznaczona dla was na sprzedaż. Jednak wynikła ekstremalna sytuacja. Przepraszamy! Zresztą od jutra zamykamy. Sklep będzie nieczynny. 

Co więc można w tej sprawie zrobić? Pójść po pomoc do producenta wód, które są sprzedawane zazwyczaj w tych molochach.  Skoro tak, to po chuj nam te zagraniczne sklepy? Idziemy do producenta bezpośrednio po nasza wodę. Jednak i tu kolejna niespodzianka, bo niby firma z nazwy Polska, woda wydobywana w Polsce, ale wychodzi ci prezes i po niemiecku mówi

-Kupilismy tą firmę jak i kilka innych podobnych i z uwagi na suszę, wodę, która wydobywa nasza firma w waszym kraju przekazujemy naszym rodakom. Przykro mi.

Chuj! Trzeba kopać studnię. Nie ma innego wyjścia. Tak pomyślisz! Jednak przychodzi pan urzędnik i mówi ci, że po mimo suszy nie możesz wykopać sobie studni na swoim własnym podwórku. Nie, bo nie i tyle.  I również w tym wypadku nie od ciebie zależy czy się napijesz czy nie.

Nie można wykopać studni? To jadę w góry napić się wody ze strumienia. Jednak przychodzi pan z sanepidu i w trosce o Twoje dobro Ci tego zabrania pod rygorem kary finansowej. Nie możesz pić wody ze strumienia bo to nie higieniczne. Możesz się zatruć, więc zdychaj z pragnienia.

Nagle spadł deszcz! Jesteś uradowany. Zaczynasz go łapać językiem tak jak kiedyś to robiła pewna naćpana małolata w nieistniejącym już klubie Nemo w Warszawie. Stała w miejscu całą noc i językiem łapała spadające z rury krople wody. Tak robisz! Jednak ktoś cię puka w ramię od tyłu. Widzisz, że to pan że skarbówki, który pyta się czy już odprowadziłem podatek od deszczówki? 

Z pożywieniem jest podobnie, ale troszkę inaczej

Gdzie człowiek zaopatruje się najczęściej w pożywienie?

  • Sklepy i hurtownie.
  • Targowiska i rynki.
  • Restauracje i bary.
  • Bezpośrednio u rolnika czy sadownika.
  • Hodując czy uprawiając je własnoręcznie na działce.
  • Na ulicy lub przy drodze polnej.

Najczęściej ludzie zaopatrują się w pożywienie w molochach o kapitale zagranicznym, które zajebały nam kraj od Pomorza po Tatry. To sklep sprzedaje nam pożywienie. To on decyduje co Ci sprzedaje, skąd to pochodzi, jaką ma cenę i jakość. Do Ciebie należy tylko włożyć produkt, który sklep Ci zaoferował do koszyka i zapłacić. To on decyduje co importuje i od kogo co kupuje, aby Ci sprzedać. Nie masz nic do gadania jako konsument, więc pozostaje Ci nic innego jak kupować pomidory Polskie importowane z Hiszpanii.

Na drugim miejscu są restauracje, gdzie jemy lunch lub zamawiamy kolację. Życie w biegu wymusiło na nas taki tryb życia. Większość tych nowoczesnych, postępowych krajów tzw. cywilizacji zachodniej nie ma czasu zrobić sobie samemu obiadu, bo musi zapierdalać na spłatę kredytu wziętego na 40 lat na mieszkanie z karton – gipsu. Skoro nie mamy czasu zjeść obiadu, to stołujemy się na mieście niestety bardzo często niezdrowo. Restauracje skąd biorą produkty do dań, które jesz lub zamawiasz na dowóz? Ze sklepów, targowisk, rynków. A skąd trafia jedzenie do sklepów? Od rolnika polskiego czy zagranicznego. Jednak dokładnie to chuj wiadomo co skąd jest! Niby pisze, że Polskie, ale kraj pochodzenia Hiszpania.

Jak można zniewolić ludzkość za pomocą pożywienia?

  • Poprzez politykę rolną państwa i przepisy UE.

Przepisy, które decydują co można uprawiać, w jaki sposób, w jakich ilościach, a czego nie można. I jak UE z troski o Ciebie stwierdzi, że nie możesz jeść bananów, bo amerykańscy naukowcy z dupy przeprowadzili najnowsze badania na małpach kapucynkach, że jednak banany powodują Koronawirusa, HIV, Ebolę i Świerzb, to z takimi autorytetami jak oni się nie dyskutuje. Nie, bo nie! Jak UE stwierdzi, że ślimak jest warzywem, to kurwa ślimak jest warzywem więc zaczyna podlegać innym przepisom. Wystarczy tylko jeden przepis i nie jesz już mięsa, bananów, wszystkiego! I wiesz co? Chuj będzie kogo obchodził, że się z tym nie zgadzasz. Nie masz nic do gadania. Jedynie co możesz wtedy zrobić, to oburzyć się w internecie tak jak ja. Jesteśmy jako naród za bardzo podzieleni.

UE może zmienić metody upraw. Jak UE stwierdzi, że nie można w taki sposób uprawiać kapusty, to nie możesz tak jej uprawiać. Chuja masz do gadania chamie pierdolony. Pan Komisarz stwierdził, że nie możesz i tyle. Bo Twoja kapusta nie spełnia norm unijnych i nie może być wprowadzona do obrotu. Ile krzyku było o oscypki, albo o wędzone wędliny, które musiały być wędzone tak jak UE kazała. Chuj, że może to być już nieopłacalny biznes żeby sprostać wymaganiom UE, ale tak ma być. Nikogo nie będzie obchodziło, że jest Ci smutno.

  • Poprzez przepisy prawa krajowego:

Jak babcia pod Dworcem Centralnym w Warszawie sprzedawała własnoręcznie zrobione kanapki, aby dorobić do skromnej emerytury, to trzeba było za pomocą Straży Miejskiej kazać jej wypierdalać z mandatem za nielegalny handel. I tak dobrze, że sanepidem nie straszyli babci, który pilnuje srogo, abyś nosił maseczki. To wszystko dla Twojego dobra! Po jest stworzona armia urzędników. Dla Twojego dobra.

  • Poprzez Twoje zdrowie:

Jesteś tym co jesz. W krajach tzw. cywilizacji zachodniej, tej bogatej, nowoczesnej, postępowej, rozwiniętej, półki się łamią od jedzenia, ale kurwa nie oszukujmy się! Jakie to jest jedzenie? Samo gówno nafaszerowane chemią i przygotowane w taki sposób, aby można było szybko podgrzać jedzenie w mikrofalówce.

W USA są nawet już gotowe jajka sadzone. Nie trzeba rozłupywać skorupy, od razu wrzucasz gotowe jajko na patelnię i za chwilę masz już gotowe danie. Jak chcesz kupić zdrowe jedzenie, to licz się z dużym wydatkiem. Zdrowa żywność jest o wiele droższa, od tej gównianej, a powinno być chyba odwrotnie co? Tymczasem ludziom opłaca się kupować gówno, bo jest tanie.

Potem przyjdzie wiek średni, wybije 40! Po 40 się organizm sypie się jak domki w Jugosławii i zaczynają wychodzić pierwsze choroby spowodowane niezdrowym trybem życia i jedzeniem. I TU CIĘ KURWA MAMY! JESTEŚ JUŻ NASZ GOŁĄBKU! Teraz przez 20, a może i 30 lat zamiast jedzenia, to kupujesz leki, które będą Cię tylko leczyć, ale nie wyleczą! A na końcu zdechniesz na choroby tzw. cywilizacyjne i przyklepią Ci jeszcze COVID-19 na łożu śmierci.

  • Poprzez kreowanie podziałów. UWAGA WPIS WYCHOWAWCZY 🙂

Uwaga! Teraz będzie ostro, chociaż na ten temat planuje oddzielnego bloga, bo poprzez kreowanie podziałów, rozbijanie jedności, niewoli się społeczeństwo. Jak jesteś wrażliwy na wulgaryzmy, to nie czytaj tego dalej.

Teraz będzie ostro, ale nie bierz sobie tego do serca, tylko ewentualnie do myślenia. Ostatnio obejrzałem sobie filmik jakiegoś motocyklisty, „miszcza” świata i okolic w motocrossie, który sobie jeździł motorem po polu, niszcząc plony, jednocześnie naśmiewając się z rolników.

Kto Ci daje jeść? Skąd się bierze pożywienie? Skąd się biorą warzywa, owoce, mięso, drób, mleko?  Drukujesz je sobie w drukarce 3D? Jeszcze trzymają tą technologię w ukryciu, więc skąd? Oczywiście, że od tego rolnika, z którego tak się śmiejesz i po którego polu jeździłeś motorem. To jego owoce ciężkiej pracy Cię nakarmiły. Bardzo dużo osób uważa ludzi mieszkających na wsi za jakiś prostaków, ciemnogród i odrzuty społeczeństwa. Wielokrotnie się z nich naśmiewa. Chodząc do liceum za cel dokuczania obieraliśmy sobie chłopaków co dojeżdżali ze wsi. Mieliśmy ich za coś gorszego.

Nie oszukujmy się, ale istnieje kurwa taki niepisany podział na miasto i wieś. Miasto czyli coś lepszego, a wieś, która wykarmia to miasto, to jest coś gorszego. Ludzie ze wsi też nie pomagają zmienić tej zaściankowej mentalności młodych, wykształconych z wielkich miast. Nie są dumni skąd pochodzą. Wstydzą się powiedzieć, że pochodzą ze wsi, a wstydzić to się można nie pochodzenia, tylko zachowania kiedy słoma z butów wystaje. Wieśniak, to jest mentalność, a nie człowiek mieszkający na wsi.

Wielokrotnie dziewczyny pochodzące ze wsi, leciały na chłopaków z miasta, tylko dlatego, że są z miasta. Tak samo dziewczyny z małego miasteczka patrzyły innym okiem na swojego sąsiada z podwórka, a innym, tym zalotniejszym na Warszawiaka, Krakowiaka, Poznaniaka, Łodzianina, jak przyjechały na studia czy za pracą. Moja ex była dumna, że wyruchał ją rodowity Warszawiak. Taki był z niego rodowity jak ze mnie Nowojorczyk. Urodził się tylko w Warszawie, ale jego stary z wypizdowia przyjechał do stolicy szukać lepszych dni w latach 80′.

Ten chory podział Lublin – Świdnik, Łódź – Zgierz czy Warszawa – Słoiki,  które potocznie warszawiacy z drugiego pokolenia, dumni z pochodzenia, określają ludzi przyjezdnych. ” Nie jesteś ze Świdnika, tylko ze śmietnika”, „Jakie są najdroższe i najlepsze mieszkania w Zgierzu? Te z widokiem na Łódź hłe hłe hłe :):):)”,  „Słoiki wracajcie na swoją wiochę”  – często można przeczytać w internecie jakiegoś Warszawiaka z Białołęki, który swoimi żalami odsyła ludzi do siebie skąd pochodzą, bo ktoś mu zajął na lubelskich numerach jego ulubione miejsce parkingowe.

Kiedyś jechałem tramwajem i widziałem takiego warszawiaka w ujebanej kurtce, tłustych włosach, brudem za paznokciami jakby kurwa dopiero co kopał metro palcyma, który darł ryja przy wszystkich, rozmawiając przez telefon i klął do swojego rozmówcy, żaląc się na słoiki, którym oczywiście kazał w rozmowie telefonicznej wypierdalać z jego miasta. Tak z jego miasta i to mnie najbardziej wkurwiło. No wyobraź to tylko sobie. Jedzie taki cham tramwajem, ryja drze, ślina mu leci po mordzie, bo tak się zapowietrzył i on tu kogoś miał czelność wyzywać od słoików i wyganiać z jego miasta? I on uważa się za Warszawiaka? Już myślałem, że powie jeszcze tylko jedno słowo, a zaliczy zaraz awarię tego wystającego jak u nutrii zęba, którym mógłby blachę ciąć na atomy.

Na jego szczęście przypomniałem sobie, że znam całą masę rodowitych warszawiaków z drugiego, trzeciego pokolenia, którzy są jak do rany przyłóż i do tańca i do różańca, łącznie z moją dziewczyną i jej rodziną. A to kurwa co tam siedziało i śmierdziało, to jakiś rodowity trzan, który nawet nie zna historii swojego własnego miasta, więc chuj mu w dupę z urzędu – pomyślałem sobie i tym spokojem szybko się uspokoiłem.

Piszę Ci  o tym tylko w jednym celu:

Ostatnio odezwał się do mnie chłopak, który miał dylemat, ponieważ poznał kobietę, ale wstydzi się tego, że ma pole i jest z zawodu rolnikiem. Czy to jest kurwa normalne? Gość co karmi całą Polskę swoją ciężką pracą, wstydzi się tego? Za moim osiedlem w rodzinnym mieście jest pole po którym często spaceruję. Ostatnio zagadałem do faceta co jechał ciągnikiem. Ot tak, bez powodu. Pogadaliśmy i chłopina zwierzył mi się, że jego dwaj synowie nie chcą przejąc po nim gospodarstwa, tylko chcą wyjechać do większego miasta, bo orać pole całe życie według nich to wstyd i hańba.

Z jednej strony ich rozumiem, ale z drugiej strony, to może sprzedajmy całą Polskę i wszyscy przeprowadźmy się do wielkich miast, skoro i tak tam każdy wyjeżdża? Jednak gdy to zrobimy, to kto będzie produkował dla nas pożywienie? Ktoś musi to robić, bo samo się nie zrobi. Jeszcze nie ma takiej automatyzacji, a rolników jest coraz mniej. Rolników ubywa. Młodzi nie chcą się bawić w gospodarkę. Zresztą w obecnych czasach inaczej też wygląda wieś, niż kiedyś. Z powodu Koronawirusa wyjechali Ukraincy i nie ma kto zbierać truskawek i malin. Jeśli nikt ich nie zbierze, to się zmarnują. Jeśli nikt ich nie zbierze, to nie będzie malin, a jak będą to w horrendalnych cenach. Tak to wygląda.

Podobnie jest ze wszystkim innym. Ktoś musi pracować, by inny mógł odpoczywać. Ktoś musi być śmieciarzem, ktoś inny lekarzem. Ktoś musi być piekarzem, a ktoś inny strażakiem, nauczycielem czy policjantem.  Niestety tak się jakoś przyjęło w tym zachodnim, nowoczesnym, społeczeństwie, że Twoją wartość ustala się nie poprzez Twoje serce, jakim jesteś człowiekiem, tylko kim jesteś, ile zarabiasz, co skończyłeś, gdzie mieszkasz, co posiadasz, czym się zajmujesz. Dlatego też każdy chce być wykształcony, mieć studia, robić karierę i pracować w biurze, bo tak wygląda młody, wykształcony człowiek sukcesu z wielkiego miasta.

Jak pracujesz na roli, to pewnie jesteś głupim chłopkiem roztropkiem. Jak skończyłeś studia, to jesteś yntelygentnym człowiekiem. Jak jesteś sprzątaczką, to pewnie nie masz żadnej ambicji w życiu. Jak jesteś prawnikiem, lekarzem, nauczycielem, to masz autorytet. Jesteś człowiekiem sukcesu. Jesteś lepszy od innych.

A jak to z tym bywa naprawdę? I oczytany człowiek potrafi być głupi mówiąc, że nie będzie pił wody – bo się jeszcze spoci. Przez takie podziały nikt nie chce zbierać malin. Bezrobotni nauczyciele tego nie zrobią, no bo jak to? Oni? Oni magistry? Nie po to studia kończyli, żeby zbierać maliny.  Maliny są dla głupków, a oni głupkami nie są. Mają zakłamaną historię Polski w małym paluszku. Skoro tak, to malin w tym roku nie będzie. Nie będzie, bo nie ma ich kto zebrać. Wstydem jest przecież zbieranie malin. Co powiedzą koledzy, gdy mnie zobaczą? Co powie sąsiadka? Co powiedzą w rodzinie? Nie! Maliny to nie dla mnie – nie dla mnie taka praca. Wolę mieszkać ze starymi i być na ich utrzymaniu. 

Nie bój żaby:

Tak to wygląda. Ale nie bój się. Nawet jak Ci w ekstremalnych sytuacjach odetną pożywienie, to i tak możesz przeżyć. Tak naprawdę człowiek to życia nie potrzebuje przyjmować wiele pokarmów. Wiele mu nie trzeba do przeżycia. Szczerze powiedziawszy, to warto od czasu do czasu zrobić sobie głodówkę. W każdej religii ona praktycznie występuje. Głodówka oczyszcza i regeneruje nasz organizm, ale pamiętaj, że należy ją przeprowadzać z głową. Niestety wspominając Ci o głodówce muszę napomknąć, żebyś skontaktował się z lekarzem lub farmaceutą, gdyż głodówka źle stosowana, może zagrażać Twojemu zdrowiu lub życiu.

Człowiek jak chce to znajdzie pożywienie w przyrodzie i takim sposobem przetrzyma ekstremalną sytuacją. Będzie jadł korę drzew, trawę, jakieś robaki, mech i to mu starczy. Będzie żył. Wiadomo, że nie pojedzie takim trybem życia już do końca swoich dni, ale może na takiej diecie przetrwać wiele dni, tygodni czy miesięcy. Ludzie tylko tak jedli podczas wojny kiedy ukrywali się po lasach. Z wodą niestety tak dobrze już nie ma co świadczy o tym, że dla człowieka ma dużą większą wartość, niż pożywienie.

Bez wody nie ma pożywienia

Chociaż dlatego woda jest ważniejsza od pożywienia. Bez niej jego po prostu nie będzie. Bez wody nic Ci nie urośnie. Wcześniej wspominałem Ci co by mogło być, jakby nagle zabrakło wody. Chciałem tym sposobem uświadomić Ci jak ważną rolę w naszym życiu odgrywa woda, której możesz nie doceniać i ją marnować. Jednak ktoś może zrobić pstryk i tej wody nie będzie. Pokazałem Ci jak łatwo można odciąć człowieka od wody w Polsce. I tu właśnie leży problem naszej niezależności. 

Nie bój! Nie będzie tak, że wody w ogóle nie będzie. Woda będzie, nie zabraknie jej. Nawet w jakiś wyjątkowych i ekstremalnych sytuacjach ludzie będą mieli do niej dostęp. Jednak ten dostęp może być mocno ograniczony i na to chciałem Ci tylko zwrócić swoją uwagę. Jak będzie dostęp do wody ograniczony, to zmieni się Twoje życie oraz przyzwyczajenia. Może być to dla Ciebie mocny wstrząs.

Tego bloga pisze również w kontekście wielkiej suszy, o której się bardzo mało mówi w mediach. Ciągle tylko słyszy się o tym Koronawirusie, ale  nikt nie mówi o suszy jaka obecnie panuje w Polsce, ale również w Europie. Nie było w ogóle zimy. Nie było wcale śniegu. Deszcz też nie padał długi czas, a jak padał, to tylko przez kilka chwil i przestawał. Nie było jeszcze takiej konkretnej burzy z piorunami tej wiosny i jest to bardzo dziwne. Owszem popadało sobie trochę. Raz mocniej, raz lżej, jednak to nie wystarczy, aby odpowiednio nawodnić glebę.

Są to bardzo niepokojące wiadomości, ponieważ jeśli taki stan utrzyma się do lata, w którym to dodatkowo mogą Polskę nawiedzić fale tropikalnych upałów, to może spełnić się najczarniejszy scenariusz, na który wiele osób w Polsce może być kompletnie nieprzygotowana, a Koronawirus przy tym to mały pikuś.

Nieszczęścia chodzą parami, a susza w jakiej parze chodzi? Oczywiście chodzi z głodem w parze pod rękę.

Nie ukrywajmy, ale kojarzy mi się to z biblijnymi jeźdźcami apokalipsy! Jest zaraza, jest susza i wychodzi na to, że będzie za niedługo również i głód. Głód który dla większości osób jest czymś zupełnie obcym. Susza może sprawić, że w tym roku:

    • Pożywienia będzie jak na lekarstwo.
    • Woda i pożywienie może być rozdysponowane po równo przez wojsko.
    • Dostępne pożywienie będzie w zawrotnych cenach.
    • Ludzie będą zmuszeni jeść nie to co lubią i chcą, tylko to co muszą.
    • Wprowadza się żywność modyfikowaną genetycznie, aby wypełnić braki pożywienia na rynku i zaspokoić ludzkie potrzeby.

Wiesz co? Mam taką spiskową teorię, że ta cała pandemia z tym koronaświrusem, to pomału przygotowywanie ludzi właśnie na nadchodzącą suszę. Już pomału zaczynają apelować, aby oszczędzać wodę. Gdzieś wyczytałem, że ręczne myjnie samochodowe  w celu oszczędności wody mogą zostać na jakiś czas wyłączone.

Co jeszcze może zostać zakazane lub zlikwidowane w czasie suszy?

Przemysł, który zużywa na co dzień dużo wody. Co jest takim przemysłem, który zużywa dużo wody? Jakie usługi również to robią?

  • Przemysł tytoniowy.
  • Przemysł alkoholowy.
  • Hotelarstwo.
  • Restauracje.
  • Centra handlowe.
  • Przemysł mięsny.
  • Przemysł wydobywczy.
  • Biurowce.

Zobacz jak się wszystko układa w całość. Przez COVID – 19. Na kilka miesięcy zostały wyłączone hotele, restauracje, centra handlowe, szkoły, a także biurowce, gdzie pracownicy zostali odesłani na home office. Są to miejsca, gdzie woda się leje litrami, ponieważ przebywa tam pełno ludzi. Zamrażając gospodarkę przez te kilka miesięcy zaoszczędziliśmy trochę wody, która może się nam przydać w czasie suszy. 

Teraz odmrażają gospodarkę pomału, ale nie jest wcale powiedziane, że znów jej nie mogą zamrozić. Być może zamrozili gospodarkę na raty. Marzec, Kwiecień, Maj, będą zamknięte restauracje, biurowce, centra handlowe itd, a Czerwiec, Lipiec, Sierpień czyli te najgorętsze i najsuchsze miesiące, będą zamknięty przemysł tytoniowy, alkoholowy i wydobywczy, ponieważ to one zużywają najwięcej wody. 

Zobacz co się dzieje na świecie. Ropa potaniała jak nigdy, a co z Polskimi kopalniami? Z jakiś tajemniczych powodów stanowią obecnie zagłębie Koronawirusa w Polsce. Śmiem twierdzić, że w taki sposób pomału odchodzimy od silnika spalinowego czy węgla kamiennego. Śmiem twierdzić, że w taki sposób pomału będą zamykane kopalnie, a zamiast nich zostanie wprowadzone coś nowego. No jest to jedyne logiczne wytłumaczenie, tych nielogicznych i idiotycznych decyzji podejmowanych przez nasz rząd w dobie pandemii. 

Powiem tak! Na chwilę pisania tego bloga górnicy zostali odesłani na postojowe ze 100% płatnymi pieniędzmi. Niby to ma potrwać tylko 3 tygodnie, ale jeśli ten czas zostanie znów wydłużony z powodu COVID – 19, a zostaną zamykane dalej kolejne kopanie, to nie miejsce złudzeń! Możecie już pomału złomować wasze samochody. 

Teraz rząd się przymierza do otwarcia sklepów państwowych typu Społem co były za komuny. Umówmy się w ten sposób, że jest to trochę idiotyczny pomysł, ale może to ma drugie dno? Może przymierzają się właśnie do redystrybucji żywności i wody? Może my o czymś nie wiemy? Może coś zaplanowane jest? Może na spotkaniach w Davos lub grupy Bilderberg – tej o której ostatnio pozytywnie wypowiadał się kandydat na Prezydenta RP Rafał Czaskowski, coś zostało ustalone? Nie wiem, pożyjemy zobaczymy.

Papierosy mentolowe już są zakazane. Czekać tylko jak zamkną przemysł tytoniowy i mięsny. No pisząc te słowa już wykryto siedlisko COVID-19 w zakładach mięsnych w Starachowicach. Wszystko jakby spina się w całość.

Co? Mówisz, że nie zrobią tego? Kurwa gościu zamknęli Cię na ponad 2 miesiącu w domu, więc nie pierdol, że nie zamknął na jakiś czas przemysłu alkoholowego czy wydobywczego. Jak będą chcieli, to to zrobią. Niestety wtedy będzie kryzys jakiego nie znał świat, ponieważ te branże zatrudniają dziesiątki tysięcy ludzi i to nie byle jakich bo krewkich górników, którzy nie raz pokazali polskiemu rządowi, że potrafią zrobić gruby rozpierdol na ulicach jak trzeba. Tak tylko napomknę, że Policja dostała podwyżki jakoś w tym roku i została dozbrojona po zęby jak na wojnę domową, podczas kiedy obywatelom zabronią za niedługo również używania broni czarnoprochowej. Tak tylko o tym wspomniałem. To na pewno jest zbieg okoliczności. 

Zmiana klimatu

Kiedyś trąbili o dziurze ozonowej, a teraz trąbią o globalnym ociepleniu klimatu, który ma być rzekomo spowodowany przez CO2. Ile w tym prawdy? To nie wiem. Niezaprzeczalnym faktem jest to, że faktycznie klimat się ociepla. Tak szczerze powiedziawszy to ja już nie pamiętam mroźnej zimy ze śniegiem po pas. Od kilku lat praktycznie nie ma zimy. Jest taka zimna, późna, jesień, która utrzymuje się do wiosny. Za to są od kilku lat regularnie bardzo upalne lata, gdzie temperatury sięgają nawet 40 stopni. W tym roku nie było w ogóle śniegu, a temperatury jak na tę porę roku były rekordowo wysokie. Nie wiem czy był chociaż jakikolwiek mróz. Nawet zdarzyło się, że w Styczniu i Lutym popadał mały deszczyk co jest czymś dawno niespotykanym w tych porach roku. Lato zapowiadane jest upalne.

To zdjęcie było robione przed Świętami Bożego Narodzenia w niemieckich Alpach, o których Ci już wcześniej wspominałem. Znajduję się właśnie na wysokości jednego kilometra.  Te kijki po bokach są po to, aby pokazywać samochodom i ludziom drogę, ponieważ o tej porze roku, w górach i na tej wysokości powinno być go na wysokość tych kijków. Ile jest go, to sam widzisz. Nie ma go wcale. Kolega, który jest pasjonatem sportów zimowych mówi, że zauważył jak z roku na rok cofa się lodowiec, po którym on zawsze jeździł na snowboardzie. Zauważył również, że jest coraz mniej śniegu, niż jeszcze kilka lat temu. 

Coś musi być na rzeczy, ale czy jest to spowodowane CO2? Nie wiem. Za czasów Mieszka I na terenach Polski panował klimat śródziemnomorski. Mieliśmy wtedy śródziemnomorskie owoce, a także i rośliny.  Więc może te ocieplenie klimatu jest to po prostu naturalna kolej rzeczy jaką przechodzi Ziemia?

Osobiście jestem za tym, aby wycofać silnik spalinowy z obiegu. W Warszawie mieszkam przy bardzo ruchliwej ulicy i rano gdy wychodzę na balkon i widzę sznur samochodów pod oknem, to od razu robi mi się nie dobrze. Czuć taki smród spalin, że się aż w głowie kręci, a szyby okienne są non stop ujebane sadzą, więc za bardzo nawet ich się nie opłaca myć, bo za 15 minut są znów siwe. Silnik spalinowy to już przeszłość. Są już dawno dostępne inne napędy. Dużo lepsze, tańsze i ekologiczne, tylko z jakiś powodów trzyma się je jeszcze w ukryciu. Być może teraz coś ruszy w tym kierunku, gdyż to co się dzieje teraz na rynku ropy może dawać do myślenia, że coś się zmienia na Świecie.

Wtedy nastąpi rewolucja i Niemcy przestaną być potęgą motoryzacyjną na świecie, no chyba, że po cichu naprodukowali elektryków z jakimiś inteligentnymi innowacjami jak teraz japońce, koreańce i chińczycy, przy których Tesla Elona Muska zaczyna być sto lat za murzynami. Zawód mechanik również straci na wartości przy elektryku nie potrzeba za wiele robić.

Nie wiem czy wiesz, ale kiedyś już istniał samochód elektryczny, który potrafił na jednym doładowaniu przejechać więcej kilometrów, niż obecnie Tesla za pół miliona dolarów. Był taki okres na początku 20 wieku, że po drogach jeździły samochody elektryczne i spalinowe. Jednak te pierwsze z jakiś tajemniczych powodów zostały nagle wycofane, a na rynku pozostały tylko spalinowe. Nieoficjalnie mówi się o dogadaniu się Forda z Rockeffelerem. Ford produkował samochody, a Rockeffeler miał ropę. Polecam obejrzeć film dokumentalny – kto zabił samochód elektryczny. Daje do myślenia, albo książkę jak lubisz czytać Andrzeja Krajewskiego – Krew cywilizacji – Biografia ropy naftowej”.

Takim to sposobem zrobiliśmy wstęp do kolejnej części serii – jak zniewolić ludzkość.

C.D.N…

P.S

Przeczytaj mój poprzedni wpis dotyczący zniewolenia ludzkości czyli

Jak zniewolić ludzkość za pomocą mieszkania – Część I

Tagi
Pokaż więcej

22 Komentarzy

  1. Milenials to jest pokolenie urodzone w latach 1980 – 2000. Wiec tu popelniles niezla wpadke nazywajac tych mlodych urodzonych po 2000 milenialsami.

    1. Coś Ci się pomieszało! Milenialsi to osoby urodzone w 2000 lub po! Ha ha ha ha, jeśli ty takie rzeczy nazywasz jakimiś wpadkami i to niezłymi, to musisz wyluzować ha ha ha ha

      1. Typie, nie smiej sie jak glupi do sera, tylko sprawdz i mi podziekuj. Unikniesz kiedys kompromitacji w towarzystwie.

        1. Typie ja mam taką typie definicję type milenialsów i tyle type. Tak kurwa kompromitacja Ja pierdole serio myślisz, że przejąłbym się jakąś „KOMPROMITACJĄ”? Jesteś przewrażliwiony. Widzę bierzesz sobie mocno do serca to co ludzie myślą i mówią. Ja to akurat type mam w dupie. Dla mnie milenials to osoba urodzona po 2000 i co?

      1. Podejscie do czytelnika, pierwsza klasa xD Daje do myslenia, nie ma co. Po tym co tu zobaczylem, mozesz byc spokojny, juz nigdy wiecej tu nie „przyleze”. Nara patusie.

        1. Ale ty nie jesteś dla mnie żadnym czytelnikiem tylko przybłędą, która przypałętała się tu z czeluści internetu i filozofa zgrywać, której to nie chce i której to kazałem grzecznie wypierdalać z mojego bloga. Po chuj tu jeszcze coś sapiesz przyglupie? Większymi literami mam ci napisać? Ja myślę, że już nigdy tu nie trafisz patusie. Więc miej dziś wspaniały dzień, ale gdzie indziej. Papatki.

  2. No jak zwykle wpis konkretny, dajesz w chuj do myślenia, czytam regularnie każdy blog od stycznia. Będziesz wrzucal coś o relacjach damsko męskich czy temat już się wyczerpal na jakiś czas?

  3. Z tym dzbankiem z filtrem do wody.Jak przelewasz wode to od razu z kranu czy wpierw gotujesz w czajniku i dopiero przelewasz ugotowaną to tego dzbanka?

  4. Ludzie przebudźcie się! Otwórzcie oczy i zacznijcie myśleć samodzielnie! Wyłącznie telewizję, włączcie youtube! Tylko prawda was wyzwoli! Mądrze chłopak gada, oświecony.

  5. Dobry wpis.
    Jeżeli chodzi o silniki spalinowe, to chciałbym Cię troszkę oświecić. Że wyprodukowanie auta elektrycznego i akomulatorow do niego, które się zużywają bardzo szybko i jest problem z ich utylizacja, zanieczyszcza bardziej środowisko aniżeli auto spalinowe.
    Przez ponad dekadę pracuje przy produkcji części do niemieckich i amerykańskich samochodów. Głównie spalinowych. Od jakiegoś czasu weszły do produkcji seryjnej części do tych super wychwalanych elektryków. A żeby auto takie zużywało mniej energii to musi być lżejsze od spalinowego. A żeby tak było to trzeba wykorzystać do tego lżejszy materiał. A jest nim? ALUMINIUM. A taka produkcja jest o mega bardziej szkodliwa dla środowiska jak produkcja części do samochodów spalinowych. Do tego zużywa się trzy, czterokrotnie więcej wody w takim procesie. A to tylko kilka elementów składających się na samochód. Takie auto, dla zwykłego, przeciętnego obywatela składa się średnio z 30 tysięcy elementów.
    Jestem za elektrykami, a jeszcze bardziej za pojazdami na gaz sprężony CNG który jest 100% bezemisyjny i wypierniczeniem ruchu prywatnych pojazdów w pobliżu centrum miast.

        1. No właśnie i to zaczyna mieć sens. Teraz na onecie wyskoczył artykuł, który zaczyna promować samochody elektryczne.

  6. Typie ja mam taką typie definicję type milenialsów i tyle type. Tak kurwa kompromitacja Ja pierdole serio myślisz, że przejąłbym się jakąś „KOMPROMITACJĄ”? Jesteś przewrażliwiony. Widzę bierzesz sobie mocno do serca to co ludzie myślą i mówią. Ja to akurat type mam w dupie. Dla mnie milenials to osoba urodzona po 2000 i co?

  7. No nareszcie ktoś to napisał ! Wpis zajebisty. Tyab bawi i uczy. Tak się składa że mieszkam na wsi. Powiem więcej zajmuję się gospodarstwem ze świniakami. To co teraz wprowadza nasz kochany rząd to paranoja. Świnie nie mogą być razem z innymi zwierzętami w tym samym chlewie. Do obory żeby wywalić gnój musisz kurwa zakładać jebane skafandry jakbyś na marsa się wybierał. Oczywiście musisz zadbać o odpowiedni wystrój chlewa żeby się świnkom przykro nie zrobiło. To znaczy dodatkowo ocieplane okna , drzwi i do chlewa oczywiście musi być dołączony wybieg na zewnątrz. W ogóle teraz nawet świnia prosto od rolnika tak naprawdę nie jest w pełni bio, eko czy ki chuj. Świnia potrzebuje dużo białka, a jedyna pasza białkowa dla świń to soja która jest jednym wielkim GMO do kwadratu. Wcześniej jako białka dla świń używało się tak zwanej „mączki” (z kości np) lecz oczywiście UE wycofało bo za tanio i za zdrowo a i w ogóle też nie humanitarne no bo jak to kości ?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Back to top button
Close
Close